W poszukiwaniu genezy chrzcielnego rytu namaszczenia olejem

To jest zapowiedziany ciąg dalszy mego wpisu z 9 sierpnia, który dotyczył genezy rytu nałożenia rąk w liturgii chrzcielnej. W międzyczasie bowiem ukazał się kolejny numer anselmiańskiego półrocznika Ecclesia orans z drugim artykułem pani Laurence Decousu.

Drugi artykuł ma tytuł następujący: „Nałożenie rąk i namaszczenie: badania nad dołączeniem obrzędów dodatkowych w pierwotnych liturgiach chrzcielnych. Część druga: namaszczenie” [L’imposition des mains et onction: recherches sur l’adjonction de rites additionels dans les liturgies baptismales primitives. Deuxième partie: l’onction], Ecclesia orans 34 (2017), s. 369-420.]

Tym razem autorka nie poprzestaje na samej analizie historycznej, ale na końcu swego artykułu formułuje również pewne tezy teologiczno-pastoralne, wobec których jestem zdecydowanie krytyczny. Ale o tym później, w trzecim wpisie, który przygotuję niedługo. Na razie, zgodnie z tytułem, kwestia genezy rytu namaszczenia, bo w tej warstwie artykuł, tak samo jak poprzedni, jest bardzo ciekawy i przekonujący. Nie będę dokładnie omawiał całego tekstu, tylko w ogólnym zarysie napiszę na czym polega problematyka i jakie rozwiązanie proponuje francuska biblistka i teolożka.

Fakty

Zacznijmy od twardych danych. Stary Testament mówi o namaszczeniu w różnych kontekstach, zarówno w sensie dosłownym jak i metaforycznym. W znaczeniu dosłownym mówi się o namaszczeniu kapłanów i królów. Namaszczenie olejem otrzymuje Aaron kiedy jest ustanawiany kapłanem (Kpł 8,12), namaszczenie na królów otrzymują z ręki Samuela najpierw Saul (1 Sm 10,1), potem Dawid (1 Sm 16,13). Równolegle Stary Testament mówi o namaszczeniu metaforycznie, bez odniesienia do jakiegokolwiek obrzędowego namaszczenia olejem, np. słynne proroctwo z Iz 61,1-3 o namaszczeniu przez Boga i posłaniu z misją głoszenia dobrej nowiny ubogim, które to proroctwo Jezus odnosi do siebie na samym początku swej działalności publicznej, krótko po swoim chrzcie w Jordanie (Łk 4,18nn). Nowotestamentalne opisy chrztu nigdzie nie zawierają najmniejszej wzmianki o namaszczeniu olejem, nic też nie upoważnia do tego, aby pojawiające się w innych tekstach odniesienia do duchowego namaszczenia, które wierzący otrzymali od Boga (2 Kor 1,21; 1 J 2,27) interpretować jako aluzje do materialnego namaszczenia. Tym, którego Ojciec namaścił Duchem Świętym i mocą, jest Jezus (Dz 10,38), w którego imię otrzymują chrzest ci, którzy wierzą.

Didache (I/II w.) i św. Justyn w swojej Apologii (ok. 155) również nie wspominają o żadnym rycie namaszczenia. Pierwszym autorem wzmiankującym obrzędowe namaszczenie w kontekście chrztu jest św. Ireneusz z Lionu (+ 202), który w swoim datowanym na ok. 180 r. dziele Przeciw herezjom (I, 21,3-5) wspomina o namaszczeniu balsamem po chrzcie w gnostyckiej sekcie markozjan. Natomiast w kontekście liturgii chrześcijańskiej namaszczenie olejem po chrzcie jest po raz pierwszy wspomniane wprost u Tertuliana w traktacie O chrzcie (7,1-2), napisanym ok. roku 200. Odtąd namaszczenie stanie się już stałym elementem liturgii chrzcielnej, większość lokalnych Kościołów zaczęła praktykować je po chrzcie, w Syrii natomiast stało się ono rytem przedchrzcielnym.

Namaszczenie: od kiedy?

Powyższe fakty wymagają interpretacji. Najpierw – od kiedy faktycznie namaszczenie mogło stać się elementem liturgii chrzcielnej? Tertulian poświadcza je ok. roku 200 nie jako nowość, ale jako element już istniejący. Św. Ireneusz ok. 180 r. zaświadcza, że taki ryt praktykują odłączone sekty. Jest absolutnie wykluczone, żeby ryt powstał najpierw w gnostyckich sektach, a następnie z nich przeszedł do Kościoła. Musiało być odwrotnie. Namaszczenie musiało najpierw zostać przyjęte w niektórych wspólnotach Kościoła katolickiego i potem praktykowane w sektach, których założyciele już znali je z liturgii katolickiej. Zatem terminus ad quem początku rytu namaszczenia w liturgii chrzcielnej trzeba wyznaczyć mniej więcej około roku 150, na pewno nie później.

