W poszukiwaniu genezy pochrzcielnego rytu nałożenia rąk

W najnowszym numerze anselmiańskiego półrocznika Ecclesia orans przeczytałem bardzo interesujący artykuł na temat genezy obrzędu nałożenia rąk z modlitwą o Ducha Świętego jako stałego elementu liturgii chrzcielnej. Artykuł jest kolejnym dowodem na to, że historykom liturgii nigdy nie zagrozi bezrobocie.

Pełny tytuł artykułu brzmi: „Nałożenie rąk i namaszczenie: badania nad dołączeniem obrzędów dodatkowych w pierwotnych liturgiach chrzcielnych. Część pierwsza: nałożenie rąk” [L’imposition des mains et onction: recherches sur l’adjonction de rites additionels dans les liturgies baptismales primitives. Première partie: l’imposition des mains], Ecclesia orans 34 (2017), s. 11-46. Autorką jest Laurence Decousu, Francuzka, absolwentka jerozolimskiej Ecole Biblique i doktor teologii uniwersytetu Marka Blocha w Strasburgu.

Nie będę tutaj dokładnie omawiał całego artykułu, przedstawię pokrótce problematykę podjętą przez autorkę oraz jej główną tezę. Chodzi o to jak i kiedy doszło do tego, że nałożenie rąk z modlitwą o Ducha Świętego stało się integralną częścią liturgii inicjacji chrześcijańskiej we wczesnym Kościele. Dane, które posiadamy, są bowiem następujące. Mamy opisane w Dziejach Apostolskich trzy przypadki nałożenia rąk po chrzcie lub przed nim: Dz 8, 14-17 (Piotr i Jan w Samarii); 9, 17 (Ananiasz i Szaweł – nałożenie rąk przed chrztem) i 19, 1-7 (Paweł i grupa uczniów w Efezie). Redaktorzy Biblii Tysiąclecia opatrzyli tekst Dz 8, 14-17 przypisem stwierdzającym, iż jest to tekst klasyczny stwierdzający istnienie w Kościele pierwotnym sakramentu bierzmowania, różnego od chrztu. Również tekst Hbr 6, 2, wspominający razem „naukę o obmyciach” (zapewne chrzcielnych) i o „nakładaniu rąk” najczęściej bywa rozumiany jako świadectwo praktykowania nałożenia rąk po chrzcie dla udzielenia Ducha Świętego. Jednakże w Dziejach mamy także opisane przypadki chrztu bez żadnej wzmianki o nakładaniu rąk (np. Dz 2, 41 – chrzest w dniu Pięćdziesiątnicy; 10, 48 – chrzest Korneliusza; 16, 15 – chrzest Lidii; 17, 33 – chrzest strażnika więziennego w Filippi). Ponadto najważniejsze źródła opisujące liturgię chrzcielną w II wieku (DidacheApologia św. Justyna) milczą całkowicie na temat jakichkolwiek rytów chrzcielnych poza rytem wody. Milczenie to jest czymś frapującym dla historyków liturgii, którzy próbują rozmaicie je interpretować. Pierwszym chronologicznie autorem poświadczającym ryty namaszczenia olejem i nałożenia rąk zaraz po chrzcie jest Tertulian w traktacie O chrzcie (ok. 200 r.). Równolegle nałożenie rąk z modlitwą o Ducha Świętego staje się integralną częścią obrzędu pojednania heretyków i pokutników. Jak poświadcza Tertulian, już katechumeni przed chrztem są przestrzegani przed możliwą utratą Ducha Świętego przez ciężki grzech po chrzcie i pouczani o możliwej drugiej pokucie (pierwszą pokutą jest bowiem sam chrzest).

Co w związku z tym? Laurence Decousu proponuje następujące rozwiązanie. W Kościele czasów apostolskich i poapostolskich przyjście Ducha Świętego na nowo chrzczoną osobę nie łączyło się z żadnym działaniem rytualnym jak namaszczenie czy nakładanie rąk. Nie istniał żaden inicjacyjny ryt liturgiczny poza samym rytem wody. O przyjściu Ducha decyduje wówczas całkowicie wolna inicjatywa Boga oraz prawidłowa dyspozycja wewnętrzna neofity. Obecność Ducha Świętego była rozpoznawana przez zewnętrzne przejawy, takie jak dary charyzmatyczne, żarliwość w wierze, duchowa moc itd. Przyjście Ducha Świętego mogło nastąpić po chrzcie lub przed nim (np. casus setnika Korneliusza w Dz 10). Jedynie w przypadku braku przejawów obecności Ducha u nowo ochrzczonych lub przeszkód stawianych przez człowieka uciekano się do wstawienniczej modlitwy z nałożeniem rąk dla zaradzenia temu brakowi. To byłby zarówno przypadek Samarytan, u których nie stwierdzono przejawów działania Ducha (Dz 8, 14-17), jak też Szawła, którego sytuacja egzystencjalna w Damaszku była, eufemistycznie mówiąc, bardzo szczególna (Dz 9, 17) i uczniów w Efezie, którzy dotąd nie wyznawali prawowitej wiary w Jezusa jako Mesjasza (Dz 19, 1-7). Tak więc te trzy przypadki opisane w Dziejach byłyby świadectwem zaradzania napotkanym anomaliom a nie znakiem normalnego działania obrzędowego. W tym kontekście łatwo zrozumieć czemu nałożenie rąk z modlitwą o Ducha Świętego szybko stało się elementem obrzędu pojednania – gest praktykowany jako wstawiennictwo w sytuacjach braku przejawów działania Ducha w neoficie łatwo stał się także częścią wstawienniczej modlitwy Kościoła nad tymi, którzy utracili Ducha przez grzech lub przez odpadnięcie od jedności wiary. Gdy zaś chodzi o fragment Listu do Hebrajczyków, wymieniający jednym ciągiem „naukę o obmyciach” i o „nakładaniu rąk” (Hbr 6, 2), autorka proponuje, aby widzieć tu już zalążek nauki o wspomnianej drugiej pokucie. Owo „nakładanie rąk” byłoby zatem zaczątkiem praktykowania tego gestu w kontekście pokutnym. W II wieku nadal nie praktykuje się nakładania rąk w normalnej liturgii chrzcielnej, stąd milczenie Didache i św. Justyna. Sytuacja zmienia się dopiero w drugiej połowie II wieku, gest nałożenia rąk zaczyna być wówczas praktykowany jako stały element liturgii chrzcielnej, co na przełomie II i III wieku poświadcza Tertulian. Dla zilustrowania zachodzącej zmiany praktyki autorka zestawia razem cytaty z dwóch starożytnych pism liturgiczno-kanonicznych: Didaskaliów apostolskich (ok. 230) i Konstytucji apostolskich (ok. 380). Autor Didaskaliów pisze w kontekście pojednania dokonanego przez nałożenie rąk (II, 41, 2), że Ducha Świętego otrzymuje się „albo przez nałożenie rąk albo przez chrzest” (aut per manus impositionem aut per baptismum accipiunt participationem spiritus sancti). Sformułowania tego nie ma już w Konstytucjach, dla których Didaskalia były jednym z najważniejszych źródeł.

