Triduum subiektywne

Przed kilku laty dostaliśmy od znajomych propozycję wspólnego wyjazdu na święta wielkanocne. Wyjazd za dość daleką granicę, w bardzo atrakcyjne miejsce miał oczywiście zaczynać się nie w samą niedzielę, ale z początkiem weekendu, a ponieważ jechać trzeba było dość daleko, więc pewnie musielibyśmy wyjechać z domu w czwartek. 

A więc – zostaliśmy zaproszeni na turystyczno-świąteczny wyjazd, który miał się zacząć w Wielki Piątek, a wyjechać mieliśmy w Wielki Czwartek. Podziękowaliśmy za zaproszenie, napisaliśmy że ten czas jest dla nas ważny i wolimy wtedy nie wyjeżdżać. Nasza odmowa została przyjęta, acz z pewnym zdziwieniem: „Przecież kościoły są wszędzie i na nabożeństwa można iść wszędzie”. Na to już nic nie odpowiedzieliśmy, bo chyba niemożliwe byłoby przekazanie, zwłaszcza w mailu, dlaczego taki wyjazd kłóciłby się z naszym przeżywaniem Triduum Paschalnego – chociaż faktycznie kościoły są wszędzie.

Liturgie Triduum Paschalnego to najważniejsze liturgie w roku. Jednak Triduum to nie tylko liturgia. Triduum to święty czas. Czas, który trwa i obejmuje każdą chwilę tych dni. Czas, którego właściwie prawie wcale nie organizujemy, a który dzieje się sam – przeżywamy go inaczej, bo jest dla nas święty.

Oczywiście – główne porządki staramy się zrobić wcześniej. Nie oznacza to jednak, że nie wykonujemy wtedy żadnych prac domowych. Jest i sprzątanie, choć nie na wielką skalę, są oczywiście wypieki. Gdy jednak zastanawiam się, co sprawia, że jest to czas inny, przychodzi mi na myśl słowo cisza. Rozmawiamy ze sobą oczywiście,  nawet może zdarzyć się, że ktoś rzuci jakimś dowcipem. Ale jest to jednak czas wyciszony, choć to wyciszenie niełatwo zdefiniować. Może trochę mniej komputera, mniej muzyki (lub poważniejsza muzyka), brak rozrywkowych filmów. Nie umawiamy się, nie planujemy tego, to dzieje się samo.

To wyciszenie osiąga oczywiście szczyt w Wielki Piątek, Wielka Sobota jest już oczekiwaniem na Wigilię Paschalną, z każdą godziną coraz wyraźniejszym. Trochę tak przełamuje się w nas wtedy Triduum. Radość paschalna z początku bardzo nieśmiało zaczyna już do nas pukać, by stopniowo przygotowywać nas na wieczorną liturgię. A po Wigilii Paschalnej jest już czas radosny, pogłębiany jeszcze przez przychodzące wtedy esemesy z życzeniami od naszych znajomych. Od razu widać, kiedy kto wraca z liturgii – przeważnie jest to jeszcze przed północą, ale nie tak dużo przed.

Lubię ten moment, gdy w Wielki Czwartek przychodzimy na Mszę Wieczerzy Pańskiej. Przychodzimy oczywiście wcześniej, ale ławki są już pełne. Zazwyczaj bierzemy krzesła w kaplicy i ustawiamy je w kościele obok ławek. Tak robi wiele osób, w kaplicy nie pozostaje praktycznie żadne krzesło. W zwykłą niedzielę nikomu by nie przyszło do głowy przestawiać krzeseł, ale ten czas jest wyjątkowy (także przez to, że liturgie trwają dłużej i ważne jest, by siedzieć). Przeciętny parafianin by też raczej nie przestawiał mebli w kościele, ale ci którzy przychodzą na Triduum, czują się w kościele u siebie i wiedzą, że jest to ich dom. To przenoszenie krzeseł z kaplicy odbywa się każdego dnia Triduum (warto też dodać, że w naszej parafii na całe Triduum przynosi się również dodatkowe krzesła z salek – o to dbają ministranci).

W Wielki Czwartek ogromnie poruszają mnie słowa z I Modlitwy Eucharystycznej: „to jest dzisiaj”. Mam poczucie zawieszenia czasu, sięgania naprawdę do tego dnia „gdy Pan Jezus został wydany”.

W Wielki Piątek bardzo lubię, gdy podczas procesji do grobu śpiewamy pieśń „Odszedł Pasterz od nas”. Wykonywana raz w roku, jest śpiewana naprawdę przez cały kościół. Jest znakomitym domknięciem obrzędów, pogłębia wyciszenie. Na Wigilii Paschalnej z kolei ze szczególną radością włączam się w śpiew prowadzony przez zespół młodzieżowy, który zawsze podczas Komunii śpiewa „Oto są baranki młode” oraz „Zmartwychwstał Pan i żyje dziś”.

Ale żeby nie było – najważniejszym momentem w moim przeżywaniu Triduum Paschalnego jest szczytowa chwila tych dni czyli odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych podczas Wigilii Paschalnej. Pamiętam moje pierwsze świadome Triduum, gdy już wiedziałem, że cały Wielki Post jest dla tego jednego momentu, że całe wzywanie do nawrócenia jest po to, by rzeczywiście wyrzec się zła i wyznać wiarę. Byliśmy wtedy na Wigilii Paschalnej w katedrze. I pamiętam ten moment, gdy ówczesny arcybiskup stanął na progu prezbiterium, ujął pastorał i odezwał się mocnym głosem: „A więc pytam każdego z was…” Te pytania brzmiały wtedy jak wezwanie. Od tego czasu za każdym razem oczekuję, by słowo te brzmiały równie mocno w moim sercu, by przede wszystkim mocno brzmiały moje odpowiedzi.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Krzysztof Jankowiak

Krzysztof Jankowiak na Liturgia.pl

Mąż i ojciec, od wielu lat w Ruchu Światło-Życie (obecnie w jego gałęzi rodzinnej). Redaktor pisma „Wieczernik”.