Namaszczenie: dlaczego?

Pytanie bardziej zasadnicze: jaki był sens wprowadzenia namaszczenia do liturgii chrzcielnej? Teza Laurence Decousu jest jednoznaczna: chodziło o zewnętrzny znak tytułu „chrześcijanin” (gr. christianos, łac. christianus). Autorka szczegółowo analizuje użycie nazwy „chrześcijanin” w Nowym Testamencie i w najstarszej literaturze kościelnej i dochodzi do wniosku, że upowszechnienie się nazwy „chrześcijanie” wśród samych uczniów Jezusa nastąpiło w I połowie II w., a więc krótko przed przyjęciem w Kościele rytu namaszczenia. Do tego czasu nazwa „chrześcijanin” używana była przez samych chrześcijan bardzo rzadko. Nowy Testament stosuje ją tylko trzykrotnie, za każdym razem w kontekście relacji ze światem zewnętrznym (Dz 11,26; Dz 26,28 i 1 P 4,16), a do połowy II w. stosuje się ją prawie wyłącznie w pismach apologetycznych. Należy więc przyjąć, że nazwa ta została wierzącym nadana z zewnątrz, u pogan miała konotacje pogardliwe i bardzo powoli była przyjmowana przez samych wyznawców Chrystusa, którzy sami siebie określali jako „wierzących”, „braci”, „świętych” czy „uczniów”. Imię „chrześcijanin” nadane przez świat pogański jako znak hańby, zostało następnie uświęcone świadectwem męczenników i jako takie z dumą przyjęte wreszcie przez samych chrześcijan jako określenie ich tożsamości, co na końcu znalazło swój liturgiczny wyraz w rycie namaszczenia.

Sama nazwa „chrześcijanin” wywodzi się od tytułu „Chrystus” i określa relację wierzącego z Chrystusem i z Duchem Świętym. Chrześcijanin to ten kto przynależy do Chrystusa, a wg Nowego Testamentu do Chrystusa należy ten kto ma Ducha Świętego (Rz 8,9).

Ryt namaszczenia został bardzo szybko przyjęty w całym chrześcijaństwie. Dlaczego tak się stało? Autorka proponuje następujące wyjaśnienie: w II wieku bardzo wiele grup, także heretyckich, aspirowało do nazywania się chrześcijanami i stosowało wspólny wszystkim uczniom Chrystusa ryt zanurzenia w wodzie złączony z wyznaniem wiary. Stąd potrzeba dodatkowego obrzędu, stanowiącego swoisty „certyfikat autentyczności”. Znakomicie się do tego nadawał obrzęd namaszczenia, głęboko zakorzeniony w Biblii. Kiedy jednak ryt namaszczenia przeszedł do tworzących się nowych sekt, Kościół szybko zaradził tej sytuacji, zastrzegając prawo błogosławienia oleju wyłącznie biskupom, co od starożytności stało się wspólnym prawem tak Wschodu jak Zachodu.

