Völund, Tyestes i Psalmista, czyli do czego służy czaszka

Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy, niech pominie ten wpis, pewne fragmenty są dosyć makabryczne. Pewnie jest to z mojej strony kolejne włożenie kija w mrowisko, a właściwie w Psałterz Liturgii Godzin, niemniej uważam, że temat warto poruszyć.

Jak wspomniałem w innym wpisie, w czasie reformy po Soborze Watykańskim II (nie mylić z reformą postulowaną przez Sobór), z brewiarza usunięto trzy psalmy złorzeczące, a z innych powycinano wersety, które – jak to ładnie określa wprowadzenie do Liturgii Godzin – mogą powodować "trudności psychologiczne":

Pominięto w psałterzu psalmy 58, 83 i 109, tak zwane "złorzeczące"; opuszczono także kilka wierszy w niektórych psalmach, co zaznaczono w ich nagłówkach. Ma to zapobiec trudnościom natury psychologicznej: chociaż psalmy "złorzeczące" nie są obce pobożności Nowego Testamentu, czego przykład znajdujemy w Księdze Apokalipsy (6, 10), to przecież nie są one bynajmniej zachętą do złorzeczenia komukolwiek. (OWLG 131).

Może dlatego, że mam mentalność sprzed kilkunastu wieków, i że na co dzień zajmuję się tekstami z jeszcze odleglejszej przeszłości, nie jestem w stanie zrozumieć owych "trudności psychologicznych". Nie odczuwali ich najwyraźniej ci, którzy przez stulecia modlili się psalmami w całym ich bogactwie, śpiewając je w czasie liturgii czy rozważając w milczeniu. Autorzy wprowadzenia sami zwracają uwagę, że i w Nowym Testamencie pojawiają się złorzeczenia – a mimo to usuwają z psalmów, dosyć arbitralnie, wszystko, co według nich jest niewłaściwe.

Popatrzmy np. na psalm 137 (będę podawał numerację według polskiej LG): Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy… Łatwo dostrzec, że brakuje w nim trzech ostatnich wersów: Przypomnij, Panie, synom Edomu dzień Jeruzalem, kiedy oni mówili: "Burzcie, burzcie aż do jej fundamentów!" Córo Babilonu, niszczycielko, szczęśliwy, kto ci odplaci za zło, jakie nam wyrządziłaś! Szczęśliwy, kto schwyci i rozbije o skałę twoje dzieci. Jak się domyślam, ten ostatni obraz powoduje owe "psychologiczne trudności". Fakt, wizja dziecka rozbijanego o mur jest dosyć drastyczna… Ale podobnych przykładów w literaturze dawnych wieków znajdziemy dużo. (I tu pewnie zostanę oskarżony o nieczułość, okrucieństwo i brak humanitaryzmu, skoro o takich rzeczach czytam i opowiadam.) Wspomniany w tytule tajemniczy kowal Völund zabił dwóch synów króla Niduda – króla, który go przedtem okradł, okaleczył i uwięził – i z ich czaszek zrobił puchary, ktore podarował nieświadomemu niczego ojcu. Tyestesowi rodzony brat, Atreus, z zemsty podał na uczcie potrawę z dwóch jego synków. Astyanaksa, syna Hektora, zwycięzcy Grecy zrzucili z murów Troi. Może nam się to wydawać brutalne czy prymitywne – tak dalece posunięta zemsta. (Swoją drogą, nie uważam, że dawniej ludzie byli bardziej okrutni czy prymitywni niż współcześnie, jak to nieraz głoszą chwalcy współczesności.)

A jednak ten obraz dziecka babilońskiego, zabijanego w okrutny sposób, stał się częścią psalmu, częścią modlitwy. Co więcej, do tego właśnie fragmentu, usuniętego z obecnego brewiarza, odwołuje się w Prologu swej Reguły św. Benedykt: Człowiek prawy, powiada Benedykt, rodzące się pokusy rozbija o Chrystusa (jak o skałę) – parvulos cogitatus eius tenuit et adlisit ad Christum. (W psalmie mamy dokładnie te same słowa: beatus qui tenebit et adlidet parvulos tuos ad petram.)

C. S. Lewis poświęcił temu wersetowi kilka zdań w swojej książce Reflections on the Psalms. Pisze on, że w naszym wewnętrznym życiu zdarzają się takie "maleństwa" (to dokładnie znaczy łacińskie ‚parvulos’), niewinne początki pobłażania sobie, malutkie żale, które nas uwodzą i wydają się takie drobne, nieznaczące… Na takie "maleństwa", powiada Lewis, psalm oferuje nam świetny sposób: Knock the little bastards’ brains out. And ‚blessed’ he who can, for it’s easier said than done.

Skoro już jesteśmy przy czaszkach… W psalmie 110, odmawianym w każdą niedzielę w nieszporach, reformatorzy wycięli jeden werset: [Pan] będzie sądził narody, wzniesie stosy trupów, zetrze głowy jak ziemia szeroka. Także ten werset poprzez wieki pojawiał się w modlitwie Kościoła, a tu nagle zaczął powodować "psychologiczne trudności"… A przecież podobne obrazy pojawiają się np. w pierwszym rozdziale Księgi Sofoniasza – która jest czytana w brewiarzu – czy w Apokalipsie, gdzie np. wszystkie ptaki niebieskie są zaproszone na ucztę z trupów władców, walczących z Bogiem. Tutaj żadnych trudności nie ma?

Jednocześnie – co za przeoczenie! – zostawiono w brewiarzu weresty 22. i 24. psalmu 68, gdzie czytamy o skruszeniu kudłatej głowy grzesznika, brodzeniu we krwi i psach, mających kąsek z wrogów Izraela. (Tu z kolei, przy polskim przekładzie, ja mam trudności natury estetyczno-lingwistycznej, bo nie lubię słowa "kąsek".) W czym ten obraz jest lepszy od poprzednio wspomnianych? Na jakiej podstawie podjęto decyzję o zatrzymaniu go, a wycięciu innych? Mysterium emendatorum.

Być może owe "trudności psychologiczne" są bliźniaczym bratem "względów duszpasterskich", i jak dwa widma nawiedzają liturgię od lat siedemdziesiątych 20. wieku. Czy można zatem mówić o szerszym otwarciu skarbca biblijnego, jak sobie tego życzył święty Sobór, jednocześnie pewne części tego skarbca ukrywając?

A może to tylko ja, zepsuty przez lekturę dawnej poezji greckiej, germańskiej i celtyckiej, nie mam psychologicznych problemów z całym Psałterzem…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.