W poszukiwaniu Mądrości (15): Syr 1,14-20

„Początkiem mądrości jest bojaźń Pana [...] Pełnia mądrości to bać się Pana [...] Koroną mądrości – bojaźń Pańska, dająca pokój i czerstwe zdrowie. [...] Korzeń mądrości to bać się Pana.”

Przyznam szczerze, że zawsze miałem problem z tym, co teologia nazywa „bojaźnią Bożą”. Skoro Bóg jest Miłością (1J 4,8), to dlaczego mamy się Go bać? Jeśli „w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk” (1J 4,18), to jak pogodzić Miłość z bojaźnią Bożą? That is the question…

Niewiele mi pomogł artykuł siódmy dziewiętnastej kwestii z secunda secundae sumy Tomasza z Akwinu, która jest wprost poświęcona tematowi daru bojaźni Bożej: „Do zadań bowiem mądrości należy kierować życiem ludzkim według zasad Bożych; z nich to człowiek bierze światło, jak ma Boga poważać i być Mu uległym, w następstwie czego całe jego życie będzie kierowało się według Boga. […] Jak korzeń zawiera w zalążku całe drzewo, tak o bojaźni Bożej mówimy, że jest mądrością” (S.Th. II-II, q.19,a.7). Ok, bojaźń Boża to wskazówka, jak Boga czcić i być Mu posłusznym. Jeśli byłbym Bogiem (tylko przez chwilę, serio), to nie chciałbym, by się mnie bano, by mnie czczono z obawy, lęku, strachu, etc.

Jednak już dwa artykuły dalej znalazłem fragment, który rzucił więcej światła na moje pytania. Bojaźń ludzka, przyziemna (której przykładem może być zaparcie się Piotra), nie jest darem Ducha; podobnie bojaźń niewolnicza, bojaźń bez miłości; „tylko bojaźń dziecięca, szlachetna należy do darów Ducha Świętego” (S.Th. II-II,q.19,a.9). Zaczęło mi świtać. Tak na zdrowy rozum: o bojaźni Bożej z perspektywy językowej można mówić na trzy sposoby. Można bać się Boga, można mówić o bojaźni, która pochodzi od Boga oraz o baniu się o Boga. Tomasz także pisał o trzech rodzajach bojaźni. Ale rozwiązać tę zagadkę najbardziej pomógł mi kardynał Henry Manning, który w swoim Przewodniku życia w Duchu Świętym rozwinął ten temat, pisząc o czterech rodzajach bojaźni.

Najniższa jest bojaźń światowa, która by odpowiadała bojaźni ludzkiej i przyziemnej wg Akwinaty: egoistyczny lęk przed utratą tego, co posiadam. Kolejną jest bojaźń niewolnicza: strach przed Bogiem, który ma nade mną władzę i może mnie ukarać. Trzecia to bojaźń początkująca, wyrastająca z pragnienia zbawienia, znajdująca się gdzieś na pograniczu egoizmu i miłości. I jest wreszcie bojaźń synowska, dziecięca. Bojaźń właśnie o Boga, lęk przed tym, że stracę Kogoś, kogo kocham. Obawa nieobca tym, którzy kochają – i którzy z drżeniem myślą o utracie ukochanej/go, śmierci, rozstaniu. Nie wynika to z lęku o siebie („co ze mną będzie”), lecz z miłości, która stanowi istotę wszystkiego. Dar bojaźni Bożej jest takim właśnie lękiem: o utratę Boga, który mnie kocha i Którego ja kocham. Bojaźń, z której doskonała Miłość usunęła lęk i która w pewien sposób jest tożsama z Miłością. Taka bojaźń jest zarówno korzeniem, jak i koroną Mądrości; jej początkiem i jej pełnią.

***

Na tym się kończą cztery dary Ducha Świętego wspomniane w księgach mądrościowych. Nadchodzą hymny o Mądrości.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Sebastian Gałecki

Sebastian Gałecki na Liturgia.pl

Filozof, etyk i bioetyk, chrześcijanin, teolog-amator, motocyklista, z urodzenia częstochowianin, poszukiwacz pytań i odpowiedzi.