Święci zapoznani, święci nieznani (ii)

O królu Edmundzie miałem napisać wcześniej, ale okoliczności były niesprzyjające, stąd opóźnienie. Edmund, kolejny król i męczennik, tym razem ze wschodniej Anglii.

Wiemy, że wychował się w rodzinie chrześcijańskiej, i ok. 865 objął władzę nad mieszkańcami wschodniej Anglii – czyli Anglami. Tak jak Oswald, Edmund musiał stanąć do walki z pogańską armią, ale nie byli to już mieszkańcy Brytanii, lecz najeźdźcy ze Skandynawii, wikingowie. Niestety, wojska Edmunda poniosły klęskę pod Hellesden, on sam zaś dostał się do niewoli. Ingwar, wódz wikingów, nakłaniał go do porzucenia wiary, obiecując, że Edmund zachowa władzę nad Anglami jako jego wasal. Edmund odmówił. Nie do końca wiadomo, jak zginął. Hagiograficzne opowieści mówią o jego biczowaniu, przeszyciu strzałami i, w końcu, ścięciu. Ale bardziej prawdopodobne jest, że – tak jak wcześniej Oswald – został on złożony w ofierze zwycięskim bogom Asgardu, w rycie krwawego orła. (Uwaga! Osoby wrażliwe proszone są o pominięcie następnego zdania!) Otóż żywej wciąż ofierze rozrywano na boki żebra i wyrywano płuca, i w ten sposób uzyskiwano kształt zbliżony do orlich skrzydeł. (Niektórzy uczeni uważają jednak, że nie ma pewności co do tego rytu, i być może chodziło tylko o wycięcie na plecach ofiary kształtu orlich skrzydeł. Ale np. Snorri wyraźnie opisuje wbicie miecza tuż przy kręgosłupie, usunięcie żeber i wyciągnięcie płuc.)

Według tradycji, odciętą głowę Edmunda znaleziono dzięki wilkowi, który jej strzegł, a w końcu przyprowadził do niej ludzi – stąd wilk często pojawia się w ikonografii Edmunda, razem ze strzałą, która – według tradycyjnych przekazów, jak wspomniałem wyżej – miała być przyczyną jego śmierci.

Śmierć męczeńską poniósł Edmund w 869 roku – nie panował więc długo, tak jak i Oswald. I jak Oswald jest królem męczennikiem, świętym wojującym w obronie wiary i swojego chrześcijańskiego królestwa. Jego wspomnienie przypada 20 XI, i na ten właśnie dzień hymnarz z Durham ma aż trzy hymny: na nieszpory, oficjum nocne i jutrznię. W tych hymnach pojawia się wilk, strzegący głowy świętego (trux lupus, dziki wilk), jak też i dosyć drastyczny opis męki Edmunda. Król, przywiązany rzemieniami do słupa, zbroczony krwią, szydzi z wikingów i ich boga, Odina; barbarzyńcy przebijają go oszczepami i piją jego krew.

Laus et corona militum,
Iesu, tibi certantium,
Huius triumpho subditis,
Intende regis martyris.

(Jezu, chwało i korono tych, co walczą dla Ciebie, spójrz na poddanych tego króla-męczennika, ze względu na jego zwycięstwo.)


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.