Świętej pamięci ojciec Spyridon Mikrayannanitis

Ze smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci pięknego człowieka. Wczoraj zmarł ojciec Spyridon Mikrayannanitis, mnich, kantor i przełożony skitu mniejszego św. Anny na Górze Atos. 

Spyridon Mikrayannanitis
Spyridon Mikrayannanitis

Wielu mogło Go poznać w roku 2002, gdy śpiewał ze śp. Likurgosem Angelopulosem podczas festiwalu „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu i niedługo potem w kościele św. Katarzyny w Krakowie. Drugi z koncertów został nagrany i wydany przez Dux w 2003 roku.

Spyridon MikrayannanitisBył bardzo prostym człowiekiem o tubalnym głosie i sercu pełnym ciepła. Pisałem o nim kiedyś. Człowiek pogodny, choć dokuczał Mu podeszły wiek, a krtań po operacji szybciej się męczyła podczas długich modlitw. Ile mógł tyle śpiewał, a śpiewał jak mało kto – potężnym, głębokim głosem z wielką pokorą. Pokora polegała na niezmiernej prostocie. Nie udawał ani w życiu ani w śpiewie. Zawsze bezpośredni i mocny. Nie bał się nikogo, ale przed ikoną Najświętszej Maryi Panny padał na twarz i oddawał Jej pokłony. Nie bał się mówić: „Gdy Kościół się zjednoczy, Twój będzie pierwszy pośród braci”. A trzeba Wam wiedzieć, że na Atosie w ten sposób mówić nie wypada. Piekł świetny chleb, wyśmienicie gotował. Nauczył mnie obierać cebulę szybko i bez łez, robić grecką kawę, siadać na muła (choć bez Jego pomocy nie potrafiłem zapanować nad bydlęciem). Nota bene, muły kochał i mówił do nich życzliwie, czasem jakby życzliwiej niż do wszędobylskich pielgrzymów. Oprócz mułów kochał też swoje kwiaty i pomidory. Ale najbardziej ze wszystkiego, co widać kochał braci ze skitu. Widział ich wnętrze, znał jakby od zawsze. Do każdego podchodził inaczej, z ojcowską miłością, która potrafi rozróżniać stosunek do dzieci. Kochał po przyjacielsku, choć bez uszczerbku dla swojej przełożeńskiej roli. Dostawał też miłość od nich. Raz staruszek brodaty masował mu szyję, a innym razem młodzik – też brodaty – wypychał go z kuchni odbierając pracę, by ten się już położył na zasłużoną drzemkę. Czasem coś mruczeli na polecenia od staroświeckiego mnicha, ale wykonywali skrzętnie. Choć gdy opuszczał wspólnotę, modlitwy były jakby krótsze.

Zdawało się, że na Górze zna wszystkich i wszyscy Go znają. Młodzi słuchali Go z szacunkiem ale bez lęku, a starsi czasem z uśmieszkiem, starzy natomiast zawsze gorąco okazywali Mu miłość. Miał kilku przyjaciół. Często takich, którzy niegdyś żyli na Górze, a dziś jeden jest biskupem, inny księdzem, a jeszcze inny ojcem i mężem. Inni żyli w różnych zakątkach Góry. Czasem zupełnie samotni, innym razem w wielkim klasztorze, gdzie pośród stu czy dwustu mnichów, zaraz po przejściu przez bramę, odszukiwał przyjaciela. Były na Górze miejsca Mu bliższe i takie, w których czuł się jak u siebie, na atoskiej pustyni: winnica w Mylopotamos, skit Zwiastowania, monaster Vatopedi…

Spyridon MikrayannanitisSwojego mistrza odwiedzał na cmentarzu przy kościele wybudowanym w grocie. Schodził do niego w zamyśleniu. W ciszy zbierał zeschłe liście z grobu. Wzdychał głośno i bardzo smutno. Czasem coś nucił. Na początku i na koniec wizyty u mistrza całował krzyż samotnie sterczący nad grobem. Niekiedy głaskał go z niemalejącym z upływem dni rozrzewnieniem. Gdy opowiadał o nim, wielkim hymnografie i świętym odnowicielu skitu, oczy Mu płonęły. Celi Hieronima nie pozwolił po śmierci opustoszyć, ale zachował w niej wszystko tak, jakim go pamiętała. Czasem czytał jego hymny, a przed zamknięciem opasłego tomu całował kartkę pokrytą równym pismem mistrza. „Widzisz – mówił – nie ma skreśleń, a tylko tu pisał.” Teraz spotkał go ponownie.

Na liturgii i nabożeństwach znał się, jak niewielu na Górze. Poprawiał często innych kantorów, księży, a nawet biskupa, gdy ci gubili się w skomplikowanych regułach. Nikt nie protestował na korekty serwowane przez mnicha o wielkiej posturze i gorącym sercu. Wiedzieli, że ma rację.

Ufam, że śpiewa z aniołami, choć pewnie na razie tylko ison pozwalają Mu trzymać. A może nie, może docenili miłość z jaką żył i przyjmował gości i stał się już dawniej ich znajomym? (por. Hbr 13,2)


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.