Triduum dla mniej wtajemniczonych (3)

Dziewiętnasty rozdział Ewangelii Jana kończy się o wieczorze "dnia przygotowania" (piątek), dwudziesty rozpoczyna się w "pierwszy dzień po szabacie" (niedziela). 

Poniżej zamieszczam tekst publikowany na dominikanie.pl.

Dziewiętnasty rozdział Ewangelii Jana kończy się o wieczorze "dnia przygotowania" (piątek), dwudziesty rozpoczyna się w "pierwszy dzień po szabacie" (niedziela). 

Autor pominął sobotę, a przecież i tego dnia coś się dziać musiało: Jan zabrał Najświętszą Dziewicę do swojego domu. Apostołowie odnaleźli się nawzajem i spędzili ten dzień wszyscy lub prawie wszyscy razem. Dlaczego Jan nie wspomina nic o tym? Dlaczego nie wspomina nic o ich rozmowach smutku, rozterce, a może nawet i rozpaczy? Nic z tego, co przeżywali Apostołowie nie było ważne. To ważna wskazówka dla nas, ludzi skupionych na sobie, dławionych emocjami, rządzonych swoimi wewnętrznymi stanami, które nieraz stają się ważniejsze niż świat wokoło. Ten dzień, nie jest przeznaczony do myślenia o sobie. 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Jan, podobnie jak pozostali Ewangeliści, nie wspomina nic o szabacie. Szabat przestał być świętem. Pan Szabatu, Chrystus, odsłania brak zasadności (zakłamanie?) świętowania szabatu. Na początku dzień siódmy – sobota – był dniem, kiedy Bóg odpoczął w swoim stworzeniu, rozradował się nim, ucieszył się i delektował swoim dziełem. "A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając" (Rdz 2,2-3). Po grzechu Adama stworzenie nie jest jednak tym, w czym Bóg może odpoczywać. Odwrócone od Boga i sprzeniewierzone, odrzuciło Go, a tym samym siebie przekreśliło jako miejsce Jego odpoczynku. Grzech sprawił, że jedność, harmonia i przyjaźń Boga i Jego stworzenia została zniszczona. Miejscem odpoczynku jest wyłącznie niebo – Mieszkanie Ojca. Syn Człowieczy zstępuje w samą otchłań przepaści pomiędzy Bogiem i Jego stworzeniem. Pogrążony w śmierci, objawia tragiczną kondycję ludzi, a co za tym idzie, brak podstaw do świętowania szabatu – wspomnienia odpoczynku Boga w swoim stworzeniu. Syn Boży odpoczął w śmierci, jedynie w niej znalazł wytchnie od swej męki. Pan Szabatu przeformułował tym samym pierwotny sens żydowskiego święta i przez prawdę swojej śmierci nadał mu sens nowy: wyczekiwanie zbawienia. Na początku Bóg odpoczywał w stworzeniu, dziś odpoczywa w śmierci. Z jednej strony razi nas prawda o święcie szabatu pozbawionym podstawy do świętowania. Z drugiej, zdumiewa Boża miłość, która naprawdę zstąpiła do człowieka w jego śmierć, by przywrócić mu powód świętowania.

Spróbujmy przeżyć Wielką Sobotę na miarę tego dnia. Jest on przepełniony smutkiem i ciszą. Jedyny dzień roku, w którym nie odprawia się mszy świętej. Zwycięstwo śmierci nie jest udawane. Kościół czeka pogrążony w żałobie. Zanosi modlitwy co prawda pełne nadziei na zmartwychwstanie ale i żalu za swoje grzechy. Ciemne jutrznie i pozostałe modlitwy liturgii godzin łączą w sobie te dwa wątki. Myśmy zgrzeszyli, Tyś umarł. Spoczywasz w grobie po swoich trudach, my opłakujemy Twą śmierć. Stając jednak przy grobie widzimy, że skrywa tajemnicę: znajduje się w nim Najświętszy Sakrament. Chrystus Pan choć umarł w ciele, żyje w Duchu. Osoba Syna Bożego zjednoczona jest i z Ciałem Chrystusa w grobie, i z duszą Chrystusa w otchłani. Śmierć nie jest zwycięzcą. Tryumfuje przedwcześnie.

