Wiara jest darem

Niedziela XXVI tygodnia zwykłego, lit. słowa: Ez 18,25–28; Flp 2,1–11; Mt 21,28–32

Przypowieść Pana Jezusa wyjaśniona przez Niego samego jest przejrzysta: chodzi w niej o napomnienie Żydów, którzy mniemali, że są sługami Boga, aby poważnie potraktowali słowa św. Jana Chrzciciela i nawrócili się oraz uznali jego świadectwo o Jezusie jako Synu Bożym. Odnosząca się zasadniczo do tamtej sytuacji przypowieść jest stale aktualna i ważna do dzisiaj.


Chodzi w istocie o podobny problem, na jaki Pan Jezus wskazuje: z jednej strony Żydzi od urodzenia wdrażani w wiarę, zachowujący wszystkie przepisy Prawa, uczestniczący w uroczystościach, uważający się za wiernych Bogu, a z drugiej ludzie gdzieś pogubieni po drodze, popadli w grzech, który dla wszystkich stał się jawny, ludzie być może załamani i wątpiący w wiarę oficjalnie nauczaną i przekazywaną. Niewątpliwie dzisiaj można by spotkać analogiczne podziały. Otóż ci pierwsi nie przyjęli prawdziwie orędzia Jana Chrzciciela i samego Jezusa. Owszem, byli Nim zainteresowani, ale z tego zainteresowania nic konkretnego nie wynikło, wręcz przeciwnie, spowodowało w nich agresję wobec samego Pana Jezusa. Natomiast wielu z tych pogubionych przejęło się słowami Jana Chrzciciela i także uwierzyło słowom Jezusa.

Przedziwne jest to, że nie ci, którzy, wydawałoby się, byli najlepiej przygotowani na przyjęcie Mesjasza i czekali na niego z napięciem, rozpoznali przychodzącego Bożego Posłańca, ale właśnie ci zagubieni. Dlaczego tak się stało i dlaczego tak się często dzieje do dzisiaj?

Zasadniczy problem polega chyba na tym, czy prawdziwie wierzymy i prawdziwie idziemy za Bogiem. Okazuje się, jak to zresztą ilustruje sytuacja za czasów Pana Jezusa, że subiektywne mniemanie, deklaracje i nawet podejmowanie konkretnych zobowiązań nie jest rękojmią prawdziwego otwarcia się na Boga. Przypominają się w tym miejscu słowa proroka Ozeasza, które przytacza sam Pan Jezus: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (Mt 9,13; Oz 6,6). Prawdziwe posłuszeństwo Bogu wymaga właściwego ducha, potrzeba dla niego właściwego zrozumienia tego, co najważniejsze i przyjęcia tego za swoje, czyli przyjęcia duchem. Dopiero kiedy to, co Bóg nam przekazuje, zaczynamy przyjmować w swoim własnym duchu, stajemy się Jego uczniami. Dopóki Jego przykazania, cały przekaz na Jego temat oraz liturgia są przez nas przyjęte na zasadzie tradycji, niejako z zewnątrz, choćbyśmy nawet byli do tego bardzo mocno przywiązani emocjonalnie, to jeszcze nie zaszło prawdziwe wewnętrzne spotkanie. W obliczu poważnego kryzysu, jaki w każdej chwili może nastąpić, nasza wiara łatwo może się załamać i przestaniemy postępować zgodnie z przykazaniami Pańskimi.

Można powiedzieć nawet, że taki kryzys musi nastąpić po to, by ta zewnętrzna wiara została zastąpiona przez osobiste odkrycie i spotkanie się z Panem.

Prorok Ezechiel w dzisiejszym pierwszym czytaniu pisze o wierzącym, który odszedł od wiary i stał się grzesznikiem. Jak to jest w ogóle możliwe? Jedynie jeśli jego wiara nie była prawdziwą wiarą. Na skutek próby jego wiara się załamała. Natomiast grzesznik z poziomu swojego doświadczenia zrozumiał, że jedynie w Bogu jest nadzieja. Uwierzył, a jego wiara stała się mocniejsza, bo poznał wcześniej smak upadku.

