Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata

Komentarz do Ewangelii

Uroczystość Chrystusa Króla jest dla mnie „kropką nad i” Roku Liturgicznego, ukazaniem początku i kresu wszystkiego, co istnieje, klamrą, która spina kolejny rok życia.

Jest ona pytaniem o władzę i posłuszeństwo, o uległość Bogu lub wewnętrzny bunt. Jest też  próbą spojrzenia na istotę wolności i miłości Boga – i na człowieka, który zagubiony na rynkach świata poszukuje punktu odniesienia. Jest wielkim pytaniem o Jezusa Chrystusa.

W tym roku, dzisiaj, Ewangelia prowadzi pod krzyż, a właściwie  na wysokość krzyża. Warto zadać sobie  pytanie – co z tej i na tej wysokości widać? Czy tłum, który patrzy na brutalne i nieludzkie widowisko? Czy rozgorączkowanych i naigrywających się z Jezusa członków Wysokiej Rady i rzymskich żołnierzy? Czy może na wysokości krzyża można spotkać Króla, tak zwyczajnie twarzą w twarz, bez dworskich ceremonii?

Z wysokości krzyża widać wiele – i niemy tłum, i drwiących przywódców, a przede wszystkim można zobaczyć Tego, który jak suwerenny władca otwiera drzwi swego królestwa – „Amen, jeszcze dzisiaj ze mną będziesz w raju”. Dziwny Władca, który dzieli śmierć ze swym ludem, aby wprowadzić go do życia. Dziwny Król, którego przekonuje jedno słowo wiary – „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. I dziwne Królestwo widziane z krzyża, ogarniające przestrzeń i czas – od początku do kresu – aż wszystko osiągnie swoją pełnię, nie gdzie indziej, jak tylko w Królu. I dziwny sposób wejścia do tego Królestwa – prosty, a zarazem brzemienny w skutki – gdy zawsze, nawet wbrew całemu światu, przed oczyma człowieka powinien pozostawać Krzyż.

s. Ewa Kopiec

 

Zobacz także