Żeby nie udawać smutku lub nie przybierać na pokaz posępnej miny, trzeba tę ciszę wypełnić treścią, która ukształtuje nasze emocje. Inaczej, Wielka Sobota będzie jedynie przedłużającym się zwlekaniem, które niepotrzebnie oddziela nas od Wigilii Paschalnej. Jaka to treść? Zbawiciel trudził się dla mnie nie tylko po to, by usprawiedliwić mnie z grzechu ale również po to, by dać mi udział w królestwie Ojca: "Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec, abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz żebyście zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela" (Łk 22,28-30). Jest to cytat zdania wypowiedzianego podczas Ostatniej Wieczerzy, zaraz po tym, gdy Chrystus wziął chleb i połamał go, by rozdać uczniom. Chwilę po tym, jak Pan wziął kielich i kazał pić uczniom Krew Nowego i Wiecznego Testamentu (przymierza). Gdy rozdał kielich i chlep, powiedział "przekazałem Wam królestwo". W Eucharystii dostajemy królestwo Ojca. Nie tylko symbol, nie znak czy namiastkę ale fakt jedności z Bogiem. Smutek Wielkiej Soboty budzi jednak to, że każde przymierze (testament) musi być okupione śmiercią testatora. "Gdzie bowiem jest testament, tam musi ponieść śmierć ten, który sporządza testament. Testament bowiem po śmierci nabiera mocy, nie ma zaś znaczenia, gdy żyje ten, który sporządził testament" (Hbr 9,16n). Pan umarł – byliśmy tego świadkami wczoraj – po to, bym mógł mieć udział w Nowym i Wiecznym Testamencie, na mocy którego Król przekazał mi królestwo. Chrystus zapisał nam swoje królestwo w spadku, byśmy mogli skorzystać z testamentu, sam oddał się na śmierć. Dziś, w Wielką Sobotę, opłakujemy Jego śmierć, dzięki której możemy realizować Testament Jezusa Pana – Eucharystię. Docenienie jedności z Bogiem, sakramentu komunii, łaski wiary jest miarą i smutku Wielkiej Soboty i radości Niedzieli Zmartwychwstania. Jeśli są to dla mnie sprawy nieangażujące, w zasadzie obojętne, to i dziś i jutro będę obojętny. Jeśli wspólnota z Bogiem Ojcem jest tym, co nadaje celi mojemu życiu, wówczas mam szansę zrozumieć, co znaczy wzruszyć się nad Testamentem Jezusa.

Jest też inny wymiar smutku dzisiejszego dnia – pocieszenie wdowy po naszym Panu. Najświętsza Dziewica po śmierci Józefa zdana jest na opiekę oferowaną przez Syna. Od cudownego poczęcia Jezusa Pana, Maryję łączy z Nim szczególna relacja. Nie wyobrażajmy sobie więzi Pana do Jego Matki na wzór naszych niespełnionych miłości. Ich wzajemna porozumienie nie ma sobie równych: dzielą rzeczy dla ludzi niedostępne. Naturę odkupioną i bez zmazy grzechu, poznanie spraw Bożych, a więc i miłość tak głębokie, jakiego my pojąć nie umiemy ze względu na skażenie grzechem. Czystość i pokora, radość i bliskość, intymność wykraczająca poza standardy zwykłych ludzkich relacji rodzicielskich. Oczywiście, Ich więź rozgrywa się w ludzkim świecie, wypełniają ją ludzkie sprawy, okoliczności i sytuacje. Niemniej, dojrzałość i pełnia Ich miłości pozostaje niedościgłym wzorem dla tych, których trapi uwikłanie w wszelkiego rodzaju egoizmy. W Wielki Piątek Najświętsza Maryja Panna towarzyszy Synowi, widzi i współodczuwa Jego Mękę. Nie próbujmy nawet wyobrazić sobie tego, co przeżywa, by nie kalać Jej intymności naszymi domysłami. Możemy jednak uklęknąć przy Niej i poprosić, by nauczyła nas opłakiwać śmierć Syna tak, jak na to zasłużył. 

Nie sposób opłakiwać jeśli się nie kocha. Dlatego tym, czego Bogarodzica może nas uczyć jest miłość do Pana. Miłość, którą widać w tęsknocie i żałobie, w jednoczesnym pragnieniu zajęcia Jego miejsca i całkowitej zgodzie na Jego decyzję i wybór. Maryja Panna nie jest zaborczą matką, nie szuka swego. Nie jest egocentrycznie zrozpaczoną osamotnioną kobietą, chociaż pogrążona w bólu wielkim i niewspółmiernym do naszego. Nie pomstuje w stronę nieba, choć zabrano Jej Jedynaka. Jak inna od nas: nieczułych na Mękę Pana, zaprzedanych małostkowości i niskim pobudkom, obojętnym wobec Bożych darów i testamentu, za który Pan zapłacił własną krwią. Ślepych na sprawy duchowe i niewrażliwych na miłość. Możemy Ją prosić, by nas nauczyła kochać Pana. Zdumiewająca i przemożna jest Jej szkoła. Wystarczy, że się pojawi, że pokaże jaka jest, a w sercu tych, którzy Ją poznali, budzi się chęć bycia według Jej wzoru.

Na koniec, pozwólmy odpocząć Panu po Jego trudzie. Nie męczmy Go naszymi małymi sprawami, małymi smutkami, porażkami czy problemami. W ten jeden dzień w roku oderwijmy oczy od siebie, by patrzeć na złożonego w grobie. Będzie czas, by Go prosić, użalać się nad sobą i zapraszać Go w różne sprawy naszej codzienności. Dziś pozwólmy Mu odpocząć po Jego trudach. Zapłaczmy nad śmiercią Syna Bożego, a nie własną.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.