Wiara Boga w człowieka

Wielki Wtorek, lit. słowa: Iz 49,1–6; J 13,21–33.36–38

Przedziwna jest wiara Boga w człowieka i zwycięstwo jego sumienia! Mówiliśmy o tym wczoraj. W dzisiejszych czytaniach zaskakuje nas z kolei Jego działanie, które jest paradoksalne: dokonuje się przez słabość i małość człowieka. 

Mówiliśmy wczoraj o Piotrze i Judaszu. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zapowiada ich działanie: zdradę Judasza i zaparcie się Piotra. Nie tylko dziwi, że Jezus to wszystko wiedział, ale ponadto akceptował i – co może jeszcze bardziej zaskakujące – mimo słabości Piotra, mimo jego zaparcia się, to właśnie jego Jezus wybrał na „skałę”. Wcześniej powiedział do niego: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18). a po zmartwychwstaniu – w Galilei, nad jeziorem, kiedy się spotkał z uczniami, właśnie Piotra wybrał na pasterza owiec. Było to nie do uwierzenia. Po ludzku oceniając, powinien wybrać Jana, który jako jedyny wytrwał przy Mistrzu aż do ostatniej chwili, jemu zresztą pod krzyżem przekazał swój testament. Dlatego też Piotr, wydaje się, wyczuwając tę sytuację, zapytał Jezusa właśnie o Jana: Panie, a co z tym będzie? (J 21,21). Pan Jezus odpowiedział mu: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną (J 21,22).

Droga Bożego zbawienia przechodzi przez ludzką słabość i to zarówno w przypadku, tych, którzy są powołani do kontynuowania dzieła Bożego, jak i w odniesieniu do tych, którzy stają się wrogami dzieła Bożego. Taką postacią był np. Piłat. Jak wiemy, skazał on Jezusa na śmierć, wiedząc, że nie ma podstaw do takiego wyroku. Mało tego, Ewangelista mówi, że starał się nawet Jezusa uwolnić i – aby zadowolić tłumy – kazał Go tylko ubiczować. Ostatecznie przeląkł się szantażu Żydów: Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi (J 19,12). Piłat, jak się okazało, mały, choć czasem okrutny człowiek, skazał Jezusa z lęku. Kiedy się spojrzy na jego dalsze losy, to widać, jak dramatyczną był postacią. Pan Jezus w rozmowie z nim powiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry (J 19,11). Piłat wiedział o tym i robił wszystko, aby przypodobać się cesarzowi. Ale ostatecznie to, czego się zląkł w procesie Jezusa, mianowicie donosu Żydów na niego do cesarza, spełniło się i przez taki donos został nie tylko usunięty ze stanowiska, ale ponadto popadł w niełaskę u cesarza. Jego kariera została całkowicie przekreślona. Skazano go na wygnanie i tam albo popełnił samobójstwo, albo został otruty. Ponadto jego małżeństwo się rozpadło. Żona, której rady podczas procesu Jezusa nie posłuchał, odeszła od niego.

Przedziwnie Bóg pisze całą historię zbawienia człowieka na krzywych liniach ludzkiej słabości! Co jednak najbardziej zaskakujące, to fakt, że taki jest wybór Boży. Genialnie ujął tę prawdę i jej sens później św. Paweł, człowiek, który w swoim życiu tego na sobie doświadczył. Pisze on: Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7). To wydaje się wyrażać doświadczenie Sługi Jahwe z dzisiejszego pierwszego czytania. Mówi on:

Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą (Iz 49,4n).

Jedna z najbardziej podstawowych prawd w życiu duchowym mówi: wszystko, co autentycznie dokonuje się w nas, wszystko, co nas rozwija, jest dziełem Boga. My jedynie jesteśmy współpracownikami tego Bożego działania. Wszystko jest łaską. Ale też łaska jedynie wówczas działa skutecznie, kiedy ją przyjmujemy i pozwalamy jej działać w nas. Największymi wrogami naszego prawdziwego wzrostu jesteśmy my sami, a konkretnie nasze mniemanie, że sami mamy sobie poradzić i sami mamy się okazać doskonałymi. Takie przekonanie jest wzmocnione przez istniejące u nas od wieków skoncentrowanie na moralnym wymiarze życia. Prawo moralne jest czymś zasadniczym w życiu i aby być autentycznie wierzącym, musimy żyć zgodnie z moralnymi zasadami, jednak jeżeli życie wiary sprowadzi się tylko do moralności, to następuje fatalne uproszczenie. Wydaje się wówczas, że sami musimy okazać się przed Bogiem doskonałymi, że otrzymujemy zbawienie jako nagrodę za nasze dobre postępowanie. Oczywiście w pewnym wymiarze jest to prawda. Niemniej jesteśmy zbawieni przez łaskę, a nie przez własny wysiłek, przez własną doskonałość. i w tym kontekście pojawia się słabość i jej rola w zbawieniu. To dzięki doświadczeniu swojej własnej słabości pojawia się możliwość prawdziwego otwarcia na działanie Boga w nas.

Tak stało się ze św. Piotrem. Dopiero kiedy upadł, poznał swoją słabość i był w stanie na tyle otworzyć się na działanie Boga w sobie, że mógł stać się skałą. w dialogu po zmartwychwstaniu Pan Jezus pytał go jedynie o miłość: Czy Mnie kochasz? Kiedy Jezus zapytał o to już trzeci raz, Piotr powiedział: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham (J 21,17). Piotr wiedział, że niewiele sam wie o sobie, że to, kim jest i co w nim tkwi, wie jedynie Bóg. Ta świadomość, która jest pokorą, stała się dla niego podstawą otwarcia na Boże działanie. Później to właśnie św. Piotr wprowadził pogan do Kościoła. Był to szok dla Żydów i wydaje się, że tylko dzięki przyjęciu doświadczenia własnej słabości Piotr mógł zrozumieć ogrom Bożej miłości. Później wspólnota uczniów w Jerozolimie zdumiewała się: A więc i poganom udzielił Bóg [łaski] nawrócenia, aby żyli (Dz 11,18). w ten sposób zaczęło się realizować to, co zapowiedział Izajasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu:

To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (Iz 49,6).

Zasada Bożego działania idzie przez ludzką słabość, odnosi się także do samego Jezusa. w Jego przypadku przejawia się ona w konieczności powstrzymania swojej mocy i przyjęcia ludzkiego cierpienia z całą jego konsekwencją. Mimo ogromnego ludzkiego lęku przyjmuje je Pan Jezus w Ogrójcu. Później autor Listu do Hebrajczyków napisze:

A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. a gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają (Hbr 5,8n).

Przyjęcie własnej słabości staje się dla nas ogromną szansą autentycznego otwarcia na Boga. Na tym chyba zasadniczo polega dzisiaj przyjęcie własnego krzyża i przez to autentyczne wejście do grona Jego uczniów.

 

Włodzimierz Zatorski OSB

 

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także