Wspólne budowanie

Święto Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza, lit. słowa: Ef 2,19–22; Łk 6,12–19

Wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha (Ef 2,22).

Jak niezwykle ważne jest zrozumienie, szczególnie dla nas, ludzi skażonych indywidualizmem, że droga do Boga jest wspólną drogą, że nie ma indywidualnego dochodzenia, że nie można ignorować drugiego człowieka, że jest on nam dany jako droga do Boga.

Lepiej oddaje to obraz, jaki wskazuje św. Paweł, obraz budowli „wspólnie budowanej na mieszkanie Boga przez Ducha”. Jakże jesteśmy w praktyce naszego życia oddaleni od tej prawdy! Bardzo istotne w owym budowaniu jest stwierdzenie, że dokonuje się ono „przez Ducha”. Nie da się budować prawdziwej świątyni Boga bez Ducha Świętego. To jest stwierdzenie oczywiste, z którym każdy z nas się zgodzi, jednak w praktyce oznacza to, że ci, którzy nie noszą w sobie owoców Ducha, którzy ich w sobie nie praktykują, nie budują świątyni Boga prawdziwego. Jednym słowem, ci, którzy nie pielęgnują w sobie: miłości, radości, pokoju, cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności, opanowania (zob. Ga 5,22n) i pokory, nie uczestniczą w Bożej budowli niezależnie od tego, jak mocno to deklarują. Jeżeli ktoś nosi w sobie i podtrzymuje przeciwne dynamizmy życiowe, jak: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, nienawiść, spory, zawiści, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrości, pijaństwo, hulanki…, burzy królestwo Boże, a nie buduje go. Niestety, każdy z nas nosi w sobie takie skłonności jako owoc grzechu pierworodnego, ważne jest jednak to, abyśmy zdecydowanie odcinali się od nich i nie pozwalali im w nas panować.

Zobaczmy, jak św. Paweł kreśli tę budowlę: opiera się ona na apostołach i prorokach, ale jej kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus. Jeżeli przyjrzymy się historii apostołów, to zobaczymy, jak każdy z nich doświadczył własnej słabości. Może najbardziej wymowny jest przykład św. Piotra, który tak gorąco zapewniał Pana Jezusa, że pójdzie z Nim nawet na śmierć, ale w momencie uwięzienia Pana załamał się i według zapowiedzi Pana Jezusa trzykrotnie się Go zaparł. Zawiodły jego własne siły i wyobrażenia o sobie. To doświadczenie jest niezmiernie ważne w życiu każdego z nas. Jeżeli tego nie „przerobimy” we własnym życiu, to wcześniej czy później załamiemy się w sytuacji próby. I zobaczmy, że Pan Jezus właśnie temu człowiekowi, który zawiódł, powierzył posługę pasterza i filara Kościoła! Mógł tak zrobić, bo św. Piotr już poznał swoją słabość i wiedział, że nic nie może uczynić bez Chrystusa. On jest owym kamieniem węgielnym. Właściwie jest zwornikiem, po usunięciu którego cała budowla się wali.

Bez tego, co jest podłożem, fundamentem, budowla się wali. Tak jest także w naszym życiu. Każdy z nas pewnie to potwierdzi, ale czy sam tym żyje, czy według tego postępuje? Mam wrażenie, że stale w istocie liczymy na siebie i swoją inteligencję, spryt…

Popatrzmy na Pana Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Zanim podjął ważną decyzję odnośnie do wyboru apostołów, całą noc spędził na modlitwie. Po niej dopiero dokonał wyboru. Modlitwa do Ojca była konkretnym świadectwem Jego zakorzenienia w Ojcu. Z tego zakorzenienia wyrastała zdolność wyboru zgodnego z Bożą wolą i moc, która z Niego promieniowała. To jest przykład budowania. Myślę, że warto się zapytać siebie, czy my przed ważną decyzją, wyborem, prawdziwie się modlimy i oddajemy się Bogu? Czy nasza wiedza o tym, że jedynie Bóg może nas prowadzić właściwą drogą, ma swój konkretny wyraz w naszym życiu, czy nie jest ona jedynie ideową deklaracją, jakimś subiektywnym mniemaniem? Podobnie pytanie o bliźnich, jakich mi Bóg dał – czy wspólnie z nimi buduję mieszkanie Boga? Czy raczej nie „przeszkadzają” mi w moim własnym budowaniu? Co to za budowla, którą stawiam? Warto sobie zadać takie pytania i zobaczyć, na ile żyjemy w prawdzie.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także