Światło rozbijające mroki nocy

paschalpaschal1Orędzie Paschalne rozpoczyna się od zaproszenia do wesela. Przy czym podmiot - w czasie liturgii w jego miejsce wchodzi kantor - obiera perspektywę, którą można by nazwać odniebną. Oto wzywa najpierw zastępy aniołów w niebie, wzywa świętych, następnie całą ziemię i zbliżając się w coraz bardziej koncentrycznym spojrzeniu, zwraca się teraz do całego Kościoła, by w końcu skierować swoje dynamiczne zaproszenie do tej oto świątyni, w której się znajdujemy, tu i teraz.

W ten sposób pragnie wprowadzić każdego uczestnika liturgii w owo Boże teraz, wyprowadzić go z czasu przemijania.

A zatem proszę was, bracia najmilsi,
którzy stoicie tutaj,
podziwiajcie jasność tego świętego płomienia,
byście razem ze mną wzywali
miłosierdzia wszechmogącego Boga. 

Już w zaproszeniu do radości ogłosił jej powód: dokonuje się zbawienie, wielki Król odnosi zwycięstwo, ziemia opromieniona Jego blaskiem staje się wolna od mroku. To wszystko dzieje się teraz, pomiędzy nami i w nas.

Pozwólmy się pociągnąć dalej. Obrzędowa formuła uaktualnia jedność duchową oranta z całym zgromadzonym ludem, z każdą osobą. Wzywa nas do wzniesienia serc w górę, ku Panu, aby Mu wspólnie dziękować. I kantor z całą mocą wysławia misterium Odkupienia i jego Autora. Jego spojrzenie jest widzeniem żywej, miłującej wiary. Jego oczy wpatrzone tylko w płomień paschału są ślepe na wszystko, co wykracza poza perspektywę wiary. Obejmują jednym wejrzeniem całą rozpiętość Bożych zamysłów wobec ludzkości i wobec każdego człowieka. W pełnym wdzięczności zapamiętaniu zwraca się on momentami bezpośrednio do Pana, utożsamiając się z odkupioną ludzkością i każdym z nas. Pewność, dynamiczna moc, nieodwołalna definitywność jego proklamacji i ich pełne życia uobecnianie mają wzbudzić w każdym członku zgromadzonego Kościoła wiarę takiej samej jakości, a raczej po prostu – tę samą wiarę.

Kiedy przyglądamy się tak kantorowi, zaczynamy widzieć już nie jego samego, ale owo jedyne światło paschału; zaczynamy widzieć Tego, którego ogłasza. 

O tej nocy napisano:
a noc jak dzień zajaśnieje,
oraz:
noc będzie mi światłem i radością.

Stoimy przed płonącą świecą, która pozornie swoim pojedynczym płomykiem wnosi niewiele blasku wobec potęgi nocy. Można się jednak do niej przybliżyć i ogrzać, można zapalić od niej swoją świecę, można uczyć się przyjmowania jej blasku od innych.

Jest to światło paradoksalne: ciemne i jasne jednocześnie. Zewnętrznie patrząc – nic nie znaczące wobec nocy: braku poznania, niezrozumienia, niewiadomej, bolesnej wędrówki, trwającego cierpienia. A jednak rozbija ono strukturę nocy u samych jej podstaw.

Rodzi się ono w osobowej komunii. Rodzi się, po pierwsze, z nadziei i wiary przekazanej przez inne osoby; z ich życia przenikniętego nowiną zwycięstwa. Po drugie, rodzi się dla więzi jedynej, bardzo powoli odkrywanej, ze swoistą tylko dla niej nieśmiałością i mozołem, rodzi się dla więzi z Bogiem. Światło tej relacji, dopóki się nie rozwinie i nie ugruntuje, jest dla ludzkiego poznania bolesnym mrokiem. Oto dziś, złączeni w tej świątyni nie tylko miejscem, ale i prowadzeni wspólnie, i każdy z osobna najbardziej wewnętrznie, tym jedynym światłem, doświadczamy przez komunię Kościoła ulgi, odpoczynku w trudnej, ciemnej wędrówce wiary i uroczyście wysławiamy dane nam światło. Jakąż siłę, moc potęgującą wiarę ma wspólne, w pełni życiowo zaangażowane jej ogłaszanie!

Wspólnie odważnie wchodzimy w noc, którą rozświetla ufność wobec Boga. Na Jego Słowo opuszczamy ciemności duchowego Egiptu i przez wiarę w to samo Słowo przechodzimy Morze Czerwone. Paschał-Chrystus jest ognistym słupem rozświetlającym drogę. Wszystko jednak dokonuje się w nocy. W duchowych ciemnościach Chrystus zostaje zabity jako prawdziwy Baranek, Jego krwią-życiem skrapia się wierzących. On, nasze światło, pogrąża się razem z nami i w nas, w najczarniejszej nocy otchłani, w mrokach naszych grzechów. Wtedy noc staje się zupełnie ciemna. Na jedną chwilę, na chwilę śmierci. Lecz oto rozbłyska właśnie teraz, aby już nigdy nie zagasnąć, Ten, którego symbolizuje płonący paschał. Dlatego płomień tej świecy, w duchowym rozumieniu, jest tak jasny. Jest nim niezniszczalna łaska i moc Zmartwychwstałego.

