Święty Jacek chodzi po wodzie (audio)

Pierwsze dwa teksty opisują cudowne przejście Świętego Jacka suchą stopą przez wodę. Opisy tego rodzaju nigdy nie są czystą relacją historyczną, przede wszystkim wyrażają liczne treści symboliczne.

Pierwsze dwa teksty opisują cudowne przejście Świętego Jacka suchą stopą przez wodę. Opisy tego rodzaju nigdy nie są czystą relacją historyczną, przede wszystkim wyrazają liczne treści symboliczne. Kluczem do odkrycia zawartej w nich symboliki jest oczywiście ewangeliczna scena chodzenia Pana Jezusa po jeziorze.

Właśnie: co oznacza tamto dziwne wydarzenie chodzenia Pana Jezusa po wodzie? W symbolice biblijnej wody, ktore mogą zniszczyć człowieka. Oznaczają zwykle zagrażające nam i nacierające na nas zło. Prototypem tej symboliki jest potop. Bezpieczne przejście przez taką wodę – przypomnijmy sobie przejście Izraelitów przez Morze Czerwone, czy później, za czasów Jozuego, przez rzekę Jordan – jest znakiem, że Bóg jest mocniejszy niż wszelkie zagrażające nam zło.

Toteż symboliczne opisy życia wiecznego zaznaczają, że tam „morza już nie będzie” (Ap 21,1); będzie tam obfitość wody, ale tej tylko, która daje życie i ochłodę.

Okładka płyty Utwór pochodzi z płyty Jacka Kowalskiego i Klubu Świętego Ludwika „Historie dominikańskie”, którą można kupić w sklepie internetowym Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego oraz jako mp3 na iplay.pl

Chodzenie Pana Jezusa po wodzie oznacza więc, że ogromne zło, które na ziemi otoczyło Syna Bożego i na Niego natarło, było kompletnie bezsilne wobec Jego mocy Bożej. Scena chodzenia po jeziorze jest wspaniałym wyjaśnieniem tajemnic Krzyża: zło uderzyło całą swoją mocą w Syna Bożego, aby Go zniszczyć, a On przez swoją śmierć wszedł do chwały Zmartwychwstania i stał się Zbawcą wszystkich ludzi. Przeszedł suchą stopą po zlowieszczych wodach, nie zaszkodziły Mu one ani trochę.

Niezmiernie też ważna jest w tym epizodzie postać Apostoła Piotra: ci, którzy są blisko Chrystusa i nie są ludźmi małej wiary, mogą również przejść bezpiecznie przez straszliwe masy zła, które, zdawałoby się, muszą zniszczyć każdego bez wyjątku.

Dwa przejścia świętego Jacka przez wodę są dość od siebie różne. Pod Wyszogrodem święty przechodzi wielką wodę oddzielającą go od ludzi, którym chce głosić słowo Boże. W Kijowie przechodzi przez wielką wodę, aby uciec przed Tatarami (w których nie tylko autor tekstu, ale powszechne odczucie wielu pokoleń Polaków widziało istoty z piekła rodem; samą nazwę tego ludu utworzono od słowa tartarus – „piekło”).

W epizodzie kijowskim cud bezpiecznego przejścia przez sam środek wrogich sił został rozdzielony na dwie sceny: zanim święty Jacek cudownie przeprawił się przez Dniepr, przedtem jeszcze „wyszedł bezpiecznie wraz z braćmi przez środek niewiernych, którzy właśnie pustoszyli klasztor i wszystkich wokół zabijali”. W opisie podkreślono starannie, że stało się to mocą Eucharystii i nabożeństwa do Matki Bożej. W epizodzie Wyszogrodzkim natomiast rozbudowano wątek dobrego wpływu, jaki wywarł święty Jacek na swoich towarzyszy: pomógł im wzmocnić się w wierze i w ten sposób umożliwił im bezpieczne przejście przez niszczącą wodę.

Madonna Jackowa / fot. Jeff ArmstrongChwili uwagi domaga się wątek zabrania przez świętego Jacka posągu Matki Bożej. Sam z siebie posąg jest ciężki, wydawałoby się więc, że kiedy wszystko jest zagrożone, ratować trzeba przede wszystkim Ciało Pańskie, wiarę w Chrystusa. To jest sama istota chrześcijaństwa. Tak jednak nie jest. Chrześcijaństwo bez Matki Bożej byłoby niepełne; Ona zresztą jest naszą obroną w chwilach niebezpiecznych. Ciężaru zaś nabożeństwa maryjnego nie trzeba się lękać, sam Chrystus bowiem sprawi, że posąg Jego Matki stanie się „lżejszy niż trzcina”.

Dwa pozostałe opisy dotyczą wskrzeszenia topielców. W żywocie swiętego Jacka znajdziemy calą serię cudów tego typu. Również te opisy zawierają w sobie wiele treści symbolicznej. Wszyscy, którzy stracili życie w nurtach wody, a których następnie święty Jacek wskrzesił, byli ludźmi dobrymi; niekiedy są to jeszcze dzieci. Oto przestroga, że zło niszczy nie tylko ludzi zepsutych. Wystarczy jakieś zaniedbanie czy brak uwagi, żeby zginąć; niekiedy zaś człowiek ginie, bo po prostu jest za słaby, aby sprostać nawałnicy. Dość często ludzie, którzy giną w odmętach rzeki, byli na koniu: przypomnijmy, żesymbolice średniowiecznej koń był symbolem światowej próżności (…).

Prawie zawsze ludzie pochłonięci przez wodę są jedynakami, a główną postacią żałobną jest ich matka. Czyż matką tą nie jest Kościół? Przecież od wieków mówiło się z ambon, że matka młodzieńca z Nain jest symbolem Matki Kościoła, która opłakuje śmierć swojego dziecka. Zaś opisy wskrzeszeń dokonywanych przez świętych niewątpliwie są wzorowane na wydarzeniach ewangelicznych.

No dobrze, ale przecież Matka Kościół ma wiele dzieci; tu zaś jest mowa o jedynaku! Bo Matka Kościół śmierć każdego dziecka opłakuje jak utratę jedynaka.

 


Teksty za: o. Seweryn Lubolmczyk De vita, miraculis et actis canonisationis S. Hyacinthi, wydanej w Wenecji w roku 1594; Legendy dominikańskie, przeł. i oprac. Jacek Salij OP, Poznań 2002.

 

Zobacz także