Wiara czyli szczęście

„Wiara rozpoczyna w nas życie wieczne; wiara bowiem nie jest niczym innym, jak poznawaniem Boga. Dlatego mówi Jezus: «To jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga» (J 17,3). To poznawanie Boga zaczyna się teraz przez wiarę, a osiągnie wypełnienie w życiu przyszłym, kiedy to poznamy Boga takim, jakim jest. Czytamy w Liście do Hebrajczyków, że «wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy» (11,1). Nikt zatem nie osiągnie szczęścia wiecznego, które jest prawdziwym poznawaniem Boga, jeśli przedtem nie oglądał Go w wierze. Czytamy o tym u św. Jana: «Szczęśliwi, którzy nie widzieli, a uwierzyli» (J 20,29)” (In Symb. Proem.).

Św. Tomasz z Akwinu przygotowując wielkie dzieło, już po jego śmierci nazwane przez potomnych Złotym Łańcuchem, starannie kolekcjonował i porządkował komentarze Ojców Kościoła do czterech Ewangelii. Powstał w ten sposób obszerny i bezcenny zbiór wypowiedzi wielkich teologów pierwszych wieków chrześcijaństwa, świadectwo wielowiekowej duchowej lektury Ewangelii. Znajduje się w nim piękny fragment wyjęty z dzieła św. Jana Złotoustego: „bogactwa, królestwa, władza są w obliczu Jednorodzonego Boga jak cień i kwiat, który przemija. Nic z tych rzeczy nie jest u Niego godne podziwu, nic wielkie ani cenne. Tylko wiarę podziwia, tylko ją ceni”. (Ew. O.K., s. 113). Pozwólmy ogarnąć się tym uczuciem podziwu i sami przyjrzyjmy się naszej wierze, która trwa w nas mocno, będąc jednocześnie, tak delikatna; która cała jest darem Bożym, ale zależy od naszego wyboru; która jest jasnością, ale jakże często pogrąża nas w mroku niewiedzy: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu” (Mk 9,24).

Jeżeli chcemy przyjrzeć się naszej wierze, a przewodnikiem uczyniliśmy św. Tomasza, to pierwszą rzeczą, na której powinniśmy skupić uwagę jest nasza zdolność do poznawania. Kiedy spróbujemy chociaż na chwilę jakby „stanąć obok siebie” i spojrzeć na nas samych jak ktoś, kto widziałby człowieka po raz pierwszy, dostrzeżemy wtedy w nas jakąś wielką otwartość na świat, nawet nadwrażliwość na dotknięcia, czasem ciosy przychodzące z otaczającej nas rzeczywistości. Umysł poszukuje istoty rzeczy, przemierza nieskończone przestrzenie trudnych abstrakcyjnych zagadnień; zmysł dotyku jest w nas tak czuły, że motyl nie może niepostrzeżenie usiąść na naszej dłoni. Istna burza gradowa doświadczeń, tak różnorodnych, cielesnych i duchowych, która spada na nas w każdej sekundzie życia jest przecież przez nas wchłaniana i porządkowana. Nietrudno więc dojrzeć w człowieku istotę stworzoną przez Boga po to, by poznawać.

Św. Tomasz z Akwinu przyglądał się z wielką uwagą ludzkiej zdolności do poznawania. Cytując greckiego mędrca Arystotelesa, napisał, że dusza człowieka jest w pewnym sensie wszystkim. Jak to rozumieć? Wystarczy zauważyć, że dusza człowieka chce ogarniać wszystko, być wszędzie i zawsze, a najmocniej, nawet, gdy nie jest tego świadoma, chce poznawać Boga, wpatrywać się w Niego, być w Nim i dla Niego. Warto zapamiętać, może nawet mocniej wczuć się w Tomaszową wrażliwość na ludzkie poznawanie Boga i świata. „Kontemplacja prawdy leży w naturze człowieka, gdyż jest stworzeniem rozumnym. Z tego zaś wynika, że wszyscy ludzie z natury pragną poznawać i w poznaniu znajdują radość” (ST, 2-2,180,7).

