W poszukiwaniu drogi

W dzisiejszej Liturgii Godzin dominuje krótki fragment z Dziejów Apostolskich zawierający opis św. Macieja. Tym, co przede wszystkim przykuwa naszą uwagę, jest problem poszukiwania Bożej woli w podejmowanych przez nas decyzjach. Opis wyboru Macieja, podobnie jak wszystkie inne opisy apostolskich powołań, zdumiewa swoją prostotą i zwięzłością.

Dzieje Apostolskie streszczają okoliczności tego wyboru w bardzo lapidarny sposób, ujmują je w zaledwie kilku zdaniach. Ta przedziwna lakoniczność opisu – można powiedzieć tajemnicze ubóstwo słowa – powinna stać się dla nas ważną wskazówką. Powołanie jest wydarzeniem ściśle duchowym, jest rzeczywistością trudną do wypowiedzenia. Przede wszystkim dwa momenty tego zdarzenia, jak sądzę, skrywają w sobie istotną podpowiedź odnośnie do poszukiwania Bożych dróg w chwili podejmowania ważnych decyzji. Pierwszą z nich wskazuje św. Jan Chryzostom w drugim tekście dzisiejszej Godziny Czytań, o drugiej zaś mówią słowa z Dziejów Apostolskich z responsorium do drugiego czytania.

„(…) a urząd jego niech przejmie kto inny”[Dz 1, 20]. Te słowa psalmu, które stały się zrozumiałe dopiero w obliczu zdrady Judasza, stają się cennym drogowskazem dla św. Piotra. Jeszcze do niedawna sam Chrystus rozpoznawał i wypełniał swoje życie w słowach proroków, odsłaniając ich sens wobec Izraelitów. Teraz zaś św. Piotr mocą Ducha Świętego czyni podobnie: w słowach świętych ksiąg odnajduje pomoc w pasterzowaniu Kościołem. Życie człowieka zapisane jest w Słowie Bożym i choć nie odnajdziemy w Nim dosłownego wezwania do konkretnego działania, to z pewnością odkryjemy w Nim „wartki nurt sensu i mocy”, który dynamizuje nasze indywidualne powołania. Słowo Boże, jeśli tylko czytamy Je z wiarą, nie tylko ma moc odsłaniania Prawdy, czyli Chrystusa, lecz także posiada siłę ukazywania prawdy o rzeczywistości, w której żyjemy. Prawda wyznacza cel, do którego prowadzi nadzieja. Teraz możemy mieć gwarancję dobrze przeżywanej miłości – ostatecznego powołania każdego chrześcijanina.

„Rozdali im więc losy. A los padł na Macieja”[Dz 1, 26]. W tych słowach zdumiewa brak jakichkolwiek tłumaczeń; ku własnemu zdumieniu nie znajdujemy tu odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Nie ma tu wskazywania zalet, podkreślania umiejętności czy porównywania. Ten wybór to dar i tajemnica, rzeczywistość, której w żaden sposób nie można ani przeniknąć, ani wyjaśnić. Kiedy stajemy na rozdrożu, w obliczu podjęcia ważnych, życiowych decyzji, często towarzyszem naszej drogi staje się subtelne, ale zarazem niezwykle jasne przekonanie albo wręcz pewność, rodzaj wewnętrznego światła, że dobrze będzie pójść właśnie tą, a nie inną drogą; że właśnie ta jest nasza, a inne są obce, choć być może równie wartościowe, tak samo dobre. Bardzo często w żaden racjonalny sposób nie możemy wyjaśnić, dlaczego dokonaliśmy takiego, a nie innego wyboru. Źródłem naszej pewności jest jednak wewnętrzny pokój. Jeśli nosimy go w sobie, śmiało możemy przypuszczać, że nasz wybór znajduje swe najgłębsze uzasadnienie w Bogu.

W powołaniu istnieje jednak dalszy etap wzrastania. Raz podjęta decyzja, inspirowana mocą Bożej łaski, z biegiem czasu musi coraz bardziej zakorzeniać się w wierności, a także w głębszym rozumieniu zadań, do których zostaliśmy przeznaczeni. Wezwanie, które odkrywamy w naszym powołaniu, posiada niezwykłą moc wyrywania nas z wiru codzienności. Gdy zdobywamy się na odwagę odpowiedzi i twórczo podejmujemy trud wybranej drogi, musimy – w pewnym sensie – pozostawić za sobą dotychczasowe, dobrze znane okolice i wyruszyć w zupełnie nową wędrówkę, w podróż, której ostatecznego celu po prostu nie znamy. W ten sposób ciężar powołania, który na początku drogi być może przytłoczyłby nas własnym ogromem, zostaje rozłożony na poszczególne etapy naszego życia. Tajemnica powołania, początkowo niejasna i mglista, budząca wiele wątpliwości i obaw, w miarę upływu czasu wypełnia się konkretną treścią, staje się błogosławionym owocem dialogu Boga i człowieka.

Maciej Chanaka OP

 

Zobacz także