Wydawanie uczt

Przygotowujemy wykwintniejsze jedzenie niż jadane na codzień. Gospodyni dekoruje stół. Wybiera najładniejszy obrus. I lepsza zastawa się pojawia: srebro, porcelana. Klimat odświętności.

 
Do tego zaś, który Go zaprosił, mówił także: „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych, niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych. (Łk 14.12 – 14)
 
Szczęście nie tylko trudne, ale niezrozumiałe. Ślepy nie dostrzeże dekoracji stołu, ubogi wykwitności posiłku. Kaleka zaś niechcący stłucze porcelanę. Im wszystkim wystarczyłaby troska na miarę ich życia: pożywny posiłek, ale nie uczta.
 
Grupa znakomitych muzyków gra dla niezbyt wyrobionej widowni i nie chałturzy, ale wykonuje utwór z największym posiadanym kunsztem, pietyzmem. Profesor wysila się konstruując nie dla ekspertów, ale niezbyt rozgarniętych studentów wykład o sprawach trudnych, ale doniosłych. Nauczyciel nie poddaje się znużeniu i lata wbija stadom urwiszy rudymenta wiedzy. Wydający uczty.
 
Zaś zaproszeni – ludzie, których „gospodarze uczt” usiłują wprowadzić w świat wyższych wartości, są tacy, że nie dziękują, bo nie wiedzą za co, są tacy, że nie chwytają subtelności myśli, wykwintności zaoferowanych im wartości, ulotnego piękna. Dlatego są przedstawieni jako ślepi, kalecy i ubodzy.
 
Jaki jest sens uczyć matematycznego nieuka dowodu twierdzenia Pitagorasa, śpiewać gregoriański chorał młodzieży wyrosłej na rokowej łupaninie, opowiadać o subtelnych kwestiach filozoficznych tym, których to w ogóle nie interesuje, bo zjawili się na uniwersytecie z powodu wysokiego bezrobocia i nieodpłatnych studiów. Ile próżnego wysiłku! A mimo tego, jesteśmy wezwani, by „uczty” wydawać.
 
Człowiek bowiem z jednej strony jest istotą ślepą na bogactwo świata wartości. Jest w tym świecie ekstremalnie ubogi i kaleki. Z drugiej strony ma dojrzeć do pełnego tu uczestnictwa na sobie właściwą miarę. Stąd potrzeba uczt, potrzeba takiego ich klimatu, by ślepy chociaż nie widzi dekoracji odczuł odświętność chwili, by kaleka zaczął uważać na porcelanę, bo szkoda by było, „żeby droga pani takie ładne sie pobiło”, by ubogiego dotknęło ulotne a poruszające uczucie bycia ogarniętym przez nieznane, niewyobrażalne dotąd bogactwo rzeczywistości. 

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".