W którą stronę?

Od jakiegoś czasu chciałem napisać o czytaniu Pisma, ale odkładałem to ad Kalendas Graecas. Trzy drobiazgi w końcu mnie skłoniły do napisania.

Primo, Dominik przesłał mi nuntium breve: Gryź Słowo Boże konsekwentnie.
Secudno, Tomek Dekert napisł w jednym z komentarzy: Słowo Boże proklamowane w liturgii to nie jest coś, co mamy przede wszystkim w dyskursywny sposób "zrozumieć", ale coś czym mamy dać się przesycić (mówienie o "stole Słowa" nie jest pustą metaforą).
Tertio, wczorajsza kolekta, na dzień św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Człowiek podchodzi często do Słowa Bożego jak odkrywca, które chce zdobywać i podbijać, jak władca, który chce panować i decydować. Chce przeniknąć Słowo. Taką próbę można porównać do spuszczenia kropli wody na lniany obrus, z nadzieją, że ta kropla cały obrus zdoła sobą nasączyć i przeniknąć.

Tymczasem nasza lektura Słowa Bożego ma iść w drugą stronę: to ono ma nas przeniknąć. Mamy je gryźć, mamy się nim karmić, tak, ale właśnie po to, aby ono nas mogło napełnić i przeniknąć od środka, abyśmy się nim nasączyli, abyśmy się w nie przemieniali. Stół Słowa stoi obok stołu Eucharystii. Jutro, w 27. niedzielę zwykłą, Kościół będzie modlił się po Komunii, abyśmy przemienili się w to, co przyjmujemy (in id quod sumimus transeamus). [O, czwarty drobiazg nagle się pojawił, nawet nie myślałem, że to będzie jutrzejsza modlitwa, nawiązująca do myśli św. Augustyna.

Słowo Boże ma działać – Słowo Boże to sam Chrystus, który jest Bogiem, a który w nas ma żyć i w nas działać. Nie łudźmy się, że zdołamy przeniknąć Słowo, którego głębokości może przeniknąć tylko Duch Święty (cf. 1 Kor 2:10), Duch, który może nam objawić znaczenie Słowa – On i tylko On, a nie my sami.

Jak się ma do tego kolekta ze wspomnienia św. Teresy? Otóż polski przekład reprezentuje takie właśnie ludzkie, zdobywczo-odkrywcze podejście: prosimy, abyśmy za wstawiennictwem św. Teresy (Bogu dzięki, że chociaż to zachowano) osiągnęli wieczną chwałę. My, my jesteśmy na pierwszym miejscu, my osiągniemy, my zdobędziemy. W łacińskim tekście jest zupełnie inaczej: użyta jest strona bierna, której źródeł można, jak sądzę, szukać w biblijnym passivum divinum: prosimy, aby wieczna chwała Boża nam została objawiona, za wstawiennictwem św. Teresy. To wielka różnica! Już nie my jesteśmy na pierwszym miejscu, ale Bóg. On może nam objawić swoją chwałę, my sami, mimo największych starań, mimo stawania na głowie, zaciskania zębów i napinania się do granic wytrzymałości, nie zobaczymy Jego chwały, nie osiągniemy jej. Tak samo jest z Pismem: Bóg może nam je objawić, objawić jego znaczenie, odsłonić, dać zrozumieć. Jeśli tylko pozwolimy, aby nas przeniknął, w swoim Słowie i w swoim Duchu. Inaczej będziemy tylko sobie schlebiać jak idioci, o których mówi psalmista Pański w 49. psalmie.

Pervade me, Deus, penetra cor meum, permane in visceribus meis. Albo, jeśli ktoś woli modlić się po polsku: usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.