Uczucie współczucia

 Jezus współczujący wdowie płaczącej na pogrzebie swego jedynego syna, Jezus przeklinający figowiec, na którym nie znalazł owocu, Jezus uniesiony gniewem w świątyni, Jezus płaczący przed grobem Łazarza. Jezus porwany przez emocje.

 
Wkrótce potem udał się do pewnego miasta zwanego Nain; a szli z Nim jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan ulitował się nad nią i rzekł do niej: “Nie płacz!” Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: “Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” Zmarły usiadł i zaczął mówić: i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: “Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie. (Łk 7. 11 – 17)
 
Współczucie, gniew nas ogarniają. Podobnie płacz. To nie my mamy nad nimi władzę, ale to one nami od czasu do czasu władają. Autentyzm tych uczuć tym się właśnie charakteryzuje. Jedynie wtórnie możemy je akceptować, bądź usiłować się im przeciwstawić – pozwalamy swobodnie płynąć łzom lub usiłujemy powstrzymać płacz, dajemy się unosić gniewowi, lub próbujemy się opanować.  
 
Uczucia, którym nie sposób się oprzeć: gniew porywa, łzy same płyną, gest współczucia spontaniczny, ot, niezreflektowany odruch serca. Poddani ich mocy odsłaniamy siebie, jakimi jesteśmy, ujawniamy swój format, odkrywamy najgłębsze pokłady swej osobowości, w stosunku do których akty naszej woli i rozumu są bezradne. Żadnego kamuflażu, cienia udawania, gry, inteligentnej mistyfikacji. Prawda o człowieku, jaki jest, odsłaniana przez te uczucia.
 
Nie każdy uczucie, nie każdy płacz ją odsłania. Płaczemy obierając cebulę, płaczę, bo jestem płaczliwy, bo boli mnie ząb. Peryferie. Natomiast jeśli ktoś płacze wzruszony ofiarnością przyjaciela, wówczas te łzy mówią o nim bardzo dużo. Nie inaczej jest ze współczuciem.
 
 Gdy ktoś przeżywa cudze przeżywanie, gdy dał się zarazić emocji, którą przeżywali inni, to ten rodzaj „współczucia” nie odsłania niczego z jego głębi. Gdy natomiast jeden współczuje choremu człowiekowi, drugi zaś temu, kto doznał niesprawiedliwości, wtedy zarysowuje się jakościowa różnica pomiędzy tymi osobami. Odsłania się to, co ich własne. Pielęgniarka, prokurator, muszą mieć coś z tego spontanicznego współczucia pierwsza dla chorego, drugi dla człowieka pokrzywdzonego. Działanie człowieka jest wyznaczone nie tylko przez swoistość wartości, która go pociąga, ale też przez miłosierdzie okazywane tej a nie innej formie ludzkiej biedy, słabości.
 
To, kim jestem, odsłaniają ci, obok których nie mogę przejść obojętnie. To, kim jestem, odsłaniają ci, którym spontanicznie bez nawoływań, pouczeń, telewizyjnych apeli pomagam, służę, nie bacząc na koszta. To, kim jestem, zależy od skali tego zaangażowania, jego determinacji i uporu.
 
właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan ulitował się nad nią…
 
 
 

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".