Jedną rzecz trzeba tu jasno podkreślić dla uniknięcia nieporozumień. Nie o to chodzi, że Duch Święty w pierwotnym Kościele jest udzielany przez chrzest z wody a nie przez nałożenie rąk. Przyjście Ducha Świętego w Kościele epoki Nowego Testamentu jest niezależne od jakiegokolwiek działania rytualnego, zaś nałożenie rąk praktykowane w przypadku stwierdzenia braku Ducha nie jest rytem, przez który przychodzi Duch Święty, ale gestem wstawienniczym, złączonym z błaganiem o przyjście Ducha. W czasach Tertuliana perspektywa jest już inna, tu już dokonuje się pewna rytualizacja udzielania Ducha Świętego neofitom.

Artykuł pani Decousu przeczytałem z dużym zainteresowaniem i uważam jej hipotezę za bardzo poważną i godną uwagi. Jej tekst znakomicie ilustruje tezę o. Roberta Tafta, że postęp w badaniach historycznych dokonuje się nie przez gromadzenie nowych danych ale przez znalezienie odpowiedniego klucza do interpretacji danych już posiadanych. Hipoteza Laurence Decousu jest naprawdę nowatorska, ale przekonująco za jednym zamachem wyjaśnia trzy istotne sprawy: rozbieżności między różnymi tekstami Pisma Świętego w kwestii inicjacyjnego nakładania rąk, fakt milczenia ważnych źródeł z II w. nt. rytów pochrzcielnych (tych rytów po prostu by nie było!) oraz obrzędowe podobieństwo między późniejszym bierzmowaniem a pojednaniem heretyków i pokutników (oba ryty wywodziłyby się ze wspólnego źródła). Wielką zaletą jej studium jest poważne potraktowanie Nowego Testamentu jako świadectwa liturgicznej praktyki pierwotnego Kościoła. Są dwa podstawowe błędy w jakie wpadają badacze dziejów liturgii: pomijanie lub przynajmniej bardzo powierzchowne traktowanie Nowego Testamentu jako świadectwa liturgicznego albo projektowanie na teksty Nowego Testamentu późniejszych praktyk liturgicznych Kościoła. Wspomniany wyżej przeze mnie przypis z Tysiąclatki do Dz 8, 14-17 to właśnie typowy przykład drugiego błędu, do tej notki nigdy nie miałem zaufania.

Jak widzę z kwerendy w sieci, są to kwestie które Laurence Decousu drąży już od jakiegoś czasu. Przed dwoma laty ukazała się jej książka Utrata i odzyskanie Ducha Świętego w starożytnym Kościele. Pojednanie heretyków i pokutników na Zachodzie od III wieku do Grzegorza Wielkiego [oryg.: La perte de l’Esprit Saint e son recouvrement dans l’Eglise ancienne. La réconciliation des héretiques et des pénitents en Occident du IIIe siècle jusqu’à Grégoire le Grand], Leiden, Brill 2015. A w internecie jest dostępny artykuł dość podobny do tego z Ecclesia orans: „Liturgia chrzcielna i dar Ducha u początków chrześcijaństwa: zapomniana pneumatologia” [Liturgie baptismale et don de l’esprit aux origines chrétiennes : une pneumatologie oubliée], Revue des sciences religieuses 89 (2015), s. 47-66:

http://rsr.revues.org/2461

Kto czyta w języku Moliera, może się zapoznać.

Artykuł z najnowszego numeru Ecclesia orans to dopiero część pierwsza. W następnym numerze ukaże się ciąg dalszy, czyli analogiczne studium na temat rytu namaszczenia olejem po chrzcie oraz próba odpowiedzi na pytanie dlaczego oba te elementy obrzędowe (namaszczenie i nałożenie rąk) stały się częścią liturgii chrzcielnej. Już teraz z niecierpliwością czekam na tę publikację i nie omieszkam zrobić z tego kolejnej notki na blogu.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....