Wielka uczta…

... czyli którędy do nieba

Moje ulubione miejsce spacerów to teraz Petrzin – wzgórze, z którego jak na dłoni widać starą Pragę. Wokół pełno zieleni, a jeśli nawet turystów jest równie dużo co na Starówce, to wystarczająco dużo jest alejek, żeby sobie nie deptać po piętach. Ogród różany skłania do odmawiania różańca (w każdym razie mnie skłonił), a klasztor norbertanów na Strahowie zachęca, żeby do niego zajrzeć. Zachwycił mnie dziś letni refektarz, a dokładniej – ogromne malowidło zajmujące cały plafon. Nie pamiętam nazwiska twórcy, który przedstawił wielkie ucztowanie. Biesiadnicy są usadzeni plecami do nas, ale ich rozmowy są tak ożywione, a gesty tak szerokie, że nie można powiedzieć, aby ucztujący odwrócili się od nas tyłem. Widać, jak rozkoszują się jadłem i napitkiem. Widać usługujących do stołu. Przy większej wyobraźni pewnie da się usłyszeć, co grają kapele umiejscowione w rogach stołu.

Dopełnieniem biesiadnego widowiska są monochromatyczne emblematy ze znakami zodiaku oraz symbolicznymi scenami, których dziś już nie odczytywałem. Pominąłem najważniejszy szczegół malowidła: oto Pan Jezus przepasał się i usługuje zebranym, boć to przecież scena niebiańskiej uczty. To zaiste powszechne święto. Da się rozróżnić stroje świeckie, zakonne, kapłańskie i egzotyczne.

Niebiańska biesiada ze strahowskiego refektarza skojarzyła mi się podwójnie. Po pierwsze, z festiwalowymi biesiadami w Jarosławiu. Ileż było w tym roku radości, kiedy przy stole rozbrzmiewały pieśni gruzińskie, ukraińskie i kozackie, grały młodzieżowe zespoły muzyki dawnej, a do tańca przygrywało Trio Janusza Prusinowskiego i Nyckelharpa Trio ze Szwecji. Po drugie, obraz z refektarza skojarzył mi się z ostatnimi rozważaniami o tym, jak prowadzić siebie i innych do nieba. Wiadomo, że idziemy tam wąską ścieżką. Wiadomo, że droga na szczyt nie jest łatwa. I to wiadomo, że bojowaniem jest los człowieczy na ziemi. Jak jednak o tym mówić, żeby nie zapomnieć o celu wędrówki? Jak przypominać sobie i innym, że mamy nieść krzyż, który jest znakiem zwycięstwa, a nie tylko narzędziem męki? Drogą krzyża idziemy do pełni życia.

Przypomina mi się zasłyszana nie wiem już gdzie przypowieść o pustelniku, który tak upodobał sobie w ascezie, że kiedy trafił do nieba, był zgorszony nieskrępowaną radością, jaka tam panuje. Cóż pozostało? Boża Opatrzność zatroszczyła się i o tego biedaka, zapewniając mu pustelnię w niebie. A my sobie życzmy niebiańskiej radości!


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.