Wiara i modlitwa to bliźniacze siostry

Komentarz do Ewangelii XXIX niedzieli zwykłej, rok C

Ostatnie zdanie niedzielnej  Ewangelii budzi trwogę – Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?  Czy znajdzie kogoś, kto w porę i nie w porę,  z „uporem maniaka”, wbrew temu, co dzieje się wokół niego, będzie się modlił?

Bo wiara i modlitwa to bliźniacze siostry, które bez siebie nie mogą istnieć. Ten, kto wierzy –  modli się, a ten, kto się modli, choć może jeszcze o tym może nie wiedzieć – już wierzy.
A jednak modlitwa wymaga heroizmu,  wymaga przedzierania się przez wewnętrzny świat  lęków do Boga, który wydawać się może nieczuły, daleki  i głuchy.  Wymaga bezpośredniej konfrontacji z prywatnym – często uzasadnionym własnym doświadczeniem – wyobrażeniem Boga. Wymaga przekroczenia obrazu sędziego (decydującego  się w końcu na pomoc, lecz nie ze współczucia, a dla świętego spokoju),  by spotkać Ojca, który nie zwleka w sprawach swoich dzieci.

Nie zwleka, ale pozwala się prosić. Wzywa, by w wołaniu do Niego nie ustawać, ponieważ w tym  wołaniu powstaje przestrzeń, w której On – Ojciec może działać. To działanie jest  delikatnie, biorące w obronę to, co najbardziej kruche, co domaga się troski, na co czyha przeciwnik, nieprzyjaciel. Czasami nie dostrzegamy tego Bożego pochylenia nad naszymi sprawami  i wydaje nam się, że jesteśmy bez opieki.  W żalu zapominamy, że każda modlitwa, choć może w naszym przekonaniu niewysłuchana , jest zwycięstwem Boga. Jest tą wiarą, której będzie szukał Syn Boży, gdy przyjdzie.

Ewa Kopiec CHR

 

Zobacz także