Wielkosobotnie posłuszeństwo

Tragizm naszej historii polega na tym, że przez grzech zerwaliśmy przymierze zawarte z Bogiem. Grzech stworzył nieprzekraczalną przepaść między Stwórcą a człowiekiem. Człowiek nie jest wstanie sam naprawić tego, co zniszczył, ale Bóg w swojej miłości przychodzi do człowieka z pomocą, posyłając na ziemię swojego umiłowanego Syna, aby ten zawarł nowe i wieczne Przymierze.

Autentyczność miłości, która należy do istoty całego misterium paschalnego, przybiera w Wielką Sobotę formę, którą możemy nazwać terminem „posłuszeństwo”. W tej refleksji poprowadzi nas, szczególnie mi bliski, szwajcarski teolog Hans Urs von Balthasar.

Tragizm naszej historii polega na tym, że przez grzech zerwaliśmy przymierze zawarte z Bogiem. Grzech stworzył nieprzekraczalną przepaść między Stwórcą a człowiekiem. Człowiek nie jest wstanie sam naprawić tego, co zniszczył, ale Bóg w swojej miłości przychodzi do człowieka z pomocą, posyłając na ziemię swojego umiłowanego Syna, aby ten zawarł nowe i wieczne Przymierze. Jednakże Bóg jest również sprawiedliwy i chociaż ta sprawiedliwość jest na wskroś łaskawa i zbawcza, to jednak – jak mówi Balthasar – nie wyklucza ona Bożego gniewu, który jest skutkiem zerwania przymierza przez człowieka. Rodzi się więc zasadniczy problem – jak Bóg ma pozostać sobie wiernym jako Bóg miłości i łaski, a równocześnie nie podważać wymiaru sprawiedliwości, która wynika z przysięgi, którą złożyli sobie partnerzy przymierza? Jak rozwiązać ten dylemat? Czy jest to w ogóle możliwe?

Odpowiedzią, według Balthasara, jest Chrystus, który przyjął na siebie cały grzech człowieka umierając za niego i utożsamiając się z nim aż po zstąpienie do otchłani. Jezus nie może już nic więcej, On po prostu jest z nami, solidaryzując się z bezgraniczną niemocą grzesznika. Chrystus, utożsamiając się z nami grzesznikami w sposób radykalny, nie może sam przekroczyć tej przepaści jaka zaistniała między krzyżem a życiem. „Chrystus wchodzi w głąb tego rozziewu, gdyż nasze zbawienie nie polega na ucieczce od śmierci ani na życiu po drugiej stronie śmierci, ale zwycięstwo przechodzi przez śmierć” (por. J. O`Donnell, Klucz do teologii Hansa Ursa von Balthasara, tłum. A. Wałęcki, Kraków 2005, s. 126).

W tym miejscu rodzi się – dla wielu szokująca – teologia „Wielkiej Soboty” Balthasara. Rozpoczyna on od przyjrzenia się starotestamentalnemu pojęciu Szeolu, które określało królestwo zmarłych. Szeol jest radykalnym przeciwieństwem tego, co Żydzi nazywali Bogiem. Bóg jest życiem – zaś człowiek, który jest blisko Niego, po prostu Go wychwala. Szeol jest radykalnie różny: jest miejscem bez Boga, tam nie można Go nawet wychwalać. Jest to kraina milczenia, osamotnienia. Zejście Jezusa do otchłani oznacza dla Jezusa pełne doświadczenie rzeczywistości piekła. Jego ciało zostaje doprowadzone do miejsca całkowitej bierności, martwoty (s. 128-129). Balthasar wyraża to szokującym terminem: „posłuszeństwo trupa”. Po drugie, doświadcza On całkowitego odrzucenia i opuszczenia przez Ojca, gdyż dobrowolnie bierze na siebie grzechy wszystkich ludzi. Grzech jest radykalnie różny od Boga, wzbudza Jego wstręt. Grzech oznacza nienawiść, oddalenie od Boga. Gniew Boga dosięga Chrystusa – tak, że na krzyżu Jezus poznał, co znaczy być całkowicie odrzuconym przez Boga. Balthasar, w jednym ze swoich dzieł pt. Serce świata, zwraca się do Jezusa w takich prowokujących słowach: „Jedynie za cenę Twojej ofiary daruje On winy światu. Światu, nie Tobie. […] Ktoś musi być kozłem ofiarnym i to Ty nim będziesz. Sam tego chciałeś. Chciałeś sprawić, by grom Boga nie dosięgnął ludzi; w takim razie dosięgnie on Ciebie” (Serce świata, s.77).

Balthasar stwierdza, że fakt wydania i śmierci Chrystusa ma swoje ostateczne źródło w trynitarnej decyzji Ojca o posłaniu swojego Syna, który ma odkupić świat, wyzwolić człowieka z niewoli grzechu i przyprowadzić go na powrót do Boga Ojca (Klucz do teologii…, s. 122). Balthasar powie, że w takiej sytuacji jedyne, co pozostało Chrystusowi, to ufne, a wręcz ślepe posłuszeństwo Miłości. A dzieje się tak, ponieważ jedyną troską Chrystusa zawsze było pełnienie woli Ojca, które doprowadziło Go w posłuszeństwie do śmierci i zejścia do otchłani. Jednakże Bóg, w swej nieskończonej miłości i wierności przymierzu, wyprowadza Chrystusa z otchłani i przywraca Mu życie i chwałę. Dlatego zmartwychwstanie jest odpowiedzią Ojca na posłuszeństwo Chrystusa.

Widzimy zatem, że cała egzystencja Jezusa była nastawiona na pełne posłuszeństwo swojemu Ojcu. Taka właśnie jest autentyczna miłość – pełna posłuszeństwa, nawet wtedy kiedy wydaje się to być szaleństwem, nawet w beznadziejnych sytuacjach. Miłość zawsze musi być wierna, a więc posłuszna wyborowi.

