Teologia dziecięca – odsłona XXIV

Chociaż w zasadzie tym razem raczej brak teologii. Nieco się waham czy dodawać ten wpis, ponieważ może on uderzyć w renomę teologicznego uświadomienia mojej najstarszej córki. Ale co tam, myślę, że sprawa jest ważna, więc renoma niech się schowa.

Marianka od jakiegoś czasu w czasie Mszy często deklaruje swoje niezrozumienie (ciągnie mnie za łokieć i pyta otwierając szeroko oczy: "ale o co mu chodzi, ja nic z tego nie rozumiem"). Co ciekawe, przynajmiej dotychczas nigdy nie zapytała o to w czasie Liturgii Eucharystycznej, zawsze tylko w trakcie Liturgii Słowa i ogłoszeń. Ale nie ma co z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo rzecz może wynikać z koszmarnej dykcji i nieuznawania znaków przestankowych przez niektórych lektorów z jednej, a specyficznego kodu w jakim podawane są planowane intencje mszalne ("… Jana syna, Melanii żony z dziećmi…") z drugiej. Nieważne, w każdym razie właśnie o niezrozumienie tu idzie.

Na dzisiejszych ogłoszeniach w pewnym momencie padło: "dzień ten a ten, święto takie a takie, odpust w N.". Marianka ciągnie mnie za łokieć i pyta: "Tatusiu, a jaki odpust?" No więc ja zbieram się w sobie i zaczynam: "Wiesz co to jest czyściec?" Szczerze mówiąc do tej pory w te rejony katolickiej eschatologii jeszcze się nigdy nie zapuściliśmy, więc byłem naprawdę zdumiony, kiedy mi odpowiedziała coś (dokładnego sfromułowania nie pamiętam), co definicją czyśca nie było, ale wskazywało, że pojęcie nie jest jej obce. Jak już to mieliśmy z grubsza wyjaśnione – a ogłoszenia trwają: "… Józefa męża, Jadwigi matki, sąsiadów bliższych i dalszych… itd." – to zacząłem wykładać, jako to są takie czasy i miejsca, kiedy pod pewnymi warunkami, spełniając to i to, możemy pomóc duszom… Tu mi przerwała: "Ale nie o to mi chodziło, bo ja i tak nic z tego nie rozumiem, ja się pytam co będzie na tym odpuście". (…)

No i tak. Z jednej strony pewnie zawsze tak było, że dzieci postrzegały odpust przez pryzmat "odpustowych" świecidełek i łakoci. Z drugiej mam wrażenie, że prawdziwy wymiar tego rodzaju parafialnych uroczystości został w rzeczywistości wyparty przez oczobijne stragany z chińszczyzną, słodyczami (widziałem np. piernikowe serduszka z lukrowym napisem: "Za dobry seks"), petardami i kto tam wie czym jeszcze. W ich plastykowej komercji trudno jest się dopatrzyć słonecznej ludyczności, która mogłaby towarzyszyć temu świętu żywych i umarłych. Mogłaby, gdyby było to właśnie takie święto. A gdzieś w tyle głowy kołata mi się mea maxima culpa. Moja sprotestantyzowana pobożność długo jeszcze będzie się leczyć z obojętności na los dusz czyścowych. Nie chciałbym zostawić jej w spadku mojej córce, kiedy wyjdzie już z okresu zainteresowania tym, "co będzie na odpuście".    


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.