Wybór drogi

Sobota XXXI tygodnia zwykłego, lit. słowa: Rz 16,3–9.16.22–27; Łk 16,9–15

Żaden sługa nie może dwom panom służyć. (…) Nie możecie służyć Bogu i mamonie (Łk 16,13).

Ta prawda jest konsekwencją naszego zanurzenia w śmierć Chrystusa i przez to poświęcenia Bogu swojego życia. Nie chcemy służyć nikomu innemu, tylko Bogu.

Faryzeusze, których wspomina na końcu Ewangelia, niewątpliwie także chcieli służyć Bogu i w swoim przekonaniu robili to lepiej niż inni. Ich dramat polega jednak na tym, że służąc Bogu, zlekceważyli tę prawdę, o której mówi Pan Jezus: Nie można służyć Bogu i mamonie. Siła pokusy cieszenia się rozlicznymi dobrami tego świata, których symbolem jest mamona, jest większa niż sobie z tego zdawali sprawę. Największa tragedia polega na tym, że opanowani taką pokusą, nie potrafili tego zobaczyć i bronili się przed ujawnieniem prawdy.

Chrzest ze swej istoty jest świadomym wyborem drogi Bożej, nieustannym szukaniem Boga i otwarciem na prawdę. Dzisiaj, gdy chrzest przyjmujemy jako niemowlęta, nie ma w nas owej decyzji w chwili przyjęcia chrztu. Dlatego istnieje wiele form świadomego przyjęcia naszego chrztu w wieku dorosłym przez np. podjęcie życia konsekrowanego, przez udział w ruchu neokatechumenalnym, przez świadome zobowiązania w postaci oblacji itd. Wiemy jednak, jak mimo świadomego wejścia na drogę realizacji naszego chrztu i zrozumienia ogromnej siły pokusy, trudno na co dzień w swoim życiu realizować drogę prawdy. Dlatego nasza droga jest nieustanną szkołą, ciągłym wysiłkiem, nigdy niekończącym się ćwiczeniem. Różne mogą być wyniki naszych codziennych wysiłków, często upadamy, ale tym bardziej trzeba nam ponownie uczyć się i nie ustawać. Istotne jest to, że nie my sami dochodzimy do doskonałości, ale Bóg, widząc całą naszą dobrą wolę i wysiłki, dokonuje w nas zmiany, jakiej nawet sobie nie wyobrażamy.

Charakterystyczne jest powiedzenie Pana Jezusa: Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? (Łk 16,11). Tutaj, na świecie, jesteśmy „na obczyźnie”. To, co mamy, jest „cudzym dobrem”, nasze jest w „domu Ojca”. Tutaj jesteśmy na polu ćwiczeń, w szkole, i przygotowujemy się do prawdziwego życia. Jego istotą jest to, że Bóg staje się „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Nasze życie staje się warsztatem Bożego działania w nas i przez nas. Do nas należy otwieranie się na Niego. Stąd oblacja, całkowite świadome oddanie się Mu we wszystkich wymiarach naszego życia. To oddanie się każdego staje się podstawą do odnajdywania się we wspólnocie braterskiej z innymi, którzy robią to samo i dążą do tego samego. Dlatego powstają ciągle nowe wspólnoty ludzi, którzy starają się świadomie realizować własne chrześcijaństwo.

Pan Jezus w Ewangelii wypowiada słowa, które często bulwersują ludzi: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy 〈wszystko〉 się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków (Łk 16,9). „Niegodziwa mamona”, która tutaj najbardziej bulwersuje, jest symbolem wszystkich środków, jakimi dysponujemy na świecie. Często, niestety, są one wykorzystywane niegodziwie i stąd określenie „niegodziwa”, ale przecież można je wykorzystywać godziwie. Jałmużna jest jednym z podstawowych „dobrych czynów”, a często przecież polega ona na ofiarowaniu komuś jakiejś sumy pieniędzy lub innych dóbr tego świata. Istotne jest to, że owa mamona jest środkiem i tylko środkiem, a to, co mamy zyskiwać, to: przyjaźń, czyli miłość wzajemna. Ona to właśnie pozostaje, gdy wszystko się kończy.

Na zakończenie Listu do Rzymian św. Paweł śle pozdrowienia i błogosławieństwa, i to wszystko w Chrystusie, który jest naszą drogą tutaj, na ziemi. To jest konkretny przejaw właściwego ustawienia hierarchii wartości: najważniejsze są więzi Chrystusowej przyjaźni między nami.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także