„Własny pokój” czyli tytułem wstępu

Próbując napisać coś na dobry początek, zacząłem się zastanawiać, co mogło by się znaleźć na moim blogu? Hmm… Odpowiedź nie jest taka prosta, zwłaszcza, że ja jako stary konserwatysta odnoszę się z dużą rezerwa do internetowo-literackich wyczynów. I pewnie gdybym mógł, to napisałbym blog na czerpanym papierze i w dodatku gęsim piórem. Zrozumiałem jednak, że poskąpiwszy mi pięknego pisma, Opatrzność dała mi do zrozumienia, że gęsie pióro i czerpany papier odpadają. W innym wypadku bowiem z moim charakterem pisma musielibyście nosić moje bazgroły do apteki, żeby ktoś je wam w ogóle przeczytał. Dosyć jednak dygresji.

 
Skąd się wziął pomysł na Pokój Jakuba? Podpowiedziała mi go moja niezawodna literacka towarzyszka Virginia Wooolf w krótkim eseju (Zawód dla kobiety) pochodzącym ze zbioru „Śmierć ćmy”, w którym mowa jest o własnym pokoju, jako o miejscu, w którym panują zasady i porządek posiadacza owego pokoju. Żeby nie być gołosłownym przytoczę tutaj fragment, w celu zapoznania się bliżej z pomysłem: (jest to moje własne tłumaczenie proszę więc o wyrozumiałość,):
„Owa wolność to dopiero początek — pokój jest wasz, ale wciąż jest pusty. Musi zostać umeblowany, musi zostać udekorowany, dobrze jest z kimś go dzielić.
Jak macie zamiar go umeblować?
Jak macie zamiar go udekorować?
Z kim macie zamiar go dzielić i na jakich warunkach?
To, myślę, są pytania ponad wszelka miarę ważne i interesujące.”
Cytat użyty jest w nieco innym znaczeniu. Virginia walczy o byt kobiety we współczesnym jej świecie. Własny Pokój staje się więc dla niej synonimem wolności nie tylko twórczej i artystycznej, ale także ogólnoludzkiej. Ja nie zamierzam o nic walczyć. Cel mam jednak podobny. Niech pokój stanie się wyobrażeniem mojego świata, wolności mojej duszy.
Powiedzmy więc, że mój pokój to zakonna cela, nie za duża, skłonna jednak wiele pomieścić. Umeblowałem ją więc, udekorowałem i dzielę ją z Panem Bogiem na tyle, na ile potrafię. Może więc ktoś zapyta, czy tytuł nie powinien brzmieć: własna cela?
Otóż nie. A z wytłumaczeniem tego faktu należało by zwrócić się do Św. Katarzyny Sieneńskiej mówiącej o celi jako o małej izdebce, w której człowiek spotyka się sam na sam z Bogiem. To miejsce jest bardzo prywatne i tajemnicze. I niech tak pozostanie.
Natomiast pokój, to miejsce, którego bezpośrednio może nie widać od razu, który może w pewien sposób ukryty jest przed światem. Nie jest jednak tak skryty jak izdebka i niekiedy otwieram w nim drzwi i zapraszam do dzielenia go.
Tak właśnie robię teraz.
Istnieją jeszcze dwa powody, dla których mój blog nazywam Pokojem Jakuba. Kolejny, do którego znów prowadzi nas Virginia, to jej książka pod tym samym tytułem: Jackobs Room. Jest to obraz życia młodzieńca, który kreślimy na podstawie wypowiedzi innych osób, przede wszystkim zaś, na podstawie opisu jego pokoju, który zmienia się wraz z głównym bohaterem. Tak też jest w moim przypadku. Dobrze jest czasami pokazać, co się ma we „Własnym Pokoju”, w Pokoju Jakuba”; jakie książki stoją na półkach, jaka muzyka wydobywa się z jego wnętrza, jakie obrazy wiszą na ścianach, wreszcie co widzi z okna swojego pokoju i co na ten temat myśli.
Niech sam Jakub się wytłumaczy czemu tak, a nie inaczej urządził swój pokój. Dlaczego jest to cela zakonna, czemu wybrał takie, a nie inne życie, dlaczego takie a nie inne książki stoją na jego półkach, co fascynuje go w muzyce, której słucha i co sądzi o wydarzeniach, które dzieją się za jego oknem.
Takie oto właśnie przychodzą mi do głowy refleksje kiedy myślę o Pokoju Jakuba. Co w nim znajdziecie i czy to wam się spodoba, to już sami ocenicie.
Acha i jeszcze jedno. Zawsze na koniec postaram się coś zaproponować z tzw. mojej wyższej półki, coś czego warto posłuchać, lub coś co warto przeczytać. Rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się niestrawne, ciężkie lub ogólnie mało znane. Zapraszam do ich zgłębiania, do dyskusji o nich, do ich przeżywania i odkrywania w nich Bożego tchnienia.
Na dobry początek polecam kompozycję Patricka Cassidy, irlandzkiego kompozytora, Vide Cor Meum (Zobacz moje serce). Jest to krótki utwór skomponowany dla potrzeb filmu. Tekst jest zaczerpnięty z sonetu Dantego La Vita Nuova. O czym opowiada? To zależy, w którym filmie go znajdujemy (wykorzystany jest w kilku), zdobył jednak sporą popularność i dzisiaj funkcjonuje jako samodzielny utwór.
 

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także