Święto Świętej Rodziny

Komentarz na Niedzielę Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa

Święta RodzinaŚwięta RodzinaDziś święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa, które w kalendarzu liturgicznym Kościoła obchodzimy zawsze w niedzielę oktawy Bożego Narodzenia. W tym roku tak się jednak złożyło, że pierwsza niedziela po Bożym Narodzeniu, jest zarazem drugim dniem świąt.

Co prawda z tego powodu gubimy gdzieś po drodze św. Szczepana, pierwszego męczennika, ale z drugiej strony nasza świąteczna radość zostaje ukierunkowana na Świętą Rodzinę: Jezusa, Maryję i Józefa.

Gdyby nie fakt, że święto Świętej Rodziny wpisało się w tradycję kościoła już w XVII w., ktoś złośliwy mógłby nam zarzucić brak poprawności politycznej. Dlaczego? Ponieważ to co najmniej niestosowne podejmować temat rodziny w czasach kryzysu wartości, z wartościami rodzinnymi włącznie. Spadek płodności, wzrost stosowania środków antykoncepcyjnych, opóźnianie decyzji zawarcia małżeństwa, wzrastająca liczby związków nieformalnych, rosnąca liczba dzieci pozamałżeńskich, zanik podziału ról płci, legalizacja aborcji, promocja in vitro, wychowanie bezstresowe, wzrastająca liczba rozwodów, to tylko niektóre problemy pośrednio lub bezpośrednio dotykające rodzinę. Jak w takim kontekście podejmować temat świętości rodziny? Jak w ogóle podejmować temat rodziny w czasach, gdy najpopularniejszym modelem „podstawowej komórki społeczeństwa” nie jest już 2 + 2, ani nawet 2 + 1, ale 2 + pies (ewentualnie kot), a w skrajnych przypadkach 2 + kaktus (ewentualnie szafa). I nie jest to bynajmniej wizja przesadzona.

Przypomina mi się w tym miejscu Niedziela Świętej Rodziny, którą kilka lat temu przeżywałem w jednej z parafii na Podkarpaciu. Prowadziłem wówczas msze dla dzieci, często stosując metodę kazań dialogowanych. W pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, po Mszy świętej dla dzieciaków, na której podałem Świętą Rodzinę jako wzór życia rodzinnego, przyszła do zakrystii pewna pani – jak się później okazało była to nauczycielka w średnim wieku – i poprosiła o rozmowę. Ze zdumieniem wysłuchałem jej uwag na temat niestosowności mojego kazania. Główny zarzut jaki sformułowała moja rozmówczyni brzmiał mniej więcej tak: „Proszę księdza, czy zastanowił się ksiądz, jak na księdza kazaniu poczuły się dzieci, które mają rodziny niepełne, w których brak tatusia albo mamusi? Przecież one musiały poczuć się gorsze. Jak tak można, czy Kościół nie ma już żadnych zahamowań?” Przyznam – zamurowało mnie. Okazało się bowiem, że dzisiaj w imię politycznej poprawności nie można już mówić jak być powinno. Nawet kapłan głoszący kazania w Kościele nie może mówić, jak powinien wyglądać wzorzec prawdziwie chrześcijańskiej rodziny, ale powinien dostosować się do panujących w społeczeństwie standardów i zmieniających się mód. Ja jednak pozwoliłem sobie nie zgodzić się z moją rozmówczynią i rozstaliśmy się „różniąc się pięknie”.

Gdy dziś wziąłem do ręki teksty czytań mszalnych przeznaczonych na Niedzielę Świętej Rodziny, ze smutkiem pokiwałem głową. Niepoprawny starotestamentalny Mędrzec i naiwny Apostoł Narodów. Kto dziś chce jeszcze słuchać waszych nauk o tym, jak powinny wyglądać prawidłowe rodzinne relacje? Kto dziś przyjmie bez dyskusji wasze zdanie o powinnościach żony względem męża, ojca względem rodziny, dzieci względem swych rodziców? Biedni nauczyciele Prawdy, w dzisiejszym świecie zostalibyście w najlepszym razie oskarżeni o nietolerancję, w najgorszym o homofobię. A Święta Rodzina? Może gdyby św. Józef nie został z Maryją, ale poszedł swoją drogą w poszukiwaniu własnego szczęścia, a Najświętsza Panienka została Matką samotnie wychowującą dzieci, może wówczas współczesny świat mógłby to jakoś przełknąć. A tak? Tak Jezus, Maryja i Józef są tylko reliktami zamierzchłej epoki i nadzieją dla garstki oszołomów, którzy jeszcze wierzą w ponadczasowe wartości. Ale współczesny świat ma nadzieję, że nie na długo już tej wiary wystarczy…

 

Zobacz także