Teologia dziecięca – odsłona II

Moje córki oglądają bajki. W naszej płytotece znajdują się też animowane wersje opowieści biblijnych. Niestety są to raczej marne produkcje i można by się obawiać, czy nie skrzywią jakoś ich spojrzenia na Pismo, ale o ile pamiętam z własnego dzieciństwa, to edukacja biblijna na tym etapie polega raczej na tym, żeby potem kojarzyć postaci i wydarzenia. Problem z tymi "biblijnymi kreskówkami" jest taki, że są niemiłosiernie infantylne. Widocznie twórcy wychodzili z założenia, że tylko taki przekaz do dzieci trafi. Na ile jednak znam sposób myślenia małych ludzi wydaje mi się, że założenie to jest błędne - dzieciaki świetnie sobie radzą z literą narracji biblijnych. Zresztą mniejsza z tym, miałem przecież zapisać kolejny "kwiatek" dziecięcej teologii.

Dwa dni temu Jagoda i Marianna oglądały po raz pierwszy taką animowaną przeróbkę Księgi Rodzaju. Siedzieliśmy z żoną w kuchni, popijając herbatę, kiedy w pewnym momencie przyszła Marianka mówiąc, że się boi, "bo ten zły człowiek zepchnął swojego brata w przepaść". Już dawno zauważyliśmy, że każdy lęk nasze dzieci racjonalizują opatrując go jakąś narracyjną kontrą. W tym wypadku była ona taka: "Ale gdyby tak wepchnął w przepaść tego Boga, który nie może się narodzić, to nic by Mu się nie stało, bo On jest nieśmiertelny."

Spieszę z wyjaśnieniem (to nie jest moja interpretacja, ja tylko referuję poglądy). "Bogiem, który nie może się narodzić" Marianka nazywa Boga Ojca, w odróżnieniu od Chrystusa, który jest "Bogiem, który się narodził". Oczywiście chodzi jej tylko o ziemskie narodziny (stąd wniosek o nieśmiertelności Tego, który się "nie może narodzić"), nie rozróżnia jeszcze wiecznego rodzenia się Syna i narodzin z Maryi ("według ciała"). Tym niemniej trudno nie zauważyć analogii z IV wiecznymi rozróżnieniami z okresu powstawania terminologii trynitarnej, kiedy Ojcowie Kapadoccy wprowadzali dystynkcje pomiędzy "ousia" a "hypostasis", gdzie ten drugi termin oddawał cechy swoiste każdej z Osób Trójcy (choć ówcześnie niechętnie używano określenia "prosopon" – osoba, z racji jego zbyt "zewnętrznych", "maskowych" konotacji). Cechą odróżniającą Ojca od Syna była m.in. kwestia "zrodzenia": Ojciec jest niezrodzony, a Syn zrodzony (z Ojca).

Co ciekawe, w tych dziecięcych spekulacjach nie pojawia się tymczasem Duch Święty. Ale podobnie było w historii rozwoju dogmatu trynitarnego. Długo trwało zanim Ojcowie doszli jednoznacznie do tego, jakie miejsce w Bogu ma Duch Święty. Jak lubi podkreślać mój mistrz, o. Henryk Pietras SI, jeszcze Bazyli z Cezarei, autor pierwszego traktatu o Duchu Świętym ani razu nie nazywa Go tam Bogiem. Czyżby, używając terminologii psychologii ewolucyjnej, w przypadku dziecięcej teologii rozwój ontogenetyczny był odbiciem filogenetycznego?

Jakby nie było, znowu zwycięża myślenie konkretne 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.