Tylko rzeczy stare są nowe

ChristianitasKoniec października i początek listopada [2009 r. - przyp. red.] dla polskiego środowiska liturgicznego jest wyjątkowy, gdyż obfituje w nowe pozycje książkowe. Zdecydowanie najgłośniej mówi się o publikacji, która ukazała się jako numery 41 i 42 pisma religijno-kulturowego „Christianitas”. Mowa tu o książce Pawła Milcarka Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej. Jest to z wielu względów pozycja wyjątkowa.

Nie znajdziemy tam podręcznikowej historii liturgii rzymskiej. Sam Autor we wstępie zaznacza, że nie jest liturgistą i nawet nie próbuje go udawać. Dlatego nie szukajmy tutaj pozycji stricte naukowej. Takie założenie jest konieczne dla formy, którą przybiera ta książka. Jest ona olbrzymim (439 stron) zbiorem cytatów z analiz i świadectw innych, które scala swoim komentarzem pan Milcarek.

Czy faktycznie książka jest – jak mówi tytuł – historią liturgii? Tutaj można mieć wątpliwości. Raczej trzeba powiedzieć, że jest historią reformy liturgii po Soborze Watykańskim II i historią „nowego życia starej Mszy” – na te dwa tematy autor poświęca prawie 300 stron książki. Jednakże daleki jestem do obrażania się na Autora, za taki a nie inny podział przez niego zastosowany w książce. Dlaczego? Ponieważ takiej książki bardzo potrzebowaliśmy. Nie jest to „suchy” podręcznik, ale żywe świadectwo umiłowania liturgii, a cytaty, które są duszą tej pozycji, ukazują, że sprawa liturgii i jej kształtu nie dotyczy tylko liturgistów, ale całego Kościoła. Pokazuje ona reformę liturgii niejako od „kuchni”. Jednakże jeszcze ważniejsze jest pokazanie „nowego ruchu liturgicznego” w jego prawdziwym kształcie. Nie jako bojówkarzy, którzy zrobią wszystko, aby zniszczyć „niewypał”, jakim jest „Novus Ordo”, ale jako wspólnotę prawdziwie zatroskaną o formę i treść liturgii Kościoła. Myśli, które Autor zebrał w swojej publikacji, są właśnie wyrazem takiego merytorycznego i kulturalnego dialogu i refleksji, które ukazują prawdziwą troskę o kult Boży.

Zdecydowanie trzeba przyznać, że w wielu miejscach praca jest jednostronna (chyba za mocno powiedziane, ale o tym dalej), wychwalająca tzw. liturgię rzymską, pokazująca liturgię posoborową jako ogołoconą z tego, co najważniejsze i najbardziej charakterystyczne dla rytu rzymskiego. Zakończenie książki pokazuje stanowisko Pana Milcarka w tej kwestii: „Historia Mszy rytu rzymskiego biegnie przez wieki od Mszy do Mszy: gdy nie zmienia się istota, doskonali się jednak lub marnieje to, co istotę przejawia”. Już po przeczytaniu wstępu można wyczuć, co według Autora było doskonaleniem rytu, a co jego marnieniem. I znów można mieć do niego pretensje. Można, ale po co? Owszem, mogę się z Nim nie zgadzać, w wielu miejscach tej publikacji tak właśnie jest. Ale czy Pan Milcarek pisał tę książkę, abym się z nią zgadzał? Dla mnie lektura „Historii Mszy” była wyjątkową okazją do pogłębionej refleksji nad liturgią rytu rzymskiego. Wiele pytań pewnie nie prędko bym sobie postawił. A nawet wtedy, kiedy absolutnie się nie zgadzałem z Autorem, kiedy wszystko we mnie krzyczało, że tak nie jest, że nie ma racji, okazywało się, że zostałem wzbogacony, że po raz kolejny odkryłem coś niezwykłego w rycie rzymskim, że liturgia zachwyciła i zaskoczyła mnie na nowo, ukazując coś, czego jeszcze nie znałem. W wielu jednak miejscach trafnie dobranymi cytatami otworzył mi oczy. Musiałem wtedy przyznać: On ma rację, myliłem się. Ponadto byłoby niesprawiedliwością zarzucić Autorowi jakąś bardzo skrajną jednostronność. Cytaty, które zamieszcza w książce reprezentują obie strony dialogu dotyczącego reformy liturgii po Soborze Watykańskim II.

