Świadectwo Niewinnych

28 grudnia to kolejny dzień zmagań ziemskiej i niebieskiej wizji Czasu Świątecznego. Po „naszemu” ciągle święto pozostaje przestrzenią radości i oderwania od rzeczywistości. Strefą bezpieczną i gwarantującą obfitość i brak zmartwień. Niebieska strona świątecznego medalu niesie jednak ze sobą zadanie: święto ma przemieniać i uzdalniać do prawdziwszego życia. Jego celem jest tchnąć codzienność nowego ducha, nową gorliwość i nowe spojrzenie na sprawy małe i wielkie.

Rzeź niewiniątek Dzieje się jawna niesprawiedliwość: oto władca krainy, drżąc o własny tron, dokonuje zamachu na swojego potencjalnego następcę. Jeśli dodać, że władca jest dojrzałym monarchą, a następca nowonarodzonym Dzieckiem, złość ogarnia każdego świadka historii. W dodatku ocalenie niewinnego Dziecięcia okupione jest śmiercią wielu innych noworodków; nie dość, że niewinnych to jeszcze bezpośrednio niezamieszkanych w sprawę rzekomej detronizacji.

Wina. Liturgia dnia wielokrotnie akcentuje niewinność Młodzianków. Antyfona na wejście głosi: Niewinne dzieci zostały zabite za Chrystusa. Teraz towarzyszą Barankowi bez skazy i głoszą jego chwałę. Z kolei do stołu eucharystycznego prowadzą nas słowa modlitwy zaczerpnięte z Księgi Apokalipsy: Dzieci z Betlejem zostały wykupione spośród ludzi na pierwociny dla Boga i dla Baranka. Towarzyszą Barankowi, dokądkolwiek idzie. Niewinność dzieci jest tu zestawiona z nieskazitelnością baranka paschalnego, czystego i niewinnego, tego, którego krew oddalała spotkanie śmierci (Wj 12). Mają więc nieświadome niemowlęta udział z Chrystusem – Barankiem, niewinnie prowadzonym na śmierć, którego krew na zawsze wyrwała nas śmierci.

Wolność. Boże nasz, Ojcze, w dniu dzisiejszym święci Młodziankowie, męczennicy, obwieścili Twoją chwałę nie słowami, lecz śmiercią, spraw, abyśmy całym życiem wyznawali wiarę w Ciebie, którą głosimy ustami (Kolekta). Niezwykłe wydaje się odczytanie rzezi niewiniątek z Betlejem jako zdarzenia, w którym został uwielbiony Bóg. Wszak ich męczeństwo jest mimowolne, nie można rozpatrywać tu aktu dobrowolnej ofiary ze swojego życia. Co więcej, giną powierzeni opiece dorosłych, wśród dramatu rodzin, wyraźnie wybrzmiewa tu odwieczne pytanie: Jak Bóg mógł na to pozwolić, dlaczego nie zapobiegł, czy dobro Jego Syna wymagało tak wielkiej ofiary?

Zbawienie. Modląc się nad darami, kapłan wypowie słowa: Boże, Ty obdarzasz zbawieniem także dzieci, które Ciebie nie znają, przyjmij nasze dary i oczyść serca składających Ofiarę. Po komunii myśl ta jest kontynuowana: Boże, Ty po narodzeniu Chrystusa obdarzyłeś łaską męczeństwa Młodzianków z Betlejem, którzy nie mogli jeszcze wyznać Twojego Syna ustami; udziel hojnie zbawienia wiernym przyjmującym Najświętszy Sakrament w ich święto.

Historia Młodzianków mogłaby się wydawać smutna i w swej istocie pesymistyczna, gdyby nie jeden zwrot wart szczególnej uwagi – „łaska męczeństwa”. Jeśli męczeństwo, czyli przelanie krwi w Imię Boga jest łaską, dobrem, darem, to dlaczego rozpaczać nad niewinnością czy brakiem wolności wyboru ofiar rzezi? Jeśli w życiu staramy się o świętość, a ta świętość staje się udziałem młodych męczenników, czemu nie patrzymy na ich śmierć jak na szansę spotkania Boga? Obcowanie z Nieskończonym jest od dziś rzeczywistością tych, których zabito, by Syn Nieskończonego mógł w swoim czasie przyjąć na siebie winy nas wszystkich. Śmierć dzieci betlejemskich to zarówno zapowiedź Męki Chrystusa jak i niezwykły przykład ludzkiej beznadziei, która w świetle wcielenia nabiera kształt prawdziwej nadziei nieba.

Zobacz także