Szczęście i transformacja

Wczoraj uświadomiłem sobie, że ostatnie osiem lat były najszczęśliwszymi latami mojego życia. Najszczęśliwszymi, to znaczy pełnymi, mającymi sens. Wczoraj była ósma rocznica naszego z Agnieszką ślubu. 

Chodziło mi po głowie wiele pomysłów i skojarzeń, które mógłbym powiązać z tym dniem i z tą rocznicą. Ósemka jest wszak liczbą niezwykłą, osobliwie związaną z czasem świętym. Ale jakoś nie składały mi się w całość.

Zacząłem więc, w kontekście tej mojej konstatacji szczęśliwości ostatnich lat, zastanawiać się nad tym, dlaczego tak rzadko – przynajmniej w moim odczuciu – myśli się o małżeństwie właśnie w kategoriach szczęścia. I to nie tylko chyba wśród ludzi wyznających taką koncepcję wolności, z perspektywy której małżeństwo może mieć jakieś dobre strony tylko wówczas, gdy de facto małżeństwem nie jest, ale również tych, dla których jest ono jedną z zasadniczych wartości. Czy nie jest tak, że małżeństwo staje się w powszechnej świadomości coraz bardziej czymś, czego trzeba się bać? Pewnie przesadzam, ale czasem takie wrażenie odnoszę.

Jakiś czas temu dyskutowałem z przyjaciółmi (powiedzmy, że na różny sposób zdystansowanymi do Kościoła) na temat katolickiej koncepcji małżeństwa. Nie zgadzaliśmy się ze sobą w wielu punktach. W czasie tej rozmowy brakowało mi jakiejś kategorii, która pozwoliłaby mi na ujęcie specyfiki tej naszej koncepcji bez odwoływania się do relacji przepis – zachowanie/niezachowanie przepisu (np. w kwestii nierozerwalności). Sam dla siebie takiego ujęcia nie potrzebuję, ale bardzo by mi się ona wówczas przydała. Jakiś czas potem, wpadłem (na zasadzie "eureka!") na to, że być może kluczem do właściwego przedstawienia sensu katolickiego małżeństwa, a w jakimś wymiarze pewnie małżeństwa w ogóle, jest pojęcie transformacji.

Kłopot z wieloma współczesnymi (czy tylko?) ujęciami małżeństwa jest taki, że są one statyczne. Tymczasem celem małżeństwa, a osobliwie sakramentalnego, jest transformacja, dynamiczna przemiana (co wcale nie musi oznaczać przemian doraźnie widocznych). "Aby stali się jednym ciałem" nie odnosi się do jednorazowego aktu, samego ślubu, nocy poślubnej czy nie wiem jeszcze czego. To jest proces. Obopólna otwartość na tę prawdę jest (może być) kluczem do małżeńskiego szczęścia.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.