Wybiórczo

Denerwuje mnie czasami pobożna jednostronność, jaka pojawia się i w liturgii.

W oficjum, w jutrzni, często pojawia się podziękowanie za nowy dzień, za poranek, za to, że Bóg pozwolił się nam obudzić – tak jak w Kiedy ranne wstają zorze, której to pieśni serdecznie nie cierpię. Dlaczego nie ma podziękowania za to, że noc dało się dobrze przespać? Można się przecież obudzić rano, ale z obolałą szyją, albo mało spać w nocy, wybudzać się co chwila, albo mieć koszmary, jak biedny Baldr… Za zdrowy sen się w brewiarzu nie dziękuje, chociaż się o niego prosi, czasami w nieszporach, zawsze w komplecie. I chociaż wiem, dlaczego tak się podkreśla samo przebudzenie się, sam początek dnia – to jednak sądzę, że za dobrą noc też się powinno dziękować. Powie ktoś, że nie każdy dobrze śpi, więc takie podziękowanie byłoby dla niektórych nieszczere; budzi się zaś każdy, więc za nowy dzień może podziękować… No cóż, są tacy, dla których świadomość nowego dnia nie jest wcale zachęcająca… staje się on dla nich cierpieniem (cf. Ps 73:14).

Mówi się często o ofiarowaniu w czasie mszy św. naszych cierpień, w zjednoczeniu z męką Chrystusa. Czemu rzadko się mówi o ofiarowaniu także swoich radości, łączeniu ich z ofiarą uwielbienia, jaką nasz Pan składa Ojcu? Wszak Eucharystia to dziękczynienie. Przez radość też się zbliżamy do Boga (cf. Ps 63:6).

Kiedyś już pisałem o tym fragmencie z konstytucji Lumen gentium – rozdział 34:
Omnia enim eorum opera, preces et incepta apostolica, conversatio coniugalis et familiaris, labor quotidianus, animi corporisque relaxatio, si in Spiritu peragantur, imo molestiae vitae si patienter sustineantur, fiunt spirituales hostiae, acceptabiles Deo per Iesum Christum (cf. 1Pt 2,5), quae in Eucharistiae celebratione, cum dominici Corporis oblatione, Patri piissime offeruntur.

Molestiae vitae, cierpienia, udręki, przykrości – są tu wymienione na samym końcu. Wypoczynek – animi corporisque relaxatio – jest wcześniej. Mam zamiar z niego teraz skorzystać, na chwałę Bożą.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.