Taka mniejsza nowela

Rzeknę tylko o tym, co przeczytałem. Można powiedzieć: było to opowiadanko. Po epickim „Na Krakowskim Przedmieściu” czy po bajkach zwierzęcych z cyklu „Choroba wściekłych krów” lub „Ptasia grypa”, ta lektura zrobiła na mnie największe wrażenie. Ni to fantasy, ni reality show. Taka mniejsza nowela.

Rzeknę tylko o tym, co przeczytałem. Można powiedzieć: było to opowiadanko. Po epickim „Na Krakowskim Przedmieściu” czy po bajkach zwierzęcych z cyklu „Choroba wściekłych krów” lub „Ptasia grypa”, ta lektura zrobiła na mnie największe wrażenie. Ni to fantasy, ni reality show. Taka mniejsza nowela.

Rzecz jest o wielkomocarstwowym radarze i tarczy przeciwrakietowej, która ze względów strategicznych ma być postawiona na polskiej ziemi. Władze polskie ulegają namowom, czy może pokusie, albo też nakazowi, czy raczej konieczności, i zezwalają na te militarne instalacje. A w zamian mają otrzymać pomoc polegającą np. na wzmocnieniu swojej obrony powietrznej oraz generalnie zyskać przychylność największych sił tej Ziemi.

Ta niebywale nudna fabuła, kończąca się (jak dotąd) konsensusem, rozmaitymi podpisami i rzekomym zadowoleniem, jest jednak bardziej problematyczna niż jakieś opowieści partyjne czy wyborcze „Dialogi”.

Przecież już sam pomysł ma charakter dosyć surrealistyczny: stawiać tarczę antyrakietową w pejzażu Polski. Jak but w butonierce. A cóż powiedzieć o celach tego projektu? Tym wykwicie luźnego toku asocjacji skołatanej wyobraźni strategów?

Poza tym gdy spojrzeć wskroś narracji, budzi się wiele zasadniczych pytań: wszak kto by wierzył w bezpieczeństwo w cieniu maszyn wojennych? W kolejny pokojowy wyścig zbrojeń książąt tego świata? I po co Polsce większa obrona powietrzna? Przed kim? Chyba tylko przed Słowacją, ale to nie ma sensu. Więc raczej to na pokaz, do wiwatu. Dla kurażu i prestiżu. Ale wobec kogo? Itd.

Zaraz też budzą się bardziej uniwersalne, głębsze pytania, choćby: jaka jest relacja między głupotą a absurdem? Czy dziedziny te żyją w symbiozie, czy są synonimiczne? W co lepiej popaść?

I zakończenie nowelki: niby mdłe, banalne. Ale czytelnik wie, że to tylko chwilowe zawieszenie i ciąg dalszy, jak wielki wybuch, wisi w powietrzu. Odroczony, by jeszcze pozostawić w niepewności, w niepokoju. By było do czego wrócić. Z całą siłą fikcji literackiej, która kolejny raz okazuje się największą siłą.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.