Troska o sumienie

Poniedziałek V tygodnia wielkiego postu, lit. słowa: Dn 13,41–62; J 8,1–11

I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz (J 8,11).

Pan Jezus nie przyszedł moralizować, pouczać, napominać, wykazywać błędy i grzechy... On przyszedł nas wyzwolić, zbawić.

W Ewangelii według św. Jana powiedział to wyraźnie:

Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić. Kto Mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które wygłosiłem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym (J 12,47n).

Zbawienie nie polega na usprawiedliwieniu wszystkiego, każdego ludzkiego działania, niezależnie od jego wartości, od jego dobra lub zła. Zbawienie nie oznacza tolerancji dla wszystkiego, co człowiek chce robić. Prawdziwe zbawienie polega na wyzwoleniu do życia w prawdzie. To doskonale ilustrują oba dzisiejsze czytania. w Ewangelii Pan Jezus zostaje postawiony przed półprawdą. Może najlepiej wyraził tę sytuację Jan Paweł II w swoim komentarzu do tej sceny:

Kobieta jest pozostawiona samotnie pod pręgierzem opinii ze „swoim grzechem”, podczas gdy za tym „jej” grzechem kryje się mężczyzna jako grzesznik, winny „grzechu cudzego”, co więcej, jako zań odpowiedzialny. Jednakże jego grzech uchodzi uwagi, zostaje zmilczany: zdaje się nie ponosić odpowiedzialności za „grzech cudzy”! Czasem staje się on wręcz oskarżycielem, jak w wypadku opisanym, niepomny swego własnego grzechu. Ileż razy w sposób podobny kobieta płaci za swój grzech (może nawet i ona winna jest niekiedy grzechu mężczyzny jako „grzechu cudzego”) – płaci jednak ona sama i płaci samotnie! (MD 14)

Cóż wobec takiej niesprawiedliwości? Pan Jezus milczy, ale Jego milczenie jest pełne wymowy, cisza zdaje się krzyczeć. Wystarczy jedynie wypowiedzieć prawdę tej ciszy: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień (J 8,7). Pan Jezus przez swoje milczenie przypomina przybyłym tajemnicę sumienia istniejącą w naszym sercu.

Pan Jezus swoją postawą ukazuje, jak działa sumienie. Faryzeusze i uczeni w Piśmie przychodzą do Niego, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć (J 8,6). w tym celu odwołują się do Prawa, jakie im zostawił Mojżesz, niepodważalny autorytet dla wszystkich Żydów. Prawo jednak, jak wiemy, ma to do siebie, że można je rozmaicie interpretować, można je także naginać, często bywa ono przedmiotem sporu. Wiemy, jak w sądzie adwokaci umieją żonglować rozmaitymi paragrafami, aby przeforsować interesy swojego klienta. Na płaszczyźnie prawa można toczyć spór. z sumieniem jest zupełnie inaczej. Ono nie wchodzi w żadne polemiki ani kłótnie. Ono jest głosem samej prawdy, która jest naga, jest taka, jaka jest i nie udaje się jej ubrać w żadne szaty dla nas wygodne. z sumieniem nie można wchodzić w jakiekolwiek kompromisy. Na wszelkie argumenty, racje milczy, niejako przepalając człowieka od wewnątrz wyrzutem, nie dając schronienia za żadnym fałszem czy pozorem.

Scena z Ewangelii ukazuje, jak Pan Jezus przemawia do nas na płaszczyźnie sumienia, jak nie chce wikłać się w spory polityczne, rozmaite układy między ludźmi, a nawet spory natury moralno-prawnej, w polemiki, oskarżenia… Nieustannie oczekuje, abyśmy otworzyli swoje serce na wewnętrzny głos. Scena ukazuje, jak sumienie działa nawet w sercu człowieka, który ma złe zamiary.

Nie wystarczy jednak, że każdy ze swojej natury ma sumienie. Zasadniczy problem polega na tym, czy chcemy przyjąć głos naszego sumienia i czy chcemy za nim pójść. Ci, którzy przyprowadzili kobietę pochwyconą na cudzołóstwie, usłyszeli głos sumienia, mało tego, sumienie ich zmusiło do rezygnacji z powziętego zamiaru, ale, jak pisze Ewangelia: wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych (J 8,9). Ale oni nie przyjęli go prawdziwie, raczej głos sumienia ich pokonał, a oni uciekli, czując się pokonanymi. Nie zrozumieli, że uznanie prawdy nie jest żadną klęską człowieka, ale właśnie zwycięstwem. Nieco dalej w tym samym rozdziale Pan Jezus powie: Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,31n). Kiedy człowiek przyjmuje głos sumienia i idzie za nim, staje się człowiekiem sumienia, staje się prawdziwie uczniem w szkole sumienia, a przez to dzieckiem Boga.

Uczestnicy dzisiejszej sceny ewangelijnej pewnie należeli później do tłumu, który wołał: „Ukrzyżuj!”. To wołanie było histerycznym krzykiem ludzi, którzy chcieli zagłuszyć swoje sumienie. Najczęściej robi się to przez odnajdywanie winnych naszego nieszczęścia i zrzucenie na nich całej winy. Bardzo nie lubimy poczucia winy. Dlatego tak trudno się nam przyznać, że sami jesteśmy winni naszej biedy, czy to moralnej, czy życiowej. Zrzucanie winy na innych jest klasycznym sposobem ucieczki od sumienia. Jest to tym mocniejsze i bardziej przewrotne, im bardziej człowiek jest wewnętrznie nieuczciwy.

Tak właśnie było w przypadku fałszywie oskarżonej przez dwóch starców Zuzanny z dzisiejszego pierwszego czytania. Ta sytuacja pokazuje jednocześnie, jak bardzo pożądanie jest bliskie nienawiści. Zarówno jedno, jak drugie jest namiętnością i swoją siłę czerpie z egocentryzmu, który jest przeciwieństwem sumienia i prawdziwego serca.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także