Trybuna Powątpiewających

Kupiliśmy Tygodnik Powszechny. Nieczęsto nam to się zdarza. Rzadko. Albo powiem wprost – któregoś dnia przestaliśmy kupować i dotąd nawet nam przez myśl nie przeszło, żeby zacząć od nowa. Ale stało się. Zrobiliśmy to dla Pani Wandy Półtawskiej. Wywiad z Nią był i krótki tekst, w którym Michał Olszewski przenikliwie odsłania Jej tajemnicę.

Rozmowa prowadzona przez ks. Bonieckiego ucieszyła nas. W całym medialnym zamieszaniu ktoś oddał Półtawskiej głos, z czego zrobiła – jak się wydaje – dobry użytek. Roztropnie i niezłomnie zarazem.
Tekst też nas ucieszył. Ale w innym sensie. On nas ubawił. Dowiedzieliśmy się z niego, że Wanda Półtawska jest współczesnym, naszym rodzimym, polskim jurodiwym: „ciągłe życie na emocjonalnej krawędzi, w świecie zdominowanym przez czerń i biel. Czy jest kolejną postacią w szeregu szaleńców Bożych?” – pyta Olszewski. A dalej mamy charakterystykę mniej więcej taką: „szaleńczo aktywna”, głos „surowy, niski”, „nawet w domu sprawia wrażenie niesłychanie skoncentrowanej i napiętej”, „reaguje z irytacją”, „[w Ravensbrück] rzuca umęczone i pełne wyższości: co wy wiecie?”, uśmiech ma „wąski, pełen samokontroli”, „bezwzględna”.
Językowy obraz kobiety, jaki kreśli Pan Olszewski, najwięcej mówi o tym, jak on sam postrzega Panią Półtawską. Dobór słów sugeruje, że autor nie czuje się przy Niej -nazwijmy to – komfortowo.
I jeszcze przytoczone wypowiedzi Tygodnikowych autorytetów.
Andrzej Wielowieyski również postrzega Półtawską jako kogoś bardzo surowego: „Łatwo wpadała w irytację, a wtedy przestawało być przyjemnie”. No cóż. Jeśli Pan Wielowieyski próbował przeforsować – jak wynika z jego wypowiedzi – zdanie, że działanie większości środków antykoncepcyjnych nie polega na zabijaniu już poczętego dziecka i nie jest czynem równie brutalnym jak wszelkie inne morderstwa, to powinien dziękować, że spotkał się tylko z irytacją. A tu, proszę, jeszcze by chciał, żeby było przyjemnie.
Józefa Hennelowa zaś stwierdza rzecz oczywistą: Półtawska nie pasuje do środowiska Tygodnika, "skierowanego ku ludziom, którzy mają wątpliwości". Nie pochyla się nad ludźmi wątpiącymi, jest czarno-biała. Ale! uwaga! „Wielkość Wojtyły polegała również i na tym, że otaczał się ludźmi z różnych środowisk”. Nie rozumiem tego, ni z gruszki ni z pietruszki, dopowiedzianego zdania. Co przez tę pointę rozumie Pani Hennelowa? A gdyby otaczał się tylko czarno-białymi ludźmi, byłby dziwny i malutki? Czy chodzi o to, że z rzekomymi szaleńcami głoszącymi niepodważalne prawdy przyjaźnić się wstyd, a z wątpiącymi – prawdziwa wielkość? Mnie się jednak wydaje, że człowiek wiary przyjaźnić się może właśnie z szaleńcami takimi jak Pani Półtawska, a z wątpiącymi to jest nie przyjaźń tylko praca duszpasterska. Z nadzieją na ich nawrócenie.

 

Mili Państwo. Nie ma co wytykać Wandzie Półtawskiej, że taka czarno-biała i wymagająca. To nie Ona taka jest, ale Prawda, którą postanowiła odważnie głosić. Nauka Chrystusa taka jest, a tym samym i Kościoła. Nie można trochę tylko być człowiekiem, a trochę embrionem, nie można trochę żyć, trochę zabić, trochę być wiernym a trochę cudzołożyć, trochę ukraść, trochę kłamać, trochę grzeszyć, trochę wierzyć, a trochę nie…
Od zbytniego pochylania się nad wątpiącymi – i to po to tylko, żeby się nachylić – może garb urosnąć, a wtedy człowiek zapomina, jak naprawdę wygląda horyzont jasny i pewny.  Taki na przykład blog Pana Sporniaka: trudno orzec, czy jego autor skierowany jest ku wątpiącym, czy sam już zwątpił do cna…

Rozumiem, że to musi być przykre, tak odkryć, że Karol Wojtyła, choć nie stronił od „ludzi z różnych środowisk”, sam był jednak przekonany, że Prawda jest czarno-biała. Karol Wojtyła – Nasz Papież – o zgrozo! – był radykalny. Czego życzę i Państwu. Może wtedy nakład przestanie spadać.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także