Uwierzył nadziei Zmartwychwstania

Jan Ewangelista to jeden z tych, którzy osobiście znali Jezusa – prawdziwego człowieka. Przebywali z nim, przyjaźnili, rozmawiali. Może się nam wydawać, że droga jego wiary była łatwiejsza: widział ogrom znaków i cudów, a zatem bardziej oczywista była dla niego prawda o tym, że Jezus Chrystus jest Bogiem.

Ikona

Kim był Jan? Rybakiem, synem Zebedeusza i Salome, bratem Jakuba. Jednocześnie był człowiekiem, który szukał sensu, chciał nadać życiu właściwy kierunek, pragnął spotkania z nauczycielem mogącym go poprowadzić. Wiemy, że zanim poznał Jezusa, był jednym z uczniów Jana Chrzciciela. Od niego usłyszał słowa: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała (J 1,27).

Jan rozpoznał w Jezusie tego, którego zapowiadano. Rozpoznał dzięki słowu Chrzciciela: (…) gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem (J 1,36-37). Jan wyruszył za Panem, wiedziony porywem młodzieńczego serca, nie bardzo jeszcze rozumiejąc to, w czym miał uczestniczyć, ale z duszą pełną otwartości i nadziei.

Rzeczywiście, Jan był świadkiem wielu znaków, które Jezus czynił; to on był tym, którego Chrystus szczególnie umiłował, obdarzył zaufaniem, zapraszał do uczestniczenia w największych tajemnicach. To Jan jako jeden z nielicznych widział cud wskrzeszenia córki Jaira: Nie pozwolił nikomu iść że sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana (Mk 5,37). To on oglądał przemienione oblicze Pana na górze Tabor: Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. (Mk 9,2). Jednak myśląc o Janie, trzeba też pamiętać o sprzecznościach, jakie w nim walczyły. Jego wiara dojrzewała powoli i nie bezrefleksyjnie. To przecież on na początku zupełnie nie rozumiał misji Jezusa, walczył o pierwszeństwo wśród uczniów, to w jego imieniu i nie bez jego wiedzy, matka pragnęła „zarezerwować” miejsce przy boku Pana królestwie, które miało nadejść (Mt 21,20-23). Jan wtedy nie wiedział, o co prosi, nie rozumiał, na czym polega panowanie Chrystusa, czym jest służba aż do oddania życia. To Jan wiedząc, że jest blisko tajemnicy, blisko Jezusa, chciał dla siebie pozostawić prawo czynienia dobra w Jego imię, rodziła się w nim pycha. Nauczycielu widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami jak w twoje imię wyrzucał złe duchy i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami (Mk 9,38-39). Zafascynowany Jezusem, będąc blisko niego, nie rozumiał doskonałej miary miłości, która jest w stanie przezwyciężyć każdy przejaw zła. To on wraz z Jakubem zaproponował zniszczenie ogniem miasta samarytańskiego, w którym nie przyjęto Chrystusa (Łk 9,54-55).

Taki był Jan: porywczy i gwałtowny, zabiegający o ziemskie zaszczyty, nie do końca rozumiejący to, czego był świadkiem, a będący blisko Jezusa, uczestniczący w najbardziej tajemniczych wydarzeniach.

Ten sam Jan, umiłowany uczeń, który podczas Ostatniej Wieczerzy złożył głowę na piersi swego Mistrza, był z Jezusem w ogrodzie Oliwnym, w chwilach największej próby i trwogi. To Jan wytrwał z Jezusem do samego końca, jako jedyny z uczniów stanął pod krzyżem, to za jego pośrednictwem Chrystus uczynił Maryję matką ludzkości. Ten sam apostoł, który po Zmartwychwstaniu jako jeden z pierwszych uwierzył w to, że spełniła się Obietnica.

Droga wiary św. Jana nie była łatwa, jednak umiał on odnaleźć na niej prawdziwe oblicze Jezusa i uświadomić sobie to, co stanowiło o Jego mocy. Dzień po dniu uczył się od Jezusa, nierzadko wbrew sobie, prawdziwej miłości. Kontemplował Jego oblicze i odkrywał w swym Mistrzu przedwieczne Słowo, przez które wszystko się stało, prawdziwą Światłość, światłość, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi (J 1,9), w której człowiek może odnaleźć i zrozumieć samego siebie. Światłość, w której raz zanurzony świat już nigdy nie zazna mroków nocy. To Jan mówi o Jezusie jako o źródle wody żywej, on kieruje naszą uwagę ku Eucharystii – wielkiej tajemnicy obecności Bożej: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a ja w nim (J 6,55-56). Jan daje nam świadectwo miłości, w którą życie może być przemieniane, i stającej się fundamentem nowego człowieka, źródłem nadziei, prowadzącej do zjednoczenia z Bogiem. Miłość narodziła się po to, byśmy zrozumieli, że Bóg jest miłością: kto trwa w miłości trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4,16b).

To, co Jan nam przekazuje, to opowieść o Chrystusie, którego spotkał, w którym rozpoznał Słowo życia – dzięki Niemu wyruszył w trudną drogę, starając się je zrozumieć. To historia o Tym, któremu Jan do końca uwierzył. Nie zatrzymywał wiary i świadectwa dla siebie. Nie tylko patrzył, słuchał, uczestniczył w życiu Zbawiciela, ale podjął trud, by opowiedzieć, jak przeżył spotkanie z Panem. To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, bo życie objawiło się (1 J 1,1-2).

Jan uczy nas prawdziwej wiary – przemyślanej i przeżytej. Uczy otwartości na Objawienie, przychodzące inaczej niż się spodziewamy – w służbie, ubóstwie i pokorze. To Jan wyraził najgłębsze tajemnice wiary, tajemnicę Wcielenia, nawiedzenia świata przez Syna Bożego, którego świat nie poznał. Szczególnie w czasie Bożego Narodzenia trzeba, żebyśmy wraz ze św. Janem wpatrywali się w Światłość prawdziwą, byśmy razem z nim odkrywali tę prawdę: Słowo odwieczne daje nam moc przemieniania się w dzieci Boże, byśmy umieli przyjąć Chrystusa. Ewangelista uczy, jak przyjmować Słowo, które było na początku, jak stawać się każdego dnia miłością dla naszych braci, jak wytrwać pod krzyżem. To on, gdy przybiegł do grobu swego Pana i spostrzegł, że jest pusty, że nie ma tam Jezusa, ujrzał i uwierzył – uwierzył nadziei Zmartwychwstania.

Małgorzata Batko

 

Zobacz także