Trzeba jednak powiedzieć, że nikt z nas nie może tu, na ziemi, uzyskać absolutnej wiary. Wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni, nawet wierzący. Święty Jan i św. Paweł wyraźnie mówią, że nie ma człowieka, który by nie zgrzeszył. Każdy zatem powiedział Bogu: „nie” na Jego wezwanie w jakimś momencie. Każdy gdzieś zawiódł mimo silnych deklaracji, mimo mocnego przekonania o swojej wierności. Doskonałym przykładem jest św. Piotr i to nie tylko ze swoim zaparciem się Pana. Dlatego każdy z nas potrzebuje nawrócenia. Także wierzący! I być może, największą siłą wiary jest świadomość własnej słabości i całkowitej zależności od Boga. Wiara w Biblii to zawierzenie, całkowite oddanie się Panu. Jej siłę mierzy się stałą gotowością powracania mimo upadków.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na dwa etapy, jakie widzimy w przypowieści ewangelijnej: natychmiastowa odpowiedź i reakcja po namyśle. Otóż rozstrzygająca okazuje się ta ostatnia – odpowiedź po namyśle. Pamiętajmy, że podobnie jest i w naszym życiu. W sytuacji niespodziewanej, w jakimś momencie możemy różnie zareagować i robić rozmaite głupstwa. Niewątpliwie odsłaniają one coś z naszego wnętrza i tego sygnału nie należy lekceważyć w swojej pracy wewnętrznej. Nie one jednak są rozstrzygające zarówno w naszym życiu, jak i życiu naszych bliźnich, którzy są podobni do nas w tym względzie. Bardzo istotna jest owa druga odpowiedź, po chwili, gdy mijają emocje, gdy przychodzimy do siebie i możemy trzeźwo spojrzeć na sprawę. Właśnie w tym momencie rozstrzygają się nasze zasadnicze sprawy, tutaj prawdziwie wybieramy.

Wydaje się, że wielu o tym zapomina. Istnieje ogromna pokusa szatańska, która mówi nam, że to właśnie na gorąco rozstrzygnęliśmy i już jest po wszystkim, że już zgrzeszyliśmy i nie ma odwrotu. Nie! Prawdziwe rozstrzygnięcie może dokonać się jedynie w wolności, a tę uzyskujemy dopiero po zdystansowaniu się do sprawy. Za nasze spontaniczne reakcje nie możemy brać całkowitej odpowiedzialności, ale za decyzje podejmowane w spokoju odpowiedzialność jest większa. Otóż ten drugi moment jest dla nas szansą na nawrócenie, na naprawienie błędu, jaki mogliśmy popełnić. Nie wstydźmy się błędów, jakie popełniliśmy pod wpływem chwilowych emocji; przez nasze świadome przyznanie się do błędu i powrót stale wybieramy Chrystusa i uczymy się być z Nim. Warto pamiętać o tym, że Bóg stale powtarza: Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył (Ez 33,11).

Święty Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu opiewa wielki tryumf krzyża Chrystusa. Właśnie krzyż daje nam nadzieję nawet wówczas, gdy bardzo mocno upadniemy. Nawet życie najbardziej przegrane, zmarnowane, grzeszne, kiedy zostaje odniesione do krzyża Chrystusa i w nim szuka swojego ocalenia, nabiera zaskakującego sensu, uzyskując w ten sposób uzdrowienie. Chrystus, wyniesiony na krzyż, przygarnia wszystkich, ogarniając ich swoją miłością. Dlatego właśnie zgina się przed Nim każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych. Eucharystia jest wspomnieniem tajemnicy krzyża i jednocześnie udziałem we wszechogarniającej miłości Chrystusa.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także