Universae Ecclesiae – przegląd opinii z Włoch (2)

Dokończenie wpisu wcześniejszego.

Andrea Grillo czyli sprzeciw wyrażony otwarcie. Andrea Grillo (ur. 1961) jest świeckim profesorem teologii, specjalizującym się w teologii sakramentalnej i liturgicznej. Pracuje na wydziale teologicznym rzymskiego „Anselmianum”, ponadto wykłada na rzymskim „Gregorianum”, w Padwie, Ankonie i Lugano. Z racji swojej specjalności często wypowiada się na tematy liturgiczne. Od jesieni 2007 prowadzi swój blog. Ponieważ jeszcze w 2007 r. kilkakrotnie bardzo krytycznie wypowiedział się nt. „Summorum Pontificum” (linki do tych wypowiedzi znajdują się tutaj, są u dołu kolumny), nie dziwi również jego jednoznaczny sprzeciw wobec „Universae Ecclesiae”, wyrażony w czterech wypowiedziach, zamieszczonych na blogu: w komentarzu pt. „Universae, a raczej Controversae Ecclesiae. Coraz więcej niepewności po fatalnej instrukcji Universae Ecclesiae komisji Ecclesia Dei” (14 maja), w polemice ze swym przyjacielem ks. Pierangelo Sequerim (15 maja), wpisie „Reforma liturgiczna: nierewolucyjna nie-ciągłość. Kilka doprecyzowań” (21 maja) oraz w obszernym wywiadzie dla brazylijskiego portalu IHU.unisinos.br (29 maja); wywiad został zatytułowany: „Aby Ecclesia była naprawdę Universa, a Pontifices naprawdę Summi”. Do tego można dołączyć jeszcze wpis "Szczerość i dworacy" z pochwalnym komentarzem do słów kard. Lehmana, że prośba o sakrament bierzmowania w starym rycie to głupota (27 maja). Poniższa prezentacja jest podsumowaniem wszystkich ww. tekstów prof. Grillo, łącznie z tymi powstałymi w 2007 r. po SP.

 

Zdaniem znanego włoskiego teologa, Summorum Pontificum to dokument pozbawiony fundamentu teologicznego i prawnego, szkodliwy duszpastersko i całkowicie niepraktyczny, zaś instrukcja UE jest jeszcze gorsza. Twierdząc, że Mszał Piusa V nigdy nie został zniesiony, Benedykt XVI pisze oczywistą nieprawdę. Mszał został zniesiony, co wynika z ogólnego prawa kościelnego (np. kan. 20 KPK) i do zniesienia nie trzeba osobnego aktu prawnego. Jeśliby nie został zniesiony, czemu służyłyby indulty wprowadzone przez Jana Pawła II? Z tego powodu Grillo w swych tekstach konsekwentnie nazywa ryt „trydencki” rytem minionym lub rytem nie będącym już w użyciu.

 

Papież ma rację utrzymując, że nie ma sprzeczności między Mszałami z 1962 r. i z 1970 r., ale tylko pod warunkiem, że uznaje się te Mszały jako dwie następujące po sobie fazy historii rytu rzymskiego. Postawione obok siebie na zasadzie zrównania stoją w oczywistej sprzeczności (jeden wyraża liturgię sklerykalizowaną, ubogą w przekaz słowa Bożego i redukującą rolę wiernych do pasywnego obserwowania, drugi natomiast koryguje wymienione jednostronności i pozwala celebrować liturgię Kościoła a nie tylko asystować przy liturgii kapłana). Nazwanie ich dwoma wyrazami jednego „lex orandi” skutkuje pozbawieniem pojęcia „lex orandi” realnego odniesienia do celebracji liturgicznej i czyni je pustym abstraktem. Gdy zaś chodzi o Mszał z 1962 r., trzeba pamiętać, że w samym zamyśle był on prowizoryczny, dany tylko do czasu dokonania przez Sobór generalnego odnowienia liturgii, co wynika jasno z motu proprio Jana XXIII „Rubricarum instructum” z 1960 r.

