Wiara zasadniczą treścią życia

Liturgia słowa: Flp 2, 12–18; Łk 14, 25–33

Zaskakuje nas niewątpliwie wymaganie „nienawiści”, jakie stawia w Ewangelii Pan Jezus. Nienawiść jest sprzeczna z orędziem miłosierdzia i przebaczenia. I rzeczywiście nie o nienawiść chodzi w tej sentencji. To określenie zostało przejęte w Ewangelii z hebrajskiego sposobu wyrażania się.

Bardziej zrozumiale dla naszej mentalności wypowiada tę treść Ewangelia według św. Mateusza:

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 37).

Właściwy sens wypowiedzi zawiera ostatnia sentencja dzisiejszej perykopy ewangelicznej: Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się­ wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem (Łk 14,33). Przytoczony fragment Ewangelii św. Łukasza bardzo radykalnie stawia wymagania odnoszące się do uczniów. Nie ma w nim żadnego kompromisu: albo, albo. Przytoczone przez Pana Jezusa obrazy winnicy i wojny uzasadniają ten radykalizm. Albo człowiek wygra, albo zginie.

Punktem rozstrzygającym jest „wyrzeczenie się wszystkiego”. Ze względu na postulat ubóstwa niektórzy uważają, że tekst ten odnosi się do osób zakonnych, które to ubóstwo ślubują. Wówczas można by łatwo uzasadnić jego wymowę. Istnieją dwie różniące się drogi: jedna droga zwykłych ludzi żyjących w małżeństwie, która nie wymaga takiego radykalizmu, i druga droga osób konsekrowanych, od których wymaga się radykalizmu ubóstwa, aż po ofiarę życia. W samym tekście nie ma jednak uzasadnienia dla takiej interpretacji. Dla św. Łukasza nie było podziału na świeckich i osoby konsekrowane. Wszyscy chrześcijanie byli uczniami Chrystusa.

Samo wymaganie Pana Jezusa staje się oczywiste, gdy się przyjmie realizm wiary. Jeżeli prawdą jest, że wszystko na tym świecie jest przemijające, że nie jesteśmy stworzeni dla tego świata, ale dla Boga i udziału w Jego królestwie, to w sposób oczywisty jakiekolwiek trzymanie się tego, co na tym świecie, jest zdradą życia, do którego zostaliśmy wezwani. Wynika stąd brak prawdziwego zawierzenia. Wierzymy, ale nasza wiara nie posiada w sobie owego realizmu wiary. Wierzymy, ale na niby.

Może dobrze odda ten realizm żydowska anegdota: Kiedyś do rabbiego przyszedł Żyd, błagając go: „Rabbi, módl się o deszcz. Jest taka susza, że wszystko wysycha. Pomrzemy, bo nie będziemy mieli co jeść!”. „Dobrze, tylko jest jeden problem”. „Jaki rabbi?”. „Ty nie wierzysz, że mogę to sprawić modlitwą”. „Ależ wierzę, rabbi!”. „To gdzie masz parasol?”

Wydaje się, że radykalizm Pana Jezusa dotyczy naszego niedowiarstwa. W istocie nie wierzymy w realizm Jego orędzia. Nasza wiara ciągle jest jedynie dodatkiem do życia na świecie. Jeszcze nie stała się ona zasadniczą treścią życia. I to powoduje, że nie osiągamy tego, co ona obiecuje.

Święty Paweł nawołuje Filipian do autentyczności wiary: Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże (Flp 2, 14n). Noszone w sobie pretensje i żale powodują, że nie potrafimy brać swojego krzyża i iść za Chrystusem. A nie ma innej drogi dla Jego uczniów.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także