Trzeba jednak temu światłu pozwolić działać w nas bardzo osobiście, w prawdzie, aby mogło nas wprowadzić w celebrowane misterium.

O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas!
O, jak niepojęta jest Twoja miłość:
aby wykupić niewolnika, wydałeś Swego Syna!

Kto dotknął z realizmem prawdy o swojej kondycji, o tym, co samsobie sobą prezentuje, co samsiebie może, dokąd zamknięty w sobie dojdzie, może wykrzyknąć powyższe słowa. Potrzebujący drugiej Osoby jak życia, jak oddechu, będzie na tyle mały, aby Ją przyjąć. Kto poznał w swoim życiu oścień śmierci, jej beznadzieję, pustkę i samotność, całym swym istnieniem i w gwałtownym porywie będzie szukał Zbawiciela.

A teraz w wierze, już tu, po tej stronie życia, odnajdujemy schronienie w komunii osób w Kościele. W komunii naznaczonej jeszcze nocą, ale już pełnej światła, razem z braćmi podobnymi do nas wyśpiewujemy pełną piersią: Jak niepojęta jest Twoja miłość! I możemy pośród łez radości błogosławić swoją winę, swój grzech. Bo przez nią, ze swej miłującej woli, Ojciec wprowadził nas w niezwykłą, niezniszczalną zażyłość z Chrystusem. Jest ona właśnie owocem spotkania z Nim w otchłani naszych grzechów, wstydu, lęku, a także bezbronności konania i śmierci. Tam właśnie Syn Ojca nas odnajduje, spotyka i obdarza Sobą. Zstępuje w najgłębsze najbardziej złaknione i poranione pokłady mojego ducha i karmi je Sobą. A obmywając mnie, przyodziewa mnie w niewinność i godność, której nigdy nie utraciłem w Jego spojrzeniu, ponieważ to ono podtrzymuje moje życie. Paschał jest symbolem wiary rodzącej się w takich spotkaniach. Jest symbolem z determinacją rozwijanej i strzeżonej więzi z Chrystusem ku coraz głębszemu wzajemnemu poznaniu oraz wyborowi, aby światło zwyciężyło zupełnie we mnie noc śmierci i grzechu oraz w końcu niezdolność do radowania się bezpośrednim widzeniem Jedynego Światła moich oczu.

Niech ta świeca płonie,
gdy wzejdzie Słońce nie znające zachodu:
Jezus Chrystus,
Twój Syn Zmartwychwstały,
który oświeca ludzkość swoim światłem
i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.
Amen, amen, amen.

Chrystus przedstawiony przez św. Jana w Apokalipsie odpowiada obrazowaniu w Orędziu Paschalnym. Zestawmy ze sobą te teksty.

I miastu nie trzeba słońca ni księżyca,
by mu świeciły,
bo chwała Boga je oświetliła,
a jego lampą Baranek (Ap 21,22).

I [odtąd] już nocy nie będzie.
A nie potrzeba im światła lampy
i światła słońca,
bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi
i będą królować na wieki wieków (Ap 22,5). 

I jeszcze jeden równolegle znaczący tekst, tym razem z Izajasza:

Już słońca w dzień mieć nie będziesz jako światła,
ani jasność księżyca nie zaświeci tobie,
lecz Pan ci będzie wieczną światłością
i Bóg Twój – twoją ozdobą (Iz 60,19).

Jak to będzie, gdy wzejdzie nam już owo słońce nie znające zachodu, kiedy odejdzie noc wiary i trud nadziei? Cóż takiego się stanie, że całym światłem będzie Chrystus? Ujrzymy Go wtedy takim, jakim jest wobec nas, w całej jasności, w bezpośrednim poznaniu. I zostaniemy porwani siłą Jego Osoby, Jego dobra i piękna, siłą Jego miłowania nas. Nasza wola nie będzie mieć innego światła poza jasnością Króla Wieków i innego zajęcia niż miłowanie Go, niż ogień żywej wzajemnej i miłości. I wyczuwamy tę eksplozję szczęścia obecną w tekście Paschalnego Orędzia: szczęścia komunii, uwielbienia, więzi nieba i ziemi; aniołów, świętych i Kościoła. Uprawniony jest potężny i ekstatyczny śpiew całego ludu i każdego wierzącego, bo opiera się na prawdzie, bo jest trzeźwym i mądrościowym wyborem miłującej wiary, bo istotnie wschodzi nam Słońce nie znające Zachodu, rozpraszając mroki naszej nocy.

mniszka karmelitanka bosa

Klasztor Słowa Bożego i Świętych Aniołów

 

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.