Umrzeć sobie

Piątek XIX tygodnia zwykłego, lit. słowa: Joz 24,1–13; Mt 19,3–12

Piątek XIX tygodnia zwykłego, lit. słowa: Joz 24,1–13; Mt 19,3–12

Nierozerwalność małżeństwa przerażała nie tylko uczniów, ale jeszcze bardziej przeraża ludzi dzisiaj. Efektem tego są liczne rozwody, a ostatnio brak jakichkolwiek ślubów, aby nie było trzeba ich potem rozwiązywać. Jednak ten fakt właściwie niczego od strony moralnej nie zmienia. Małżeństwo jest pierwszą instytucją stworzoną wraz ze stworzeniem człowieka. Jest ono wcześniejsze niż Kościół i jego prawo, jest wcześniejsze nawet niż jakakolwiek religia. Każda religia już zastała małżeństwo jako fakt.

Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł:

Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. (Mt 19,4–6)

Niezależnie od wiary czy jej braku, człowiek jest osobą, która potrzebuje do swojej pełni drugiej osoby, potrzebuje głębokiego kontaktu. Każdy z nas jest odpowiedzią na wezwanie, jakie się pojawia w sytuacji spotkania. „Ja” rodzę się jako odpowiedź na wezwanie dochodzące od „ty”. Bóg stworzył nas z miłości do miłości (zob. Ef 1,5n). W miłości się rodzimy. Nie dotyczy to jedynie miłości rodziców, ale dokonuje się dojrzale przez więź miłości, w jaką wchodzimy: „ja” staję się „ty” dla ciebie i odwrotnie. Oboje stajemy się sobą dla siebie wzajemnie.

Przerwanie tej więzi, niezależnie od samego sakramentu małżeństwa, jest zdradą nie tylko drugiej osoby, ale jest zdradą siebie samego. Powstała rana jest ogromna. Trudno ją wyleczyć. Bywa tak, że ktoś nie dorósł do tego dialogu stwórczego i zarówno dru– giego, jak i w konsekwencji siebie samego traktuje przedmiotowo. Nie doszedł do momentu nowego narodzenia, nie stał się „ty” dla drugiego i „ja” w sobie przez relację ja–ty z drugim. Sama sytuacja, mimo zewnętrznych pozorów, jest fałszywa. Nie stali się „dwoje jednym ciałem”, co w języku biblijnym wyraża owo nowe narodzenie przez więź ja–ty. Jeżeli w takim przypadku cywilnych związków dochodzi do zerwania tego chorego związku i powstaje nowy, już bardziej autentyczny – bywa tak w życiu – to i tak o wiele trudniej go w pełni zbudować. Pierwotna otwartość na spotkanie z drugim została bowiem głęboko zraniona. Budowanie prawdziwej relacji: ja–ty jest trudniejsze. Jednak nawet w najlepszych warunkach budowanie tej relacji jest zawsze dużym trudem, bo jest to wysiłek obumierania sobie, aby można było żyć z drugim i w więzi z nim.

Ta więź jest zapowiedzią, a Kościół mówi nawet, że jest sakramentem naszej więzi z Bogiem. Aby wejść w nią, trzeba, jak to Pan Jezus kilkakrotnie powtarzał, umrzeć sobie. Kto pragnie zachować swoje życie, ten je straci. Właśnie tak samo jest w mał– żeństwie. Kto chce zachować swoje dotychczasowe życie, nie umiera sobie, by żyć z odpowiedzi miłości na wezwanie miłości, odpowiedzieć „ja” wobec wezwania „ty”, ten traci nie tylko swoje życie, ale i ponadto niszczy życie drugiego.

Intymna więź miłości seksualnej jest odpowiedzią „tak” na wezwanie miłości ze strony drugiego. Jeżeli nie jest prawdziwą odpowiedzią, jeżeli jest kłamstwem, szukaniem jedynie przyjemności, jest zdradą ukrytą w samym geście, który stara się udawać miłość. Tutaj najczęściej zawiera się ziarno grzechu cudzołóstwa, który jest śmiertelnym ciosem dla drugiego. Jeżeli drugi urodził się z odpowiedzi na nasze wezwanie, to nasza zdrada zabija jego „ja”. Gdzie się odnajdzie? Jedynym pozytywnym wyjściem z tej tragicznej sytuacji jest odnalezienie siebie jako odpowiedź na Boże „Ty”. Nie jest to łatwe, gdy jesteśmy tak mocno uwikłani w konkret życia, w więzi międzyludzkie, a Bóg pozostaje dla nas rzeczywistością nieuchwytną, nienamacalną. Trzeba dużej wiary i siły ducha. Dlatego częściej cios zdrady zabija duchowo człowieka. Nie żyje on już pełnią życia.

Bezżenność dla królestwa Bożego jest wysiłkiem odnalezienia siebie w odpowiedzi na Boże „Ty” bez wchodzenia w tak intymną relację: ja–ty z drugim człowiekiem. Takiej odpowiedzi możemy udzielić jako odpowiedzi na wezwanie pochodzące od Boga. Dochodzi ono do nas na różny sposób. Może pojawić się na podstawie głębokiej refleksji i uświadomienia sobie, że owo wszystko, co posiadamy i kim jesteśmy, jest Jego darem. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Jozue stara się to uświadomić Izraelitom. Ta świadomość jest właściwą podstawą naszej wiary. Aby jednak wybrać bezżenność dla królestwa Bożego, trzeba czegoś więcej, trzeba osobistego wezwania, wezwania, które jest w stanie wywołać nasze „ja”.

Niezależnie jednak od tego i w tym przypadku nie da się odnaleźć tej relacji z Bogiem bez relacji miłości do drugiego człowieka. W tym przypadku jednak każdy drugi człowiek staje się sakramentem obecności Chrystusa. To wymaga mocnej wiary i świadomości. Naturalne emocjonalne więzi w tym przypadku nie pomagają, bo grożą zamknięciem się w intymności w zamkniętym kole najbliższych. Miłość przy wyborze bezżenności dla królestwa Bożego musi być świadomie wybraną otwartością na wszystkich.

Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. (Mt 19,11)

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

 

Zobacz także