Wszyscy jesteśmy debilami, czyli filolog i brewiarz

Tytuł może brzmieć cokolwiek obraźliwie, jako że w potocznym języku słowo „debil” brzmi dosyć jednoznacznie, i raczej niezbyt pochlebnie. Dla filologa jednak słowo istnieje w dużej mierze poprzez swą etymologię.

Polski ‚debil’ pochodzi, mówiąc obrazowo, od łacińskiego „debilis” (forma ‚debil’ pojawia się tylko w archaicznej łacinie), co znaczy: słaby, bezsilny; kaleki, zwłaszcza kulawy (za „Słownikiem łacińsko-polskim” pod red. M. Plezi). Tymże właśnie uroczym słowem określa nas Liturgia Godzin, przynajmniej dwa razy.

W hymnie dziennym z oficjum czytań na poniedziałek I i III tygodnia, czytamy (lub śpiewamy):

Aeterna lux, divinitas,
in unitate Trinitas,
te confitemur debiles,
te deprecamur supplices.

Polski przekład oddaje słowo „debiles” przez „grzeszni” – nawet całkiem dobrze, bo naszą kondycję, po niefortunnej przygodzie w raju (tak sparafrazował zdanie Grzegorza Wielkiego pewien angielski profesor), można określić jako ułomną i słabą. Dosłowny przekład tej strofy brzmi tak: Wieczna światłości, Bóstwo, Trójco w jedności, Ciebie wyznajemy my, słabi, Ciebie błagamy, błagalnicy. Chociaż słabi, chociaż ułomni, jednak staramy się wyznawać wiarę w Trójcę. (Czasownik ‚confiteri’ może też znaczyć ‚sławić’, tzn. wyznawać, że ktoś jest wielki, dobry i wspaniały – jak to się zdarza w wielu psalmach: Confitemini Domino, quoniam bonus – chociaż łączy się wtedy z innym przypadkiem.)

Inny hymn, w którym pojawia się słowo ‚debilis’, to hymn ad nonam, czyli na modlitwę popołudniową: Ternis horarum terminis, z czego w polskim przekładzie zrobiono „W hołdzie pokornej modlitwy” [???] (Wydaje mi się, że kiedyś widziałem bardziej wierny przekład: Trzy razy godzin potrójnych / przemija czas ustalony.) W polskim brewiarzu ten hymn jest zastrzeżony dla II tygodnia, w łacińskiej Liturgia horarum jest jednym z dwóch hymnów do wyboru, niezależnie od tygodnia psałterza. (Jeżeli dobrze pamiętam hymn ten znany był już Cezaremu z Arles. Chociaż… zajrzałem teraz do hymnarza z Durham, z X wieku, i ta strofa brzmi trochę inaczej, chociaż reszta hymnu jest niezmieniona.)
Hymn nawiązuje do sceny z trzeciego rozdziału Dziejów Apostolskich – do uzdrowienia przy bramie świątyni chromego od urodzenia. Stąd w hymnie pojawia się Piotr, który mocą Imienia Jezusa przywrócił władzę w nogach żebrakowi w jerozolimskiej świątyni. Trzecia strofa hymnu brzmi jak następuje:

Et nos psallamus spiritu,
haerentes sic apostolis,
ut plantas adhuc debiles
Christi virtute dirigant.

Dosłownie: I my śpiewajmy w duchu, tak przylgnąwszy do apostołów, aby nogi, dotąd kulawe/ułomne, mocą Chrystusa wyprostowali. W polskiej wersji mamy apostołów, którzy mocą Chrystusa wiodą nas bezpieczną drogą. Jakieś nawiązanie do poruszania się, chodzenia, zachowano (droga), ale jednak nie oddaje to dobrze idei oryginału. Oto jesteśmy ułomni, kulawi. (Augustyn pisze w jednym z kazań, że nogi nas bolą, i dlatego trudno nam iść do Światła.) Ale – wspominając wydarzenie spod bramy zwanej Piękną – mamy nadzieję, że święci apostołowie, mocą daną im przez Chrystusa Pana, uzdrowią nas, dadzą siłę naszym nogom, abyśmy mogli podążać ku naszemu Panu. Mamy nadzieję, że wyprostują nasze krzywe nogi, abyśmy pewnie i prosto stanęli przed obliczem Boga. Wezmą nas za rękę, jak chorego w Jerozolimie, i tak „przylgniemy” do nich.
Jeszcze raz nazywamy samych siebie ‚debiles’, aczkolwiek już poza łacińską Liturgią Godzin. W angielskiej wersji oficjum, jako jedna z antyfon do świętej Dziewicy, odmawianych po komplecie, pojawia się pieśń „O sanctissima, O piissima dulcis Virgo Maria”. Trudno mi coś więcej o niej powiedzieć – dowiedziałem się tylko, że Beethoven skomponował do niej muzykę. W każdym razie, w jednej ze strof czytamy: Ecce debiles, perquam flebiles, salva nos, o Maria! Oto [jesteśmy] słabi/ułomni, w samej rzeczy, we łzach pogrążeni, ratuj nas, Maryjo! Tym razem wyznajemy naszą ułomność wobec Tej, która jedyna nie była jej poddana, dzięki swemu Niepokalanemu Poczęciu.

Tak, jesteśmy słabi, jesteśmy ułomni, kalecy, chromi…

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.