Chrystusowa postawa posłuszeństwa jest także niezmiernie istotna dla liturgii. Objawia się ona w dwóch wymiarach. Pierwszy dotyczy całkowitego posłuszeństwa przepisom liturgicznym i wierności zatwierdzonym tekstom liturgii. Bez względu na to, co ja sądzę, co myślę, co według mnie jest lepsze, jestem posłuszny temu, co daje mi Bóg przez Kościół w swojej liturgii. Nie jest ona moją własnością, abym mógł o niej decydować. I nie ma tutaj mowy o jakiś mniej lub bardziej ważnych elementach. Posłuszeństwo musi być radykalne, dotyczyć całości, zarówno spraw wydawałoby się nieistotnych, jak i tych zupełnie podstawowych, najważniejszych. Tym właśnie jest ewangeliczna wierność w rzeczach małych, po to, by przyjąć odpowiedzialność za te wielkie. Kto zaś w małych jest niewierny, taki sam będzie i w wielkich. Zupełnym zaś paradoksem jest mówienie o tym, że „prawo sobie, a dobro duszpasterskie i tak każe mi zrobić inaczej”. W tej kwestii jest tylko jedna norma: „dobrem duszpasterskim jest tylko posłuszeństwo”!

Po wtóre zaś, „posłuszeństwo” jest najwłaściwszą formą relacji z Bogiem. On jest moim Bogiem, jest całkowicie Innym, jest moim Stwórcą. Dlatego z mojej strony jedyną postawą jest posłuszeństwo, czasami całkowicie ślepe – takie jak wiara Abrahama, który stał się ojcem wszystkich wierzących; takie jak nadzieja Mojżesza, który pomimo wydawałoby się beznadziejnej sytuacji poprowadził Izraela do ziemi obiecanej; a ostatecznie takie jak Miłość Chrystusa, który pomimo cierpienia, śmierci i opuszczenia trwał w posłuszeństwie Miłości wobec woli Ojca.

Taka postawa posłuszeństwa jest szczególnie ważna, wtedy, kiedy w naszym życiu pojawia się ciemność opuszczenia i „nieobecności” Boga. Również wszelkie poważne doświadczenie cierpienia, podobne do tego, jakiego doświadczał Hiob, musi rodzić w nas postawę posłuszeństwa. W przeciwnym wypadku dotyka nas zniechęcenie i prowadzi to do niewierności. A doskonale wiemy, jak często wiara jest mocna wtedy, kiedy nie dotykają jej żadne trudności, zaś z chwilą doświadczeń rozpada się jak domek z kart. Brakuje wtedy zasadniczej ufności w to, że Bóg jest wierny swoim obietnicom, oraz postawy radykalnego, czasami nawet ślepego i wydawałoby się bezsensownego posłuszeństwa, w którym wyrażamy naszą miłość wobec Boga. Pismo Święte bardzo mocno nam pokazuje, że Bóg jest Inny, że nie rozumiemy tego, co robi i nie musimy w danej chwili tego zrozumieć. Ma to jednak sens, choć dla nas jest on ukryty. Cierpienie zawsze jest tajemnicą. Jedyną słuszną postawą jest wtedy ta, która mówi: Boże, coś Ci obiecałem i jestem temu posłuszny, muszę być posłuszny, bo Ty jesteś moim Bogiem.

Postawa posłuszeństwa jest także kluczowa dla rozeznawania i odpowiadania na powołanie, którym człowieka obdarza Bóg. Mam tu na myśli przede wszystkim kapłaństwo, życie konsekrowane i małżeństwo. Przysięga złożona przed Bogiem: zarówno przysięga kapłańska, jak i przysięga małżeńska, czy śluby zakonne, zakładają radykalne posłuszeństwo mimo wszelkich trudów, jakie nas spotkają na tej drodze. Jak wiele małżeństw rozpada się dzisiaj z tego powodu, że nie ma poszanowania dla złożonej przysięgi, posłuszeństwa temu słowu? Posłuszeństwo zatem jest postawą na wskroś liturgiczną, ponieważ dotyczy podstawowej relacji człowieka z Bogiem, a pełnia tej relacji uobecnia się właśnie w liturgii. Zatem liturgia Wielkiej Soboty (nie ma tu mowy o jakiejkolwiek aliturgiczności!) może naprawdę wiele wnieść w nasze życie. Warto w kluczu posłuszeństwa przeżywać ten – niestety – często zapominany, a jakże ważny dzień Triduum Paschalnego.

Na koniec tego wątku przytoczę słowa pięknej piosenki „Nie ma Cię (Drabina Jakubowa)” zespołu Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej, która w niezwykły sposób oddaje tajemnicę posłuszeństwa:

Nie ma Cię, Panie nie ma Cię
W moim życiu ciemno jest
Rana ma krwawi, boli mnie
Daj odpowiedź – nie ma Cię

To jest to miejsce
Nie uciekaj stąd
To jest brama, przez którą możesz przejść
To jest droga, którą możesz pójść

Nie ma Cię, Panie…

Tu w twym cierpieniu
Właśnie skrył się Pan
Jest tak blisko, że nie słyszysz Go
Jest tak blisko, że nie czujesz Go

Nie ma Cię, Panie…

Serce spotka serce
Rana spotka ranę
Choć nie czujesz, to właśnie tu jest Bóg
Choć nie czujesz, to wiernie przed Nim trwaj

Znajdziesz Go
Wkrótce znajdziesz Go
W twoim życiu światłość jest
Rana twa, wieńcem chwały jest
W niej spotkanie dokonuje się

 

Zobacz także