Święty w mniszym turbanie

Mistrzowie wiary i życia - Jan Damasceński (4 grudnia)

Dostojny starzec na ikonie trzymający zwój. Tak naprawdę jego wizerunki powinny wisieć we wszystkich sanktuariach świata – bo mogą one istnieć w dużej mierze właśnie dzięki niemu. Jan z Damaszku - człowiek, który żyjąc w cieniu kultury będącej obrazom zdecydowanie wrogiej (islam), w Kościele, który także z kultem obrazów wówczas się zmagał, ostatecznie te sprawy uporządkował.

johndamascenus2Dostojny starzec na ikonie trzymający zwój. Tak naprawdę jego wizerunki powinny wisieć we wszystkich sanktuariach świata – bo mogą one istnieć w dużej mierze właśnie dzięki niemu. Podręczniki patrologii kończą się na św. Janie z Damaszku, człowieku, który żyjąc w cieniu kultury będącej obrazom zdecydowanie wrogiej (chodzi oczywiście o islam) w Kościele, który także z kultem obrazów wówczas się zmagał, ostatecznie te sprawy uporządkował. Naszym czasom, gdzie słowo „tradycja” jest niestety coraz bardziej ograniczana do jedynego i słusznego nurtu, lektura często krytycznych pism Jana jest jak najbardziej potrzebna.

Islam triumphans

Rodzinne miasto Jana, Damaszek, było stolicą imperium Umajjadów, obejmującego tereny Syrii, Palestyny, Egiptu, Półwyspu Arabskiego, Mezopotamii, część Iranu i północnej Afryki. W VIII w. Umajjadzi rozpoczęli najazdy na Europę i podbili Hiszpanię. Oblegali też, bez skutku, kilkakrotnie Konstantynopol.

Jak mówi jeden z historyków: życie Jana ginie całkiem w blasku wielkiej historii, której przyszło mu być świadkiem. Niektórzy badacze uważają, że pochodził z rodziny arabskiej (jednym z argumentów „za” miałby być rzekomy turban zdobiący jego głowę na licznych ikonach). W istocie jednak wydaje się, że rodzina Jana miała korzenie syryjskie, a ów rzekomy turban, to po prostu nakrycie głowy mnicha w ówczesnej Palestynie. Dziadek świętego, podobnie jak ojciec, zajmowali ważne stanowisko w hierarchii urzędników zbierających podatki – sprawa niezwykle istotna dla każdego państwa toczącego wojnę. Obydwaj mężowie utrzymali się zatem na swych stanowiskach, kiedy Damaszek przechodził z rąk do rąk – Persów, Bizantyjczyków i Arabów. W każdym razie bez względu na korzenie była to rodzina silnie zhellenizowana, co widać po ściśle greckim wykształceniu Jana.

Z Damaszku do Jerozolimy

Jan urodził się około 650 r. Niektórzy rozciągają czas możliwych narodzin aż po rok 660 (a to z powodu, że znamy jedynie datę śmierci, 750 r., więc datę urodzin określa się na dość grube „około”).

Jan tak naprawdę na imię miał inaczej. W administracji kalifów, w której pracował do ok. 706 r., nosił takie same imię, jak jego dziadek: Mansur ibn Sajrun. Na początku VIII w. kalifowie zaczęli pozbywać się greckich urzędników i zastępować ich Arabami. Nasz święty najprawdopodobniej wtedy został mnichem i otrzymał imię Jan. Zgodnie z przekazem Żywota (zredagowanego w X w.) mnichem miał zostać w Mar Saba pod Jerozolimą (klasztor istnieje zresztą po dziś dzień). Jednak trochę wcześniejsza tradycja, związana z synaksariuszem z Konstantynopola, nie robi żadnej wzmianki o Mar Saba, niemniej trudno rozstrzygnąć ten problem jednoznacznie. Prawdopodobnie miał święcenia. Część rękopisów nazywa go prezbiterem Anastasis w Jerozolimie. Zmarł w wieku dość podeszłym, między 749 a 750 r.

