Wolni od pożądań

Niedziela XXVII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Iz 5,1–7 Flp 4,6–9 Mt 21,33–43

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku (Iz 5,1).

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku (Iz 5,1). Ten tekst ze Starego Testamentu odnoszący się do Izraela, wybranego narodu, jest stale aktualny w odniesieniu do nas. Słowo Boże ma tę cechę, że jest ponadczasowe. Podobnie jest z przypowieścią o winnicy i nieuczciwych dzierżawcach, przytoczoną przez Pana Jezusa w Ewangelii. Choć pierwotnie odnosiła się do Izraela i dotyczyła odrzucenia Syna Bożego i wydania Go na śmierć, co miało się wkrótce dokonać w Jerozolimie, odnosi się dzisiaj także do nas. A trzeba powiedzieć, że odnosiła się do każdego pokolenia, jakie od czasów Ewangelii żyło na ziemi i przyjmowało wiarę w Ewangelię. Ten przedziwny dramat odrzucania posłańców Bożych, a ostatecznie odrzucenia Syna Bożego stale się powtarza. Podobnie zresztą jak stało się za czasów proroka Izajasza, trzeba było bardzo trudnego doświadczenia zniszczenia całego dziedzictwa Izraela, zniszczenia świątyni oraz niewoli całego narodu, aby nastąpiło odrodzenie religijne. Bardzo charakterystyczne jest to, że po niewoli babilońskiej w Izraelu nie odnajdujemy publicznego kultu bożków pogańskich. Wiara w jednego Boga wtedy dopiero prawdziwie się zakorzeniła w całym narodzie.

Przedziwne jest to, że my, ludzie, uczymy się właściwie tylko przez cierpienie, chociaż, niestety, bywa i tak, że nawet cierpienia niczego nas nie uczą, co jest już ostateczną tragedią. Najczęściej doskonale wiemy z przekazu innych, z tradycji, co jest prawdą, jak należy żyć. Uczą nas tego w domu rodzicie, w szkole nauczyciele, w kościele słyszymy bardzo dużo mądrych słów, nawet – w co wierzymy – słów od Boga. Ale słysząc to wszystko, przyjmując i uznając za swoje przekonania, których jesteśmy nawet w stanie bronić przed innymi w dyskusji, sami jednak z tej mądrości nie umiemy skorzystać! Jest to zdumiewające, ale niestety stale powtarza się ta sama logika. Każde pokolenie, każdy niemal człowiek musi sam doświadczyć na sobie prawdziwości słów Bożych, aby wreszcie uwierzył i zaczął te słowa stosować w swoim życiu.

Skąd się bierze taka głupota ludzka? W Ewangelii Pan Jezus wskazuje na jej przyczynę: ludzką chęć posiadania i panowania. Taką pokusę przedstawił Ewie wąż w raju i Ewa za nią poszła. Wydaje się, że ta pokusa nieustannie się powtarza. Bardzo lubimy wiedzieć i posiadać, być pewni tego, co mamy. Natomiast zasadniczą prawdą, którą wyraża dzisiejszy obraz winnicy, jest to, że wszystko, i to dosłownie wszystko, o czymkolwiek mniemamy, że posiadamy, jest nam dane w zarząd. Nawet nasze życie, nasze ciało, czyli coś najbardziej własnego, jest jedynie darem, o który kiedyś spyta właściciel. Pragnąc wszystko posiadać i rządzić tym według własnych chęci, odrzucamy tych, którzy nam wskazują, że to nie jest nasze, że to jedynie dar dany nam na jakiś czas. Nie chcemy tego słuchać, bo przeczy to naszym pragnieniom i oczekiwaniom.

A kiedy ktoś zagrozi, że może odebrać nam wszystko, co posiadamy i oddać innym, to stajemy wobec skrajnego zagrożenia i jesteśmy gotowi nawet zabić, aby pozostać przy swoim. I to się dokonało wobec Jezusa, Syna Bożego, który powiedział Żydom wprost o takiej możliwości. Jeżeli jesteśmy jedynie dzierżawcami, musimy respektować prawa i zasady właściciela. Poczucie posiadania i władania daje nam prawo do stanowienia zasad zachowywania się według własnych upodobań. W tym zasadniczo wyraża się różnica postawy. Jeżeli wydaje się nam, że uznajemy Boga i Jego władzę nad światem, a zachowujemy się w sposób władczy, to sami siebie oszukujemy. Prawdziwe uznanie Boga owocuje skromnością i bojaźnią Bożą. W dzisiejszym pierwszym czytaniu na końcu Bóg właśnie tego oczekuje od Izraela:

Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy (Iz 5,7).

Wiara w Boga jest czymś bardzo konkretnym, wyrażającym się właściwą postawą wychodzącą z głębokiego respektowania prawdy o Bogu, który nie tylko jest Stwórcą, ale także jest Tym, który nas obdarował w sposób szczególny. Jeżeli nie ma w nas takiej postawy, to jeszcze nie zrozumieliśmy naszej zasadniczej sytuacji życiowej i ciągle pragniemy dominować, czyli w istocie być bogami.

W praktyce każdy z nas przez grzech pierworodny ma w sobie pychę, która wyzwala chęć panowania, i dlatego właściwej postawy trzeba się uczyć wytrwale. W klimat takiej nauki doskonale wprowadza nas św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu. Jego wskazania wyrastają z głębokiego doświadczenia miłości Boga, który jest Ojcem. W takim zawierzeniu św. Paweł pisze:

O nic się już nie martwcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie (Flp 4,6n).

Pokój jest znakiem wolności od pożądań. Z niego promieniuje zadatek Bożego życia, do którego zostaliśmy wezwani, a którego symbolem jest winnica Pańska.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także