Walka konserwatystów z liberałami

Nie zastanawiało Cię nigdy, dlaczego poglądy i decyzje zgodne z światopoglądem konserwatywnym, budzą tyle emocji, a poczynania liberałów są tak ochoczo przyjmowane? Dlaczego konserwatysta domagający się utrzymania kary śmierci jest zawsze wrogiem publicznym, a liberał wypuszczający na wolność mordercę po 15 latach więzienia jest rozsądny?

Takie i podobne pytania zawsze mnie nurtowały. Szczególnie ostatnio w kontekście decyzji papieża Benedykta XVI. Różni etatowi komentatorzy szeroko rozpisują się na temat decyzji papieża i przeciwstawiają sobie Jana Pawła II i Benedykta XVI. Nie zadowalają mnie jednak teksty czy to p. Zdorta, a tym bardziej p. Obirka. Obaj, na swój sposób, próbują szerzej opisać pobudki "konserwatywnego" papieża. (Nota bene, nie spotkałem w historii Kościoła papieża liberała – dzięki Bogu.) Punkt wyjścia jest jednak mylny, a więc i wyciągane wnioski są warte niewiele. Na szczęście tym razem panie: Czaczkowska i Petrowa-Wasilewicz, stanęły na pozycji zdrowego rozsądku i przedstawiły trafną polemikę z D. Zdortem. Nie będę się rozpisywał na ten temat. Zainteresowanych porównaniami pontyfikatów odsyłam do Rz. Chciałbym jednak napisać słów kilka o wartości konserwatyzmu. Interesuje mnie oczywiście wyłącznie z perspektywy duchowej, a nie politycznej.

Sądzę, że dwie cechy konserwatyzmu są ważne i mają wartość ze względu na rozwój wiary: przywiązanie do tradycji i wierność. O tradycji Chesterton pisał, że jest "demokracją umarłych". To kapitalne stwierdzenie. Uczy liczyć się z głosami tych, którzy odeszli. Utrąca aroganckie przekonanie o wyższości racji podzielanych przez większość uprawnioną do głosowania. Rękawicą realizmu policzkuje demokratycznych marzycieli. W Kościele, jak mało gdzie, liczy się tak samo głos martwych jak żywych. Równouprawnieni do głosowania są jedni, jak i drudzy. Z tym zastrzeżeniem, że ci pierwsi już swój głos oddali, a niekiedy oddali za niego i swoje życie. Konserwatyzm w ramach Kościoła to zwykły szacunek do świętych i owoców ich życia. Dlatego stróże tradycji tak niechętnie patrzą na bezczelność progresistów. Nie z lęku i takiego czy innego stosunku do współczesności. Istotny jest stosunek do przeszłości. Są przekonani, że tym, którzy odeszli, należy się cześć i szacunek, obrona ich poglądów i decyzji, sensu ich życia. Warto o tym pomyśleć, zanim się skrytykuje papieża, zarzuci mu się lęk przed przyszłością i podobne bzdury.

Druga cecha warta uwagi: wierność. Liberałowie cechują się zmiennością. Tak już jest. To nie jest stwierdzenie wartościujące. W istotę liberalizmu wpisana jest zmienność. Pewnego rodzaju aksjomatem liberalizmu jest stwierdzenie: "Gdyby coś poza prawem do wolności (rozumianej jako prawo do zmiany) było trwałe, wówczas należałoby to zmienić". Konserwatyzm przeciwnie – definiuje rzeczy niezmienne, w których obronie staje. Katolicki konserwatyzm działa podobnie, ale nie tak samo. Nie tyle znajduje to, co trwałe, ile ufa, że to, co zostało przekazane współczesnym pokoleniom chrześcijan, ma być zabezpieczone i przekazane dalej. Katolik konserwatysta nie tyle definiuje zbiór jakiś podstawowych prawd, ile wiernie trwa przy tych, które otrzymał. Można powiedzieć, że to taki mało zdolny uczeń, który co najwyżej powtórzy własnymi słowami to, czego się nauczył. Nie ma w nim czaru brylujących młodocianych poetów, którzy na 14 lutego wysyłają własne wiersze, zamiast zniżyć się do powtórzenia Sonetów Shakespeare’a. Katolik woli powtórzyć wiersz Shakespeare’a lub podać jego nowy przekład. Bierze się to stąd, że wierność dziedzictwu traktuje jako bezpośredni związek z Bogiem. (Proszę zwrócić uwagę na tę cechę w wywiadzie publikowanym przez DOL.) Oczywiście taka postać wierności podatna jest na błędy. Można zaufać i pozostać wiernym treściom, które nie są bezpośrednim odniesieniem do Boga. W większości przypadków celność opisanej postawy jest nie do przecenienia. W sensie duchowym upodabnia do Stwórcy, który wiernie strzeże swoich słów. Stąd papieże, którzy strzegą depozytu wiary i moralności są namiestnikami Chrystusa, podobnymi do Niego, który wiernie strzegł Bożej obietnicy odkupienia.

Gdy zaczynałem interesować się polityką międzynarodową, w Washington DC na urzędzie prezydenta zasiadał Ronald Raegan, w Londynie Margaret Thatcher piastowała urząd Prime Minster, a w Watykanie rządy sprawował Jan Paweł II. W oparciu o poglądy i postępowanie tej trójcy wyrobiłem sobie przekonanie na temat konserwatyzmu. W tamtym czasie na arenie międzynarodowej postrzegano ich jako obrońców fundamentalnych acz odchodzących w zapomnienie wartości zachodniej kultury. Liberałowie przeprowadzali działania wojenne na klarownej linii frontu: ostrzelać któregoś z nich. Piszę o tym dlatego, że teraz sprawy mają się inaczej: tylko w Watykanie zasiada ktoś, kto broni "old time religion". Można posądzać go o ideologiczną ciasnotę, o nieprzystosowanie do współczesnego świata, o pancerny szyszak na głowie. Można, ale po co? Proponuję na przekór liberalizującym komentarzom, być konserwatystą, a więc katolikiem.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.