Wychowanie Maryi

Wprowadzając Syna w Stare Przymierze, Matka wychowywała Go najpierw do pełnienia funkcji mesjańskiej. Jednak to nie Ona, lecz Jego własne nabyte w Duchu Świętym poznanie misji wyznaczonej Mu przez Ojca uświadomiło Mu, kim jest i czego ma dokonać.

A wtedy relacje się odwracają: teraz Syn będzie wprowadzał Matkę w wielkość swego własnego zadania aż do osiągnięcia dojrzałości, która pozwoli Jej stanąć pod Krzyżem, a wreszcie – na modlitwie razem z Kościołem – otrzymać przeznaczonego dla wszystkich Ducha Świętego.

Mater Dolorosa

Wychowanie to dokonuje się przede wszystkim pod znakiem proroczo zapowiedzianego przez Symeona miecza, który przeniknie duszę Matki. Jest to proces, w którym nie jest ona oszczędzana. Wszystkie przekazane nam sceny są w większym lub mniejszym stopniu przykrym dla Niej odsuwaniem Jej na dalszy plan. Nie znaczy to, że Jezus przez całe trzydzieści lat nie był posłuszny. W tej sprawie Ewangelia nie pozostawia najmniejszych wątpliwości (Łk 2, 51). Zdecydowanie natomiast i z całą bezwględnością eliminowane są relacje wyłącznie zewnętrzne, które były tak istotne dla wiary w Starym Przymierzu. Odtąd liczyć się będzie tylko wiara w Niego, wcielone Słowo Boga. Maryja ma tę wiarę. Ze szczególną wyrazistością okazuje się to w Kanie, gdy bez wahania daje polecenie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Musi jednak, jako doskonale wierząca, występować jako wzorzec służący ukazywaniu Jezusa i Jego zerwania z „ciałem i krwią” (Jej „tak” jest materiałem, z którego wszystko można zrobić). W ten sposób Ona sama jest wychowywana do wiary w pełni otwartej. Ostra była już, jak widzieliśmy, odpowiedź Dwunastoletniego, gdy swego Ojca przeciwstawia domniemanemu ojcu ziemskiemu. Teraz liczy się tylko ten pierwszy, bez względu na to, czy Jego ziemscy rodzice to rozumieją, czy nie. „Oni jednak nie rozumieli tego” (Łk 2,50).

Niepojęta w swej szorstkości jest odpowiedź Jezusa na delikatną, proszącą uwagę Jego Matki w Kanie: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?„. Także tego nie rozumiano. „Moja godzina jeszcze nie nadeszła (J 2,4) – godzina Krzyża, oczywiście, kiedy Matka otrzyma pełne prawo wstawiania się. Jej niezachwiana wiara – „Zróbcie wszystko, cokolwiek Wam powie!„ – doprowadza do symbolicznego antycypowania Eucharystii. Podobnym znakiem–zapowiedzią będzie rozmnożenie chleba. Niemal nieznośna w swej twardości jest wydaje nam się scena, w której Jezus nauczający w domu otaczających go ludzi nie przyjmuje stojącej pod drzwiami, odwiedzającej Go Matki. „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest mi bratem, siostrą i matką” (Mk 3,34n). Jakże wyraźnie o Niej właśnie – nie wymienionej z imienia – jest tu w pierwszym rzędzie mowa! Któż to jednak rozumie? Czy zrozumiała to Ona sama? (…)

Sens tego nieprzerwanego wychowywania Maryi do czystej wiary i do stania pod Krzyżem często nie jest dostatecznie rozumiany. Stajemy zdumieni i zakłopotani wobec sposobu, w jaki Jezus obchodzi się ze swą Matką, do której zarówno w Kanie, jak i pod Krzyżem zwraca się per „Niewiasto”. On sam, jako pierwszy, wywija mieczem, który musi ją przeniknąć. Gdyby tego nie uczynił, w jaki sposób mogłaby jednak dojrzeć?

Fragment pochodzi z książki J. Ratzinger, H.U. von Balthasar, Maryja w tajemnicy Kościoła.

 

Zobacz także