Mimo wszystko nie da się ukryć pewnej tendencji, wyraźnego kierunku, w którym Autor prowadzi czytelnika dobranymi przez siebie cytatami. Ostatni rozdział książki nosi tytuł: „Nowe życie starej Mszy”. To tutaj, w tym, co stare Autor widzi odpowiedź na kryzys naszej liturgii. I po raz kolejny można się z Autorem nie zgodzić, jednakże szczerze mówiąc – mimo, że sam myślę w wielu sprawach o liturgii inaczej – gdzieś głęboko w sercu odczuwam zrozumienie dla Pana Milcarka i wdzięczność za to, że książka jest taka a nie inna. Od człowieka, który dużą część swojego życia spędził na odkrywaniu bogactwa nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego, czy też klasycznego rytu rzymskiego (w zależności jakiego terminu użyjemy), ciężko byłoby się spodziewać jakiejś nagłej, radykalnej przemiany myślenia. Raczej trzeba go cenić, za to, że z taką kulturą, merytorycznym przekonaniem i niezwykłą gorliwością potrafi mówić o tym, co dla niego jest naprawdę ważne. Po lekturze tej książki widać, że liturgia trydencka dla Pana Milcarka nie jest jedynie (i aż) pasją, czymś, co pochłania jego czas w wolnych chwilach od pracy w Radio, czy na uczelni. Z każdej strony tej książki płynie świadectwo niezwykłego umiłowania liturgii rzymskiej i niezwykła troska o tę liturgię.

Autor książki pokazał, że liturgię Kościoła trzeba kochać dojrzałą miłością, która dostrzega piękno w samej jej naturalności, tak jak piękna jest kobieta, wtedy kiedy jest sobą. Jednakże delikatny makijaż dodaje jej tylko piękna i to jest godne zauważenia, i docenienia. Czasami jednak zdarza się, że makijaż jest zupełnie nieudany, odbiera on piękno, ale to nie zmienia faktu, że mężczyzna wciąż widzi prawdziwy urok kobiety, ukryty jedynie pod nieudaną „formą upiększenia”. Osobę kocha się taką, jaką ona jest, dostrzegając jej naturalne piękno. Cała forma, która ma pomóc jej upiększeniu, jest czymś wtórnym (co też nie oznacza, że nieważnym) ‒ jednakże nie to decyduje o miłości. Tak do liturgii rzymskiej podchodzi Paweł Milcarek, który pomimo że głośno mówi o przesadzonym i nieszczęśliwym makijażu liturgii rzymskiej, jaki pojawił się na jej obliczu po Soborze Watykańskim II, wciąż ją kocha, taką, jaką jest. Kocha ją za to, czym jest. I chociaż – jak wciąż podkreślam – nieraz nie zgadzam się z Autorem, to jednak jestem Mu niezmiernie wdzięczny za tę publikację, za świadectwo umiłowania liturgii rzymskiej. 

Miałem nie krytykować – tak postanowiłem w trakcie pisania tej opinii – jednakże dla dobra sprawy muszę „wyrzucić” z siebie dwa spostrzeżenia czytelnicze. Uwaga do wydawcy: nie umieszczajcie przypisów na końcu książki; szczególnie książki, która w 90% oparta jest na cytatach. Czytelnik ma prawo wiedzieć, kto jest autorem cytowanej myśli w trybie niemal natychmiastowym. Wolałbym również zamiast autora i daty znaleźć tam tytuł/źródło cytowanej pozycji!

Na samym początku książki Autor dedykuje ją wszystkim tym, którzy odkrywają, że tylko rzeczy stare są nowe. I choć pewnie nie rozumiemy tego zdania w taki sam sposób, to jednak gdzieś głęboko czuję, że Chesterton (autor tej myśli) nie mylił się, że każdy z nas odczuwa zdumienie wobec tego, co stare. Dlatego za Autorem książki jeszcze raz powiem: „tylko rzeczy stare są nowe”.  

P. Milcarek, Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej, „Christianitas” 41/42 2009.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło na Liturgia.pl

Ur. 1988, doktorant na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie (Hiszpania), gdzie przygotowuje pracę nt. pneumatologii Mszału hiszpańsko-mozarabskiego. Pomysłodawca i współorganizator rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”. Obszary badań: teologia liturgiczna, relacja między teologią dogmatyczną i liturgią, liturgia hiszpańsko-mozarabska, katecheza mistagogiczna. Napisał i zredagował kilkanaście książek, w tym ostatnio: Liturgia Jezusa Chrystusa (Kraków 2015); Przyjdź, Panie Jezu! Chrystus w tajemnicach roku liturgicznego (Kraków 2016, t. 1); Duchowość kształtowana przez liturgię (Kraków 2017, red.), Święta codzienność. O liturgii przemieniającej życie (Kraków...