Uderzyć Boga

Prorocy, prorocy Pana! Przychodzicie nagle i odchodzicie nagle, a słowa wasze są jak ogień, który zapala dachy domów. Jak możemy was przyjąć? Jak możemy się na to zgodzić?

Czy mamy pozwolić, aby spłonęło to, co z trudem takim zdobyliśmy? Czy mamy pozwolić się znów wygnać z naszej ziemi i z naszego domu? Tu Ziemia Obiecana, gdzie to, co z takim trudem zdobyliśmy. Tu jest nasz dom. Ale wy nie chcecie się zgodzić byśmy tu pozostali, opuszczacie swoje miejsca i idziecie przez ziemię wołając: „wyjdźcie!”. Jak można pozwolić wam byście zburzyli ład wypracowany? Zniszczyć nasze życie? Dokąd mamy wyruszyć? Tu przecież kres naszej drogi. Kres naszych pragnień.

A jednak przychodzicie. I wołacie.
Nie dajecie nam spokoju.

***

Czy można uderzyć Boga?.
Czy można uderzyć nieskończoność? Wymierzyć policzek jutrzence?
A przecież to uczyniłem.
Było to przed świętem Paschy
Na dziedzińcach Arcykapłanów, stróżów Wiecznego Prawa
Byłem tam, sądzili Go
Bo ośmielił się głosić zburzenie Świątyni.
A przecież „Świątynia Jedynego jest święta!”

Nie ma już arcykapłanów
Świątynię obrócono w gruzy – On został.
On i ja, a między nami mój czyn.

Teraz pragnę tylko zapomnieć.
I nie mogę.
Każdej nocy wracają do mnie Jego słowa:
„Jeśli źle powiedziałem udowodnij co było złego,
a jeśli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?”
Tyle lat uciekałem przed nimi i zawsze mnie dopadały.

Dlaczego to uczyniłem?
Bo On był słaby, a ja silny
Bo On był związany, a ja wolny
Bo On był sądzony, a ja chciałem przypodobać się sędziom.
Bo On się nie bał, a ja byłem pełen strachu.
Bo On wydawał się widzieć światło, gdzie ja widziałem tylko ciemność.
Bo On mimo upokorzeń zachował godność przypisywaną prawowitym Królom,
kiedy ja płaszczyłem się jak niewolnik.
Chciałem zetrzeć pokój z Jego twarzy, chciałem ujrzeć Go błagającego, poniżonego, upodlonego.
Aby Jego postawa nie wyrzucała mi tego, kim mógłbym być.
Gdybym zechciał.

Ukrzyżowali Go na Górze Czaszki
Pomiędzy złoczyńcami
Ale nie czułem triumfu.
Nie czułem nic.
Tylko wzbierającą pustkę
Jak pustynny wicher.

Serce moje woła: „szukaj oblicza Jego”!
Zamykam uszy na ten głos
Podniosłem dłoń przeciw Jego obliczu.
Nie chcę słyszeć.
Nie chcę pamiętać.

Odejdźcie od nas Wysłańcy Jedynego!
Nie wkraczajcie w doliny naszych śmierci
Nie mówcie nam o świetle!
Zostawcie nas w oswojonych ciemnościach!
Zostawcie nas w spokoju!

Powiadali, że zmartwychwstał.
Jestem samotny i nieszczęśliwy
I pełen lęku.
W jakich ciemnościach schowam się przed światłem dnia?
Jak głęboko mam zstąpić by mnie nie znalazł?
Nawet skrzydła jutrzenki, nawet krańce morza, nawet głębiny Szeolu nie są dość odległe.

Czego chcesz od nas Chrystusie?
Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?
Przyszedłeś nas zgubić?

Wiem, wiem, kto ty jesteś: Święty Boga!

Zmiłuj się nade mną, Panie w swej łaskawości
W swoim miłosierdziu zgładź moją winę.
Od zapłaty za krew Twoją wybaw mnie.
Obmyj mnie! Oczyść!
Ujrzałem bowiem wielkości mej nieprawości
I grzech mój!
Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem
I uczyniłem, co złe jest – Tobie!

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).