Wy jesteście królewskim kapłaństwem

V niedziela wielkanocna, lit. słowa: Dz 6,1–7; 1 P 2,4–94; J 14,1&ndash12

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła (1 P 2,9).

To wezwanie odnosi się nie tylko do kapłanów, zakonników czy zakonnic, ale do zwykłych wiernych. „Wy” to znaczy każdy z nas, jak tu jesteśmy.

Jak to jednak robić? Jak można głosić Ewangelię światu, gdy fascynują go zupełnie inne sprawy, gdy żyje czymś całkowicie odmiennym, a często, wydaje się, wręcz sprzecznym z Ewangelią. Zobaczmy, co się lansuje np. w TV? Jakie informacje przeważają? Jak przez pryzmat tych wiadomości wygląda świat? Wydaje się, jak gdyby świat fascynowało zło w różnych formach. Okazuje się, że na ekranach TV statystycznie co ileś sekund ginie człowiek i to najczęściej okrutnie zabijany. W wiadomościach bardzo często mówi się o tragediach pochłaniających ofiary, o wojnach, zamachach itd. Jednak w rzeczywistości ilu z nas widziało umierającego człowieka? Jeżeli już tak było, to chyba raczej umierającego w chorobie lub ze starości. Może ktoś widział wypadek, a chyba częściej sytuację po wypadku, w którym są zabici i ranni. Ale okrutnie zabijanych ludzi, tak jak to jest na ekranie TV, to chyba nikt z nas nie widział. Jeżeli rozszerzyć tę obserwację na inne dziedziny życia, np. życie rodzinne, afery w firmach i we władzach, to zauważymy, że świat ukazany w TV bardzo odbiega od naszego zwykłego doświadczenia. Istnieje jednak przygniatające nas czarne widzenie przyjmowane z TV.

W tym względzie podobni jesteśmy do uczniów Pana Jezusa, którzy czarno widzieli nadchodzący czas. Wiedzieli, że arcykapłani postanowili Jezusa zabić, że istnieje zmowa przeciw Jezusowi i dobrze przeczuwali zbliżające się zło. A Pan Jezus w takiej sytuacji nie podejmował zdecydowanej walki z nadchodzącym złem. Mówił im o „domu Ojca”, o swoim odejściu, o zabraniu uczniów do siebie. Zachowywał się tak, jak gdyby całkowicie ignorował to wszystko, co Mu groziło albo po prostu nie był tego w pełni świadomy. Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? (J 14,5). Przed uczniami rozpościerała się ciemność. Chcieli zobaczyć nadzieję. Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy (J 14,8) – to błaganie o światło.

Tutaj jednak odnajdujemy przedziwną odpowiedź Pana Jezusa. Nie ukazuje On uczniom niczego nowego, czegoś, czego by już nie widzieli, tak jak to np. było na Taborze. W tym momencie mówi ze zdziwieniem, że nie widzą(!):

Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? (J 14,9).

Podobnie we wcześniejszej odpowiedzi Tomaszowi:

Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście (J 14,6n).

Problem uczniów polegał na tym, że byli przygnieceni mroczną wizją przyszłych wydarzeń. Później, po pojmaniu Jezusa, wszyscy się rozpierzchli, całkowicie załamali. Nie potrafili się pozbierać: A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela (Łk 24,21). Dopiero doświadczenie spotkania ze Zmartwychwstałym dało im zrozumienie tego wszystkiego, co im mówił wcześniej, co zapowiadał, a oni niby przyjmowali, ale jak widać, nie rozumieli i nie wierzyli w prawdę. Tak było przez stale jeszcze ziemską perspektywę patrzenia. Zasadniczo wszystko zależy od widzenia. I to odnosi się także do nas. Jak patrzymy, co widzimy? Jeżeli to, co nam podają media, to nie jest to nawet zgodne z naszym zwykłym ludzkim doświadczeniem, a co dopiero z doświadczeniem odnoszącym się do perspektywy zmartwychwstania.

Jeżeli Filip nie widział w Jezusie Ojca, to dlatego, że patrzył nie tak, jak powinien. Gdyby w oparciu o to widzenie głosił Ewangelię, którą przecież już znał z nauczania Jezusa, to nie byłaby to Ewangelia, jaką chciał ogłosić światu Pan Jezus. Mógłby usiłować wmówić światu, że to jest wspaniała perspektywa, „dobra nowina”, przez piękną ideę i moralność dająca nadzieję na wspaniałe życie wieczne, ale nie byłaby to nauka głoszona z „duchem i mocą”. Dopiero doświadczenie obecności Zmartwychwstałego i moc Ducha Świętego pozwoliły uczniom głosić prawdziwą Ewangelię, pełną rzeczywistość wbrew pozorom tego świata.

To samo odnosi się także do naszego świadectwa. Co tydzień przychodzimy do kościoła, aby się spotkać ze Zmartwychwstałym. W Eucharystii otrzymujemy pełny udział i komunię „z” i „w” Nim. Udział w sakramencie Jego miłości do końca, aż po śmierć na krzyżu, daje nam nowe spojrzenie na życie i na nas samych. Doświadczamy, co znaczy, że Bóg nas wzywa z ciemności do przedziwnego światła. Właśnie tutaj w gestach i słowach powtarzających Jego gesty i słowa rozpoznajemy Jego samego i Jego miłość, a przez to wszystko odsłania się nam oblicze Ojca, który to nakazał Synowi uczynić, a Syn był Mu we wszystkim całkowicie podległy. Obyśmy nie zatwardzali naszych serc i potrafili zobaczyć w sakramentach naszą drogę, która ukazuje prawdę dającą życie.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2b, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także