Jeżeli postawilibyśmy św. Tomaszowi pytanie o to, co w ludzkim poznaniu jest najbardziej niezwykłego, prawie na pewno odpowiedziałby, że jest tym nasza zdolność do poznawania Boga. Człowiek został stworzony, by poznawał swojego Stwórcę. Pragnienie poznania Boga, wszczepione przez Stwórcę człowiekowi jest tak silne, tak głęboko w nim zakorzenione, że nic, co stworzone, dotykalne, zamknięte w wymiarach i możliwe teraz do pojęcia dla ludzkiego umysłu nie może go zaspokoić. To pragnienie jest na miarę Nieskończonego i tylko On może je nasycić, tylko Bóg. On Sam chciał, by człowiek pragnął Go jak nikogo innego na świecie. Św. Tomasz z Akwinu żył tą prawdą i wielokrotnie do niej powracał w swoich dziełach: wszyscy ludzie są powołani, by widzieć Boga, karmić się pełnią prawdy o Nim, jednak – tu św. Tomasz wypowiada się bardzo kategorycznie – możliwe jest to dopiero w życiu wiecznym, gdy ustanie czas i zniknie słabość ludzkich oczu, ustąpi niestałość serca. Wtedy zobaczymy Boga „twarzą w Twarz”. Teraz człowiek jest na ziemi kimś, kto zawsze jest jeszcze w drodze i poczucie niespełnienia będzie nieustannie tlić się w jego duszy i sercu.

Znakomitą biblijną ilustracją może być tutaj historia Manoacha i jego żony, z prastarej i surowej Księgi Sędziów. Oto Anioł Pana przybywa z obietnicą potomstwa do Manoacha i jego żony cierpiącej na bezpłodność (Sdz 13, 1-25). Objawia się im wielokrotnie, jednak nie chce ujawnić swojego imienia, mówi: „dlaczego pytasz mnie o imię: ono jest tajemnicze”. Po tych słowach Manoach odkrył, że rozmawia z samym Bogiem, który ukrył się pod postacią Anioła. Po złożeniu ofiary Manoach wypowiedział znamienne słowa: „z całą pewnością pomrzemy, bowiem ujrzeliśmy Boga”. W Księdze Wyjścia jest podobnie, sam Bóg zwraca się do Mojżesza w słowach: „Człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu” (Wj 33,20). Widzieć Boga, to dla autorów Księgi Sędziów i Wyjścia coś tak niemieszczącego się w głowie, że nie mogli sobie nawet wyobrazić, by ktokolwiek mógł cało wyjść ze spotkania z Bogiem „twarzą w Twarz”. Starotestamentowa intuicja spotyka się z myślą Mistrza z Akwinu: człowiek nie może poznać Boga na ziemi w całej Jego pełni, w całym bogactwie Jego miłości i dobroci, to po prostu przekracza możliwości człowieka.

Gdzie jednak podziała się wiara i szczęście, o których mówi otwierający ten dzień rekolekcji tekst św. Tomasza? Właśnie teraz ich znaczenie ukaże się z całą jasnością. Dla św. Tomasza wiara jest bowiem darem od Boga, który pozwala nam Go poznawać, co więcej, wiara jakby przyciąga na ziemię „kawałek nieba”. Dlatego tak ważne były dla św. Tomasza słowa z Listu do Hebrajczyków: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Komentował je wprost niezliczoną ilość razy. Św. Tomasz chce nas przekonać, że dzięki wierze już teraz w nas rozpoczyna się prawdziwe życie wieczne i zaczyna się to poznawanie Boga, którym cieszyć się będziemy w niebie. Oczywiście, to dopiero zalążek, maleńki zadatek, „przedsmak” (Com., 1,2), jak nazwał to Mistrz z Akwinu, wobec tego, co czeka nas, gdy w niebie będziemy już pełnoprawnymi domownikami. „Wiarą obejmujemy przede wszystkim to, co bezpośrednio zwraca nas do życia wiecznego” (ST, 1,6, ad 1). Chociaż wiara to tylko maleńki „skrawek nieba” w nas, to jednak jest to najprawdziwsze niebo, a nie imitacja, atrapa. Niebo jest w nas – „Królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,21).