 

Gdy chodzi o kwestię ciągłości i nieciągłości, trzeba pamiętać, że w swoim słynnym przemówieniu z grudnia 2005 r. papież bynajmniej nie przeciwstawił sobie „hermeneutyki ciągłości” i „hermeneutyki zerwania” tylko „hermeneutykę reformy” i „hermeneutykę zerwania”. Reforma zaś zakłada zachowanie podstawowej ciągłości przy jednoczesnym dokonaniu zmian, czyli pewną „nierewolucyjną nie-ciągłość”; jeśli zaś nic się nie zmienia, nie ma sensu mówić o reformie. Grillo przywołuje w tym kontekście dekret Soboru Trydenckiego o obowiązku rezydowania biskupów w diecezjach – to była pewna reforma wprowadzająca konkretną zmianę. Wyobraźmy sobie, że jakiś potrydencki papież wydaje motu proprio, w  którym pisze, że dawna praktyka nie rezydowania biskupów w diecezjach nigdy nie została zniesiona i w związku z tym każdy biskup może swobodnie wybrać rezydowanie bądź nie-rezydowanie. Drugi przykład jest wzięty z rozwoju człowieka. Dziecko rośnie i staje się człowiekiem dorosłym, jest to ta sama osoba, więc jest zachowana ciągłość tego samego podmiotu. Ciągłość ta oznacza, że człowiek dorosły integruje w sobie doświadczenie własnego dzieciństwa i zachowuje z niego to co wartościowe, nie zaś to, że organy dziecięce istnieją paralelnie do organów człowieka dorosłego. SP i UE chcą natomiast zachować organy dziecka obok organów dorosłych, tworząc coś monstrualnego. Tradycja nie polega ani na kolejnych zmianach skokowych ani na kumulacji bez odcinania czegokolwiek. Dlatego ryt posoborowy zachowuje fundamentalną ciągłość wobec poprzedniego, ale wcześniejszy z powodu swoich ograniczeń został poddany koniecznym zmianom i nie może istnieć obok nowego na zasadzie równości jakby nic się nie stało, jakby reforma liturgii była tylko czymś opcjonalnym i niekoniecznym. Mówienie o „wzajemnym ubogaceniu” dwóch form to piękne słowa, mające przykryć nieciekawą rzeczywistość chaosu i konfuzji.

 

Duszpastersko SP i UE tworzą sytuację anarchiczną. Kto decyduje o wyborze rytu? Wychodzi na to że może to zrobić paru wiernych i pojedynczy ksiądz. Biskupi zostają pozbawieni realnej kontroli nad życiem liturgicznym w swoich diecezjach, zastosowanie SP i UE spowoduje paraliż jakiegokolwiek duszpasterstwa liturgicznego. Eklezjologia tych dokumentów to iście rewolucyjna „eklezjologia supermarketu”, gdzie każdy wybiera sobie co chce. Skutkuje to relatywizmem obrzędowym i relatywizmem w wierze, ponieważ „lex orandi” wpływa na „lex credendi”. Brak pasterskiej mądrości przejawia się i w tym, że dokumenty te podnoszą do rangi obiektywnych kryteriów, decydujących o życiu liturgicznym całego Kościoła, nostalgiczne sentymenty tradycjonalistów, tkwiących mentalnie w przeszłości. Nie oznacza to, że należałoby zakazać odprawiania dawnej liturgii, wystarczyłoby jednak poprzestać na logice indultu, czyli wyjątku od reguły.

 

Dobrze byłoby wiedzieć – kontynuuje prof. Grillo – co naprawdę myśli Benedykt XVI o reformie liturgii. W dokumentach SP i UE pozycja reformy teoretycznie nie jest zagrożona i werbalnie gwarantuje się prymat Mszału z 1970 r., natomiast jednocześnie „gramatyka” tych dokumentów jest inna i wskazuje na opcję preferencyjną na rzecz Mszału z 1962 r. W tym kontekście warto przyjrzeć się wypowiedzi kard. Kocha, zdaniem którego SP służy wzbudzeniu „nowego ruchu liturgicznego” i „reformie reformy”. Kard. Koch mówi coś, czego nie mówią wprost SP i UE i coś czego jeszcze nie mówił Ratzinger jako papież. Czy Koch może zdradził jakiś watykański sekret? Papież może popierać reformę liturgii albo jej nie popierać ale nie może popierać i nie popierać jednocześnie. „Reforma reformy” ma sens jako korygowanie nowego rytu ale w ujęciu kard. Kocha chodzi o reformę polegającą na faktycznym zaprzeczeniu, a to nie jest żadna reforma. Podobnie nie jest potrzebny żaden „nowy ruch liturgiczny”, tylko trzecia faza tego ruchu liturgicznego, który powstał ponad 100 lat temu; faza polegająca na tym, aby odnowione ryty odnawiały Kościół.

 

UE pisze o możliwości uzupełnienia Mszału z 1962 r. o nowe prefacje i o nowych świętych. Jaki to ma sens? Czyżby jednak okazało się, że ten Mszał potrzebuje jakiejś korekty? Przecież korekta już się dokonała a jej owocem jest Mszał z 1970 r.

