Wrzucić siebie…

Komentarz do liturgii XXXII niedzieli zwykłej roku B

wdowaJest ewangeliczna wdowa, dobrze nam znana z pochwalonego przez Jezusa aktu ofiarności, która do świątynnej skarbony wrzuca wszystko, co ma na swoje utrzymanie. Jest wdowa z Sarepty Sydońskiej, spotkana przez Eliasza, która ze wszystkiego, co ma, przygotowuje ostatni posiłek dla siebie i syna, by potem pogodzona z nadciągającym fatum mogła umrzeć. Jesteśmy my, którzy czytamy. I co? 

wdowa1I przydarza nam się czasem niezwykły upór: gdy jakaś istotna rzeczywistość naszego życia ulega zmianie, gdy wysycha jakieś źródło, my często tkwimy bezradnie w miejscu, nie chcąc przed samymi sobą zakwestionować dotychczasowego status quo. Gdy na przykład po latach narastają komplikacje w małżeństwie, gdy odkrywamy jakiś bolesny problem w relacji z naszymi dziećmi, gdy wymyka się poczucie sensowności tego, co do tej pory dawało nam spełnienie, ogólnie: gdy dotychczasowe „pewności“ zostają nam wytrącone z rąk przez nową sytuację – o ile łatwiej jest nam wtedy kurczowo trzymać się resztek własnych, utartych schematów zamiast przyznać, że wszystkim, co zostało, jest zaledwie nędzna garść mąki w dzbanie i oliwy w baryłce, i że jedyną drogą ratunku będzie poszukanie radykalnie nowego początku. Raczej łapczywie dojadamy ostatnie okruszyny z chleba upieczonego „po naszemu“ niż mamy odwagę wrzucić to wszystko do świątynnej skarbony, by to Bóg mógł zacząć działać…

Wdowa z Ewangelii wrzuca wszystko, przede wszystkim pragmatyczne przekonanie o skuteczności własnych wysiłków przetrwania. Wdowa z Eliaszowej historii poddałaby się bez walki, próbując zachować resztki tego, co posiadała dotychczas, gdyby nie Prorok – to on wyrwał ją z JEJ odrętwiałej bez-nadziei i zachęcił, by wszystko, nawet (zwłaszcza?) swoją bezradność, wypuściła z kurczowego uścisku i oddała Bogu Obietnicy.

Są jeszcze mężowie w powłóczystych szatach – ci, którzy lubią pozdrowienia na rynku i pierwsze miejsca w synagogach. Mężowie żyjący w szczelnie zadowolonym świecie własnej samowystarczalności. Oni nie wrzucają nic.

A my, wczytując się w Boże słowo z dzisiejszej liturgii, zapragnijmy całym sercem tego, by to Jezus nas nakarmił – przestańmy zaciskać w garści ostatnie grosze własnych pomysłów na kształt naszego życia, na odbudowywanie naszego osłabionego przez lata małżeństwa czy kapłaństwa, ale wrzućmy je śmiało do skarbony tej świątyni, w której to Chrystus arcykapłan cudem swojej Miłości przemienia naszą bezsilność w życiodajną moc. 

Łukasz Miśko OP

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.