Życie wieczne wypełni człowieka Bogiem, nasyci jego pragnienie poznania Prawdy. A czy można sobie wyobrazić coś innego, co uczyniłoby człowieka szczęśliwym? Nigdy nie zazna pełni szczęścia ktoś, kogo pragnienie poznania pozostaje nienasycone, kogo dręczy pytanie: „dlaczego”, kto nie rozpoznał prawdziwego sensu swojego życia. Szczęście tak mocno związane jest z poznaniem, tak bardzo jest od niego zależne i dlatego tak trudno wyobrazić sobie szczęście bez Boga, który jako jedyny może zaspokoić ludzki głód prawdy. To pewne, nie ma szczęścia tam, gdzie nie ma prawdy; nie może być szczęścia tam, gdzie zadomowiło się kłamstwo, może tam być najwyżej coś, co raz lepiej, raz gorzej szczęście naśladuje, albo staje się jego karykaturą. W niebie nie będzie kłamstwa, Bóg pozwoli człowiekowi cieszyć się Prawdą przez całą wieczność, ludzkie pragnienie poznania zostanie zaspokojone bez reszty.

Św. Tomasz z Akwinu wytrwale i z wielką konsekwencją przypomina człowiekowi o życiu wiecznym. Nie buduje wielkich wizji i scen z zaświatów, za to z uporem zachęca, byśmy wszystko, całe nasze życie, nasze wybory i czyny widzieli w świetle ostatecznego celu – życia wiecznego. Takie spojrzenie może być bardzo inspirujące, a może nawet odkrywcze dla naszego myślenia o wierze. Z takiej perspektywy nie sposób już patrzeć na wiarę jako na „poglądy” na temat Boga, czy jako poradnik pouczający o tym, jak najlepiej i najbezpieczniej urządzić się tu na ziemi. To fałszywe tropy. Wiara otwiera nasze oczy na szczęście wiecznego życia z Bogiem i choć jest także znakomitym przewodnikiem po tym świecie, to jednak jej najważniejszym celem jest rozpalić w nas pragnienie nieba, które jedyne jest zdolne nas uszczęśliwić. Mówiąc obrazowo, wiara jest przewodnikiem dla pielgrzyma, który zna cel swego wędrowania. Nie stanie się nim nigdy dla błędnego rycerza, który bez wyraźnego celu błąka się po świecie w poszukiwaniu przygód i oczywiście raz po raz pakuje się w coraz to nową kabałę.

Spróbujmy teraz postąpić krok dalej. Czy wiara, o której poucza nas św. Tomasz jest wiarą „bez serca”? Mowa jest przecież tylko o poznaniu, czyli o wysiłku intelektualnym: poszukiwaniu Boga umysłem, a nie sercem. Jeżeli taka byłaby w istocie Tomaszowa nauka, to jak poradzić sobie ze słowami św. Pawła: „teraz trwają te trzy: wiara, nadzieja i miłość, a z nich największa jest miłość?” (1 Kor 13,13).

Dzieła św. Tomasza nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Wiara bez miłości jest martwa. Wiara to nie tylko wypatrywanie Boga umysłem, ale to w takiej samej mierze przylgnięcie do Niego sercem. Wiara jest, jak wyraził się Tomasz, małżeństwem człowieka z Bogiem, którego nie podobna wyobrazić sobie bez miłości. Miłość ożywia wiarę od środka, dzięki niej wiara powoli przeradza się w zawierzenie, oddanie całej swojej osoby Bogu, bez pozostawiania czegokolwiek dla siebie. Kiedyś wiara ustanie, przemieni się w widzenie „twarzą w Twarz”, miłość jednak pozostanie na całą wieczność. „Wierzyć w Boga znaczy zmierzać do Niego, a to sprawia miłość” (In Rom., 4, I, 327).

Mateusz Przanowski OP
Piotr Lichacz OP

Rekolekcje ze św. Tomaszem zostały wcześniej opublikowane przez Wydawnictwo M.


Inne części rekolekcji ze św. Tomaszem z Akwinu:

Wiara, czyli szczęście

Nadzieja matką głupich

Relacje są najważniejsze

Wewnętrzne owoce miłości

Proście, a będzie wam dane

Nowe prawo wolności

Kochać tak na całość

 

Zobacz także