Teologia

Prace Jana kojarzy się głównie z traktatami w obronie czci ikon. I jest to słuszna intuicja, bowiem właśnie na tym polu zasłużył się najbardziej. Niemniej trzeba wspomnieć także o innych jego pismach. Wypowiadał się na wszystkie niemal istotne tematy swoich czasów. Spisał katalog herezji (uwaga: islam był dla niego herezją chrześcijańską, nie odrębną religią!) oraz zredagował traktat o ortodoksyjnej wierze. Jego pisma są też ważnym etapem w kształtowaniu się wiary w zaśnięcie i wniebowzięcie Matki Bożej. Homilie na listy Pawłowe w dużej mierze są wyciągami z tekstów Chryzostoma. Przeglądając jego dzieła od razu widać, że życie poświęcił obronie „wiary prawdziwej” (jak sam ją określał). Stąd jego pisma przeciw monoteletom i monofizytom, przeciw manichejczykim, messalianom i muzułmanom (których, jak już wspomnieliśmy, uważał za heretyków). W tej polemice, co wydaje się ciekawe, napisał traktaty przeciwko ikonoklastom. I to dzięki nim trwale zapisał się w dziejach teologii.

Obrońca ikon

Czy można, czy też nie można przedstawiać Chrystusa, Krzyża, Maryi, Świętych? Czy modląc się przed ikoną nie czcimy farb i drewna? A przecież w Piśmie jest wyraźny zakaz czczenia wizerunków! Ówcześni ultraortodoksi kult ikon zwalczali dość energicznie, mnożąc po drodze zastępy męczenników. O historii sporu nie ma tu miejsca pisać. O wiele istotniejsze, chyba także i dla naszych czasów, wydaje się kwestia oryginalności Jana, który miał odwagę myśleć krytycznie, a przez to twórczo, na temat kultu obrazów. Owszem, powiada Jan, dopóki Syn się nie wcielił, nie można było przedstawiać Niewyrażalnego. Ale dziś, po Wcieleniu, ikony Syna stają się oknem do niebios, a na ikonach świętych podziwiamy to, co łaska czyni z człowiekiem. Dlatego kult obrazów zwraca się bezpośrednio do Boga i Jego świętych.

Dyskurs Jana, bez wątpienia zawierający duży ładunek platoński – ikona i jej realny odpowiednik w rzeczywistości Bożej – także i dziś pokazują nasz świat inaczej niż nań się patrzy zazwyczaj: świat jako wskaźnik, ikonę, zaświatów.

Nauka o ikonach jest największym wkładem Jana w rozwój Tradycji.

Tradycja?

Czym bowiem jest w istocie miłość Tradycji? Fundamentalistycznym czytaniem pojedynczych tekstów, bez zważania na warunki, w których one powstały? Czy nie chodzi raczej o przyjęcie całego bogactwa Kościoła, całych 2 tysięcy lat, dziedzictwa świętych Wschodu i Zachodu, którzy modlili się, czytali Pismo, przystępowali do sakramentów i wyrażali swoją wiarę i miłość do Boga przez swe życie i swe teksty? Oczywiście pierwsze rozwiązanie jest wygodniejsze i mniej ryzykowne – wiadomo, gdzie są zbawieni i potępieni, nie ma już problemów i wahań moralnych, tylko nieubłagane zwycięstwo. Tak właśnie wzrosła teologia ikonoklastów. I tak wzrastała każda heretycka teologia. Miłość Tradycji w drugim wydaniu, w pewnym sensie Jan jest jej dobrym przykładem, to wybór dużo trudniejszy, bo wymagający wysiłku, uznania własnej niemocy i onieśmielenia wobec bogactwa, które zostało nam dane darmo, jak łaska, bez naszej zasługi, aby nas żywić i pocieszać.

Szymon Hiżycki OSB

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.