Dwie teologie i praktyki namaszczenia: łacińska i grecka

W teologii łacińskiej namaszczenie uzyskało interpretację chrystologiczną, a w teologii greckiej pneumatologiczną. Teologia łacińska, poczynając od Tertuliana, łączyła namaszczenie olejem z tytułem Chrystus (czyli Pomazaniec), zaś grecka bardziej akcentowała Chrystusowe namaszczenie Duchem Świętym (np. Orygenes w Homiliach do Księgi Kapłańskiej czy św. Cyryl w trzeciej Katechezie mistagogicznej). Nie są to teologie sprzeczne ze sobą ale komplementarne, a u podstaw tej różnicy znajdują się kwestie językowe. Łacina chrześcijańska dokonała kalki z języka greckiego, przyjmując lekko tylko zlatynizowany tytuł Christus. Słowo to samo przez się nie oznaczało po łacinie niczego i wymagało objaśnień, stąd skupienie uwagi na samym tytule. Od konieczności takich objaśnień wolni byli z kolei autorzy greccy, którzy w naturalny sposób bardziej skoncentrowali się na oleju jako znaku Ducha Świętego, którym został namaszczony Jezus. Konsekwencją tej różnicy teologicznej były także pewne różnice liturgiczne. Na Wschodzie ryt namaszczenia stał się częścią obrzędu pojednania pokutników i heretyków, na Zachodzie zaś nie. Skoro wg teologii greckiej olej jest znakiem daru Ducha Świętego, oczywistym jest ryt namaszczenia tych, którzy utracili Ducha przez grzech lub nie posiadali Go będąc poza Kościołem katolickim. Łaciński Zachód z kolei nie stosował namaszczenia przy pojednaniu, nie traktując oleju jako znaku daru Ducha. Ryt namaszczenia, następujący bezpośrednio po chrzcie, został zinterpretowany na Zachodzie jako swego rodzaju dopełnienie rytu wody i tak samo jak ryt wody uznany za niepowtarzalny. Autorka zwraca uwagę na formułę namaszczenia w łacińskim przekładzie Tradycji apostolskiej: „Namaszczam ciebie olejem świętym w imię Jezusa Chrystusa” – nie tylko mamy tu chrystologiczną interpretację namaszczenia, ale wręcz użycie tej samej formuły „w imię Jezusa Chrystusa”, którą Dzieje Apostolskie stosują do chrztu.

Jedno jeszcze wymaga doprecyzowania. Autorka bardzo mocno podkreśla, że olej był w teologii greckiej postrzegany jako znak daru Ducha Świętego, ale nie jako środek przez który przychodzi Duch Święty. Jej zdaniem przez całą epokę Ojców Kościoła, a nawet jeszcze dłużej, pozostawała w mocy pierwotna pneumatologia, zgodnie z którą przyjście Ducha dokonuje się z wolnej inicjatywy Boga, niezależnie od jakiegokolwiek działania rytualnego, a jedynym ludzkim warunkiem jest szczerość serca człowieka wierzącego. Uprzedzając nieco wpis kolejny, zaznaczam, że właśnie w tym punkcie zaczynają się moje zastrzeżenia do jej tekstu. A ściślej, nie mam żadnej trudności w przyjęciu, że taka właśnie była pneumatologia w pierwszych dwóch wiekach, mam zastrzeżenia co do jej rozciągania daleko poza ten czas i do dalszych wniosków, które autorka z tego wyciąga. Ale o tym następnym razem.

Namaszczenie po- lub przedchrzcielne

Większość liturgicznych obrządków przyjęła namaszczenie jako ryt pochrzcielny. Jednak w Syrii namaszczenie rozumiane jako znak daru Ducha Świętego poprzedzało ryt zanurzenia w wodzie. Najobszerniejsze studia nad przedchrzcielnym namaszczeniem w liturgii syryjskiej prowadziła niemiecka orientalistka Gabriele Winkler, liturgistka ze szkoły Antona Baumstarka, współpracowniczka o. Roberta Tafta SJ. Winkler, jak zauważa Decousu, zdecydowanie przesadnie połączyła praktykę syryjską z biblijnym paradygmatem chrztu Jezusa w Jordanie, gdzie centralnym wydarzeniem jest zstąpienie Ducha pod postacią gołębicy. Zstąpienie to nastąpiło przecież po wyjściu Jezusa z Jordanu. Usytuowanie namaszczenia przed chrztem lub po nim to, zdaniem Decousu, kontynuacja dwóch nowotestamentalnych modeli inicjacji, nazwanych przez autorkę „juedochrześcijańskim” i „pogańskim”. Wzorem modelu „juedochrzecijańskiego” jest wydarzenie z dnia Pięćdziesiątnicy, kiedy w następstwie kerygmatu Piotra słuchacze nawracają się, a Piotr mówi: „Niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz 2,38). Z kolei wzorem modelu „pogańskiego” jest wydarzenie w domu setnika Korneliusza, gdy Duch Święty zstępuje na zgromadzonych pogan w czasie przepowiadania przez Piotra kerygmatu i w następstwie tego faktu Piotr decyduje się ochrzcić Korneliusza, jego domowników i towarzyszy (Dz 10,44-48). Zgodnie z modelem pierwszym namaszczenie sytuuje się po chrzcie, zgodnie z drugim zaś przed chrztem. Jak zauważa Decousu, w homiliach Orygenesa, głoszonych w Cezarei (miejsce geograficznie bliskie Syrii), nie brak odniesień do współczesnych mu katechumenów, którzy już otrzymali Ducha Świętego.

c.d.n.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....