Wiara szkołą życia

Niedziela XXV tygodnia zwykłego, lit. słowa: Iz 55,6–9; Flp 1,20–24.27a; Mt 20,1–16a

Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi (Iz 55,8n).

Jedną z największych przeszkód na drodze do Boga są nasze wyobrażenia dotyczące religii i więzi z Bogiem opierające się na naszym doczesnym doświadczeniu i myśleniu. A myśli Boga są zupełnie inne niż nasze, Jego drogi całkowicie inne niż nasze, Jego działania i sądy zupełnie inne niż nasze.


W Ewangelii słyszymy: Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi (Mt 20,16). Od razu rodzi się w nas bunt: dlaczego ostatni mają być pierwszymi, a pierwsi ostatnimi? Czy to sprawiedliwe?

Konflikt naszego ludzkiego myślenia z Bożym planem i miłosierdziem doskonale ukazuje przypowieść z Ewangelii. Gdybyśmy się znaleźli w takiej sytuacji, jaką opisał Pan Jezus, to prawdopodobnie mielibyśmy podobne odczucia jak owi pierwsi, którzy poszli do pracy w winnicy. Dlaczego ci, którzy pracowali jedynie przez godzinę, mieliby otrzymać tyle samo co my, pracujący cały dzień? Jeżeli oni otrzymali denara, to my powinniśmy otrzymać więcej!

Takie jest spontaniczne myślenie ludzkie. Pan Jezus ukazuje jednak jego ogromny brak: nie ma żadnej krzywdy w wypłacaniu wszystkim po denarze, a poczucie krzywdy i szemranie, jakie wywołuje, w istocie odsłania złość istniejącą w sercu, rodzaj zawiści: Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? (Mt 20,15). Agresja, jaka się pojawia w odpowiedzi na czyjeś dobro, jest szczególnym złem, złem szatańskim, które nienawidzi miłosierdzia. A właśnie Bóg jest miłosierny, takie jest Jego upodobanie. Złość w obliczu miłosierdzia okazanego drugiemu człowiekowi jest odrzuceniem Boga takim, jakim jest i pragnie być.

Jednocześnie można powiedzieć, że w Jego miłosierdziu spoczywa cała nasza nadzieja, bo nikt z nas nie zasługuje na zbawienie przez swoje czyny, każdy z nas zgrzeszył i potrzebuje Bożego przebaczenia i miłosierdzia. Dzięki miłosierdziu stale mamy przystęp do Niego i zawsze, niezależnie od tego, jak i kiedy zgrzeszyliśmy, możemy się nawrócić i otrzymać Jego przebaczenie i udział w Jego królestwie. O tym mówi prorok Izajasz:

Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu (Iz 55,7).

Kiedy nas złości Boże miłosierdzie okazywane innym, to tym samym odcinamy się sami od Jego miłosierdzia względem nas: Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą (Mk 4,24). Wydaje się, że zasadniczy problem polega na tym, że w naszym patrzeniu koncentrujemy się na sobie, jesteśmy wrażliwi na to, co sami otrzymujemy, zestawiamy się z innymi, chcemy być lepsi i mieć więcej niż inni. Nie umiemy zrozumieć, że więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu (zob. Dz 20,35), że szczęście innych jest naszym szczęściem. Dlatego właśnie nie zrozumieliśmy Bożego myślenia i wartościowania.

Bóg, tak jak nam Go objawia Jezus Chrystus, jest komunią trzech Osób Boskich, pomiędzy którymi dokonuje się nieustanna wymiana, nieustanne wzajemne obdarowywanie. Ojciec całkowicie oddaje się, rodząc Syna, a Ten z kolei oddaje się Ojcu bez reszty. Samo oddanie się w miłości jest Osobą, Duchem Świętym. Takie jest życie w łonie samego Boga, tak też Bóg działa w odniesieniu do nas, stworzonych istot. Pragnie wszystkich obdarować udziałem w swoim życiu. Jest to całkowity dar, niczym niezasłużony. Kiedy jednak w nim uczestniczymy, wymaga on od nas przyjęcia takiej samej logiki życia. Bardzo jasno przedstawiała to Ewangelia z poprzedniej niedzieli. Jeżeli nie przyjmujemy Bożego miłosierdzia jako zasady życia, nie możemy wejść do królestwa Bożego, nie dlatego, że Bóg nas z niego wyrzuca, ale dlatego, że sami nie przyjmujemy jego zasad.

Nasze życie na ziemi jest szkołą, w której mamy się nauczyć prawdziwych zasad życia. Nauczycielem w tej szkole jest Jezus Chrystus. On uczy nas nie tylko słowem, ale przede wszystkim swoim życiem pokazuje, jakie powinno być nasze życie. Nasze chrześcijańskie życie rozpoczyna się na chrzcie, który jest włączeniem nas w misterium Chrystusa obecnego w Jego Ciele, Kościele. Chrzest oznacza wejście wraz z Chrystusem w śmierć po to, by razem z Nim mieć udział w zmartwychwstaniu. Pełną konsekwencję tego ukazuje św. Paweł: Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk (Flp 1,21). Nam to piękne stwierdzenie św. Pawła wydaje się odległym ideałem. Codzienne sprawy tak nas absorbują, że nie myślimy o tak wielkim zaangażowaniu. Wydaje się, że Bóg nie żąda od nas od razu takiego zdecydowania. Raczej oczekuje jednego, tego, co poleca Paweł Filipianom: trwajcie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię (Flp 1,27). Jest to wezwanie, byśmy prawdziwie potraktowali naszą wiarę jako szkołę w życiu, byśmy się prawdziwie uczyli postępowania drogą Ewangelii, która nas przygotowuje do pełnego przyjęcia królestwa Bożego. Nie musimy być od razu doskonali, ale musimy się zdecydować, czy poważnie traktujemy Chrystusa i Jego orędzie i czy chcemy być Jego uczniami.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także