Uwaga! Modlitwa za zmarłych do poprawki! Wieczność do zmiany!

Listopad kojarzy się prawie automatycznie z cmentarzami, na których płonął znicze, opadają liście. Jeśli cmentarze, a na nich zmarli to także modlitwa za nich (a nie jest już to aż tak oczywiste w coraz bardziej nie tylko zabieganym świecie, ale wręcz ateistycznym). Modlitwa to najczęściej prośba. Już taka ludzka natura, że jak zwracany się do Boga to zazwyczaj z prośbą.

Nie inaczej jest w przypadku modlitwy za zmarłych. Oczywiście rzeczą chwalebną byłaby modlitwa, w której dziękowalibyśmy Panu za to, że np. dał nam spotkać w życiu daną osobę, która już zamknęła przed nami oczy na doczesność, a otworzyła na wieczność.

Jednak w konfrontacji ze śmiercią prawie od razu pojawia się pytanie i co dalej? Nawet, gdy wiara sama podsuwa odpowiedzi w klasycznej wyliczance rzeczy ostatecznych to do końca dalej nie wiadomo, gdzie ta nasza bliska osoba się znalazła. Zazwyczaj katolicy modlą się o „wieczny spoczynek”, „wieczne odpoczywanie”. Zdarzają się jednak teologowie, w których stwierdza się objawy alergiczne na samo słowo „odpoczynek” lub na myśl, że w Chrystusie można odpoczywać. I tutaj zazwyczaj padają podobne argumenty, że Bóg jest zaskakujący, więc nie można mówić o statyczności. Czasami przywołuje się wewnętrzne życie Trójcy, które też nie jest biernością lub, że nie powinniśmy zmarłym życzyć odpocznienia w Bogu, no bo to musi być niezwykle nudne. Pojawiają się też inne argumenty.

Pomijam fakt, że to jest tak jakby wszystkim ludziom żyjącym przed nami np. rodzicom, dziadkom i pradziadkom powiedzieć, że modliliście się źle. Być może nie wyrządziliście żadnej szkody zmarłym, ale mówiąc delikatnie mijaliście się z prawdą o życiu wiecznym. No muszę przyznać, że nie dość jest to nieeleganckie to wprowadza zamęt i niepotrzebne napięcia. Formuła modlitwy o wieczny odpoczynek dla zmarłych jest w katolickiej liturgii oraz pobożności ludowej głęboko zakorzeniona. Posiada także swoje podstawy teologiczne. Myślę, że warto rozpocząć refleksję od pytania. Jeżeli zakładamy odpoczniecie w Chrystusie to w opozycji do czego miałoby być ono rozpatrywane? Logiczne, że przed odpoczynkiem powinna zostać wykonana praca lub człowiek przynajmniej powinien się zmęczyć. I myślę, że ową pracę lub zmęczenie można odnieść do trzech rzeczywistości: ziemi, piekła i czyśćca.

Już po grzechu pierworodnym życie na ziemi, praca i trudy z nią związane stały się uciążliwe. Był to jeden z konsekwencji grzechu pierworodnego. Człowiek zniszczył doskonałą relację z Bogiem, drugim człowiekiem i całą przyrodą ożywioną oraz nieożywioną. Ziemia przestała być „plastyczna” w jego rękach. Życie wieczne w niebie jest stanem raju przed grzechem pierworodnym, odbudowaniem przyjaźni z Bogiem. Wreszcie jest miejscem nieustannego uwielbienia Pana, które nie ma końca. Tak jak przed grzechem pierworodnym praca i wszystko co człowiek zdziałał na ziemi było na chwałę Stwórcy, tak podobnie w wieczności człowiek będzie chwalił Boga stojąc przed Jego Obliczem. Za natchnionym apokaliptycznym wizjonerem możemy powiedzieć, że „ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21, 5).

Odpoczynek w odniesieniu do piekła nie może być rozpatrywany jako coś co następuje po czymś. Nie można przecież wejść do nieba będąc wcześniej w piekle. Tutaj odpoczynek musi być rozpatrywany na zasadzie konfrontacji. Piekło jest brakiem miłości, brakiem oglądania Boga. Jest zatem stanem wiecznego wyrzutu sumienia. I wcale nie należy rozczytywać się w pismach mistyków, aby coś można było powiedzieć na temat piekła. Wystarczająco dużo na ten temat powiedział sam Chrystus. Samo przebywanie w niebie jest już stanem odpoczynku od innej rzeczywistości, którą jest piekło. Chodzi tutaj także o spokój duszy lub spokój sumienia, którego w piekle nie można zaznać.

Wreszcie odpoczynek w odniesieniu do czyśćca ma jeszcze inne znaczenie. Czyściec chociaż jest stanem przejściowym w drodze do nieba to jest czasem wydoskonalania się w miłości do Boga. Jest miejscem ciągłej tęsknoty za Oblubieńcem, przestrzenią oczekiwania z zapalonymi lampami. Odpoczynek w niebie to już ciągłe oglądanie Pana, który nadszedł i zastał dusze czuwające. Jeśli modlimy się za zmarłych to modlimy się za tych, którzy przebywają w czyśćcu o szybsze dostanie się do nieba.

„Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9). Jeżeli zatem pojawiają się zarzuty wobec modlitwy o „wieczny odpoczynek” to tworzy się z Boga niezwykłego nudziarza. I wtedy widać, że problem nie leży w takim czy innym sformułowaniu, ale w naszym postrzeganiu nieba. A tam z pewnością odpoczynek nie będzie tym co oznacza w doczesności. Będziemy blisko Pana i tam odpoczniemy od oczekiwania, bo to co wyczekiwane będzie się realizować.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Paweł Beyga

Student Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Od kilku lat katolik chodzący na starą mszę, ale nie tradycjonalista ekstremalny. Pasjonat teologii liturgii.