V niedziela Wielkiego Postu

W V niedzielę Wielkiego Postu liturgia zaczyna się słowami:

Iudica me Deus, 
et discérne causam meam de gente non sancta:
ab hómine iníquo et dolóso éripe me:
quia tu es Deus meus, et fortitúdo mea.

(Osądź mnie, Boże, sprawiedliwie
i broń mojej sprawy przeciw ludowi nie znającemu litości,
wybaw mnie od człowieka podstępnego i niegodziwego,
Ty bowiem, Boże, jesteś moją ucieczką.)

Z wielką ufnością powierzamy swój los Bogu, wołając do Niego: Osądź mnie. To, co najbardziej uderza w tej antyfonie, to przede wszystkim zwrócenie uwagi na człowieka ukrytego w tłumie. Oto mamy przed sobą osobę, która prosi o wybawienie, która szuka ucieczki od wydającej niesprawiedliwe sądy zbiorowości. Więcej – to my wołamy do Boga, ufając, że tylko On jest naszą ucieczką wobec samotności, z jaką mierzymy się w chwilach, gdy czujemy się niezrozumiani i odrzuceni przez innych.

Liturgia V niedzieli niesie ze sobą wielką nadzieję. Bóg napełnia nasze serca otuchą; słowem, które do nas kieruje, dodaje nam sił. W I czytaniu słyszymy: Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Pan wzywa nas do odrodzenia, do odrzucenia tego, co w naszym życiu było złe, na rzecz drogi, którą On pokazuje. Zaprasza nas do wyjścia z ciemności i pójścia za Nim. On nas „pochwyca”, jak pisze św. Paweł w Liście do Filipian, ale i czeka, byśmy sami starali się uchwycić Jego, podążyć za Nim.

Przesłanie dzisiejszej liturgii dopełnia Ewangelia. W antyfonie na wejście ufnie wołamy: Osądź mnie, w Ewangelii zaś słyszmy przestrogę: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. To przestroga przed osądzaniem innych ludzi. Przed skazywaniem drugiej osoby za to, że jest słaba i grzeszna. Przed wyrokowaniem nad tymi, którzy tak naprawdę powtarzają, powielają nasze czyny. Jezus mówi: „Nikt z was nie jest bez grzechu”. Nie ma ludzi doskonałych. Nie ma takich, którzy nie ulegają pokusom. Każdy z nas powinien przyjrzeć się swym słabościom, z bolesną szczerością popatrzeć na własne postępowanie. Powinniśmy to uczynić, by uwierzyć, że nie mamy prawa oceniać innych ludzi, nie mamy uprawnień do tego, aby dzielić ich na lepszych i gorszych. Tylko Bóg jest sędzią. On tymczasem obezwładnia człowieka swą ogromną miłością. Ten, od którego oczekujemy napomnienia, mówi: I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz. Ten, od którego oczekujemy sądu, czeka, aż wyjdziemy ku Niemu ze skruszonym sercem. Czeka łaskawy i miłosierny. Oczekuje chwili, gdy zdecydujemy się zbliżyć ku Niemu i zanurzyć się w tym ogromnym miłosierdziu.

Pan Bóg czeka, aż obumrzemy dla grzechu, dla ciemności, po to, byśmy mogli przynieść obfity plon. Dzisiejsza liturgia wzywa nas do nawrócenia, do przemiany. Czyni to, uwrażliwiając na drugiego człowieka. Sugeruje, że świadectwem naszego nawrócenia może być spojrzenie na drugą osobę z miłością, odstąpienie od roli bezwzględnego sędziego, który surowo ocenia każde potknięcie, każdy błąd.

Bóg uczy nas z ufnością wołać: Osądź mnie, ale też mówi: „Nie sądźcie”.

 

Zobacz także