Stracić, by odnaleźć

Piątek XXXII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Mdr 13,1–9; Łk 17,26–37

Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je (Łk 17,33).

Przyjście Syna Człowieczego będzie ostatecznym objawieniem się prawdy, która ukaże, co jest rzeczywistością, a co jedynie jej pozorem. Wtedy całkiem konkretnie odsłoni się prawdziwość tej przytoczonej na wstępie zasady, jaką podaje nam Pan Jezus.

Piątek XXXII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Mdr 13,1–9; Łk 17,26–37

Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je (Łk 17,33).

Przyjście Syna Człowieczego będzie ostatecznym objawieniem się prawdy, która ukaże, co jest rzeczywistością, a co jedynie jej pozorem. Wtedy całkiem konkretnie odsłoni się prawdziwość tej przytoczonej na wstępie zasady, jaką podaje nam Pan Jezus.

„Staranie się o zachowanie życia” wyrasta z uczepienia się tego, co tutaj namacalne, co możemy posiadać, co znamy… Tak się nam przynajmniej wydaje, bo w istocie ani nie możemy niczego posiadać, ani tego nie znamy. Że tak jest, ukazuje nam śmierć, która nas tego wszystkiego pozbawia, nie zostawiając niczego. I to jest owa strata, która jest nieunikniona. Tragedią jest jednak to, że razem z tym wszystkim możemy stracić także siebie samych, swoje życie. Kto chce zachować swoje życie, straci je.

Kto je straci? Co to znaczy? Pan Jezus ilustruje to sytuacją: kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie (Łk 17,31). Pójście po „swoje” rzeczy świadczy o przywiązaniu do tego, co na tym świecie, oznacza widzenie swojej nadziei związanej z tym światem. „Nie schodźcie…” – wskazuje na dostrzeżenie, że właśnie to, co doczesne, się skończyło i należy to zostawić, otwierając się całkowicie na nowe życie. Tak jest w przypadku narodzin: dziecko opuszcza łono matki i odcina się je od pępowiny. Jeżeliby jej nie odcięto, dziecko nie byłoby w stanie żyć nowym życiem. Podobnie trzeba dać sobie zabrać to wszystko, co należy do tego świata, aby wolnym przejść do nowej rzeczywistości. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy widzimy albo przynajmniej wyczuwamy tę nową rzeczywistość, gdy widzimy coś innego, ważniejszego. Umiemy rozpoznać przemijalność, czasowość tego wszystkiego, co mamy, a przez to ulotność zarówno istnienia tych rzeczy, jak i ich posiadania. Oto pojawia się nowa, pełna rzeczywistość, która nas wypełnia i daje życie. Nie ma po co wracać! To wszystko minęło, wyczerpało swoje zasoby istnienia. Podobnie i nasze życie. Ono także wyczerpało swoje siły i moc. Śmierć jest kresem naszej ziemskiej witalności. Nie ma co za nią tęsknić, wracać, trzymać się jej. Prawdziwe życie jest właśnie nam ofiarowywane.

Ale tutaj dotykamy zasadniczej prawdy nowego życia. O ile nasze życie doczesne jest nam dane po prostu – nikt z nas nie wybierał go, nikt nie był pytany o nie – o tyle to nowe życie jest nam ofiarowane, ale nie narzucane. Bóg mówi nam: „Wybieraj, czy chcesz je, czy zatrzymałeś się na tym, co ze swojej natury i tak przemija i odchodzi w przeszłość. Zdecyduj się, czy chcesz żyć prawdziwie”.

Nasze życie na ziemi w istocie jest czasem naszego rodzenia się do życia. Samo urodzenie następuje przez śmierć w tym wymiarze życia. Dlatego mądrość życia polega na umiejętności odkrywania prawdziwej rzeczywistości. Kto tego nie robi, traci coś najważniejszego, dlatego jest „głupi”, jak pisze w pierwszym czytaniu mędrzec Starego Testamentu:

Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy (Mdr 13,1n).

Rozstrzygający jest sposób patrzenia. Mędrzec mówi nam o „rozpoznawaniu przez podobieństwo”. Patrząc na coś, trzeba widzieć coś innego, co jest u źródła tego, co się widzi. To widzenie różni się od zwykłego widzenia tym, że wiąże się ściśle z myśleniem, czego nie można mylić z racjonalizmem! Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę (Mdr 13,5). Trzeba jednak pamiętać, że poznać w Biblii to tyle co wejść w żywą więź osobową. Myśleć to tyle, co wsłuchać się w bezgłośne słowo zawarte w tym, co dostrzegalne zmysłami, to nastrojenie się na odczytywanie obecności Tego, który przemawia przez rzeczy stworzone i wydarzenia. Jest ono sztuką, a nie techniką. Jest darem, a nie wytworem intelektu. W każdym z nas jest zawarta mądrość, ale od nas zależy, czy na nią się otworzymy. To są wybory dokonywane w sercu.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także