 

UE pisze jeszcze coś, czego nie było w SP: o udostępnieniu wszystkim dawnej liturgii. To skutek fiaska SP, którego celem miało być przyciągniecie lefebvrystów. To się nie udało, więc trzeba przykryć klęskę i wymyślić coś innego żeby nie stracić twarzy.

 

Andrea Grillo parokrotnie odwołuje się do baśni Andersena „Nagi król”. Jego zdaniem mamy taką sytuację obecnie. Nagim królem są dokumenty SP i UE, „nagie” pod względem teologicznej i prawnej wartości oraz duszpasterskiej mądrości. A nikt tego głośno nie mówi, publicznie słyszymy tylko jakieś nic nie mówiące ogólniki. Kard. Lehman mówiąc, że prośba o bierzmowanie w starym rycie jest głupotą, powiedział głośno to co myśli 95 proc. biskupów. Wreszcie ktoś musi głośno powiedzieć, że „król jest nagi”. Wg Grillo, powinni to zrobić teologowie.

 

Prof. Grillo ironizuje również na temat tytułu ostatniej instrukcji. Zamiast "Universae Ecclesiae" powinien on brzmieć "Controversae Ecclesiae", zaś gdy chodzi o nazwę komisji, która ją wydała ("Ecclesia Dei" – Kościół Boży), trzeba pamiętać, że pochodzi ona od pierwszych słów motu proprio Jana Pawła II z 1988 r. "Ecclesia Dei Afflicta" ("Zasmucony Kościół Boży"). Jak się wyraża Grillo, istotnie ta żałosna instrukcja wywołuje w Kościele Bożym jedynie zasmucenie.

 

Na koniec jeszcze parę słów mojego komentarza. W tym wpisie i w poprzednim zreferowałem stanowiska poszczególnych autorów bez własnych opinii na ich temat. Chodziło mi o zaprezentowanie tego co się mówi publicznie we Włoszech na temat „Universae Ecclesiae”. Podoba mi się to, że można tu mówić o rzeczywistej debacie. Scalese, Auge i Grillo komentują kard. Kocha. Scalese i Auge odnoszą się do Grillo, Grillo publicznie polemizuje z zaprzyjaźnionym Sequerim. Auge skrzętnie kopiuje i komentuje na swoim blogu wypowiedzi innych autorów różnych opcji. Jest jakaś wymiana myśli, coś tu się dzieje. W Polsce niestety mamy pod tym względem głuchą ciszę. Jeśli zaś chodzi o poglądy, to najbliższe jest mi stanowisko kard. Kocha („reforma reformy”), najodleglejsze prof. Grillo i z tego też powodu tego ostatniego zreferowałem najobszerniej. Na plus dla Grillo trzeba jednak policzyć to, że krytykę wyraża otwarcie, a przy tym jest dla mnie oczywiste, że mniej więcej to samo myśli wielu innych teologów, którzy milczą albo chowają się za różnymi pokrętnymi interpretacjami SP i UE. Tutaj wiadomo o co chodzi, do czego się odnosić, z czym się spierać. Przyszła mi gorzka refleksja, że nie jest przypadkiem, że właśnie w ten sposób wypowiedział się teolog świecki; nie będąc księdzem, jest w o wiele mniejszym stopniu narażony na ukąszenie kościelną hipokryzją. Podobnie na gruncie polskim – jedynym teologiem, który skrytykował UE wprost jest prof. Józef Majewski, również świecki teolog. Wielu teologów-księży myśli dokładnie to samo ale siedzi cicho. Ta cisza, będąca biernym oporem, jest gorsza od otwartego sprzeciwu. Dlatego, choć merytorycznie jestem bardzo daleki od prof. Grillo, zakończę cytatem wziętym z jego wywiadu dla portalu brazylijskiego, pod którym podpisuję się obiema rękami:

 

Z jednej strony można zrozumieć wielką ostrożność, z jaką zabiera się głos na tematy liturgiczne (…). Chciałbym jednak wszystkim przypomnieć, że przejawem nieroztropności jest nie tylko źle wypowiedziane słowo, lecz także nie usprawiedliwione milczenie. Myślę, że dzisiaj najlepszą formą kościelnej roztropności jest szczere mówienie, manifestowanie otwartych problemów oraz niedostrzeganych zagrożeń, z krytycznym respektem i krytyką zachowującą respekt („con rispetto critico e con critica rispettosa”). A prawie wszyscy milczą. (…) Trzeba aby bracia w biskupstwie oraz teologowie rozmawiali pomiędzy sobą, z ludem Bożym oraz z papieżem. (…) Być w komunii oznacza móc być ze